Siedem lat restrukturyzacji czołowego kolportera prasy przyniosło ponad 0,5 mld zł strat, wyprzedaż majątku i pustki w kasie. Firma wciąż funkcjonuje dzięki uprzejmości Alior Banku i niepłaceniu rachunków wydawcom. Są jednak i tacy, którzy na tym korzystają
Ruch jest prywatnym przedsiębiorstwem. Należy do spółki Lurena Investment, a ta obecnie do Igora Chalupca, byłego prezesa Orlenu, wiceministra finansów, maklera giełdowego. Lurena zainwestowała w firmę w pewnej mierze za jej własne pieniądze. W uproszczeniu: wyemitowała obligacje, które objął Ruch (wtedy miał jeszcze nadwyżki). Teoretycznie gdyby spłaciła dług, Ruch miałby mnóstwo gotówki. Zapewne dosyć, by mógł uregulować przynajmniej przeterminowane zobowiązania wobec swoich kontrahentów. Tyle że Lurena nie może tego zrobić. Nie stać jej. Założenie było takie, że będzie spłacać obligacje, czyli zobowiązania wobec Ruchu, z… dywidendy, którą ten będzie jej płacił jako swojemu akcjonariuszowi. Ponieważ nie płaci, bo nie ma z czego, wykup obligacji jest przesuwany. Upadek Ruchu oznaczałby, że w opałach znalazłby się także jego właściciel i dłużnik w jednej osobie (Lurena). Miałby akcje, które nie byłyby wiele warte, i obligacje, których zapewne nie miałby z czego uregulować. Igor Chalupec jest prezesem Ruchu, a także właścicielem spółki Icentis. Icentis inkasuje co roku miliony za zarządzanie Ruchem, choć ten płaci wynagrodzenie również zarządowi. Kłopoty kolportera są więc przede wszystkim kłopotami jego dostawców, zwłaszcza wydawców. Ruch żyje na ich koszt.

Upadek Ruchu