Od półtora roku sprzedaż spada. Do zamknięcia wyznaczono kilkaset barów. W desperacji zmieniono prezesa. I jeszcze naukowcy zadali firmie bolesny cios. McDonald’s znalazł się na bardzo ostrym zakręcie.
Dla Jennifer bar McDonald’s był namiastką domu. – Przychodziliśmy tu prawie codziennie. Teraz dwa lub trzy razy w tygodniu – mówi Amerykanka. Ale to nie obawy o puste kalorie czy cholesterolowe złogi ją odstręczają. – Oni podnoszą ceny. Kiedyś mogłam kupić podwójnego burgera za dolara, potem za 1,19 dol., jeszcze później za 1,49. Przecież mogę dostać to samo taniej w Jack-In-The-Box – kwituje. Jennifer zna na pamięć menu: sama wychowuje 10-letniego syna i te kilkanaście centów różnicy ma wielki wpływ na jej miesięczny budżet.
Firmie odbijają się także czkawką problemy sprzed lat. – Po obejrzeniu filmu „Super Size Me” odrzuciło mnie od McDonalda – opowiada Michelle Angelis, smukła dwudziestolatka, której noga od trzech lat nie postała w barze pod złotymi łukami. – Choć zjadłabym ich cheeseburgera, bo lubiłam je. Ale potem dowiedziałam się, jak fatalny mają wpływ na organizm i teraz chodzę do Chipotle – wzrusza ramionami.