Mamy szansę przejąć od Londynu uciekające stamtąd młode firmy branży cyfrowej. Na to liczą nasi inwestorzy i będą do tego namawiać resort rozwoju.
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
„Start in Poland” – tak brzmi hasło planu premiera Morawieckiego. Po wynikach referendum w sprawie Brexitu warto by je rozszerzyć na „Start and stay in Poland” – uważa Maciej Sadowski, prezes Fundacji Startup Hub Poland. I dodaje, że mamy wyjątkowy moment, by zagrać trochę va banque i zawalczyć choć o kawałek rynku, który do tej pory w ogromnej części należał do Londynu.
Rzeczywiście, wiele z młodych firm, które tam powstały lub zdobyły finansowanie, z sukcesami ruszało na podbój światowych rynków. Ranking organizacji Nesta, przygotowany w ramach Europejskiego Forum Cyfrowego, oceniający europejskie miasta pod kątem możliwości założenia i prowadzenia własnego biznesu w branży cyfrowej, jednoznacznie pierwsze miejsce w tej dziedzinie przyznał właśnie stolicy Anglii.
Tyle że Londyn tak dobrej opinii dorobił się stosunkowo niedawno. W ciągu kilku lat tamtejszy ekosystem przeszedł niesamowitą przemianę dzięki współpracy sektora publicznego, prywatnego i szkolnictwa wyższego. Kluczową rolę w jego kształtowaniu odegrały działania władz – tak państwa, jak i miasta. W 2013 r. premier Cameron przeznaczył 50 mln funtów na inwestycje w infrastrukturę w obrębie specjalnie utworzonego klastra Tech City we wschodnim Londynie, w tym utworzenie przestrzeni coworkingowych, sal wykładowych i warsztatów dla start-upów.
Władze Wielkiej Brytanii stworzyły również tzw. wizę startupową, czyli pozwolenie na pracę dla osób spoza Unii Europejskiej, skierowane do założycieli takich firm, którzy chcą je rozwinąć na Wyspach. Co więcej, wprowadzono też specjalną politykę państwa względem aniołów biznesu i inwestorów opartą na licznych ulgach podatkowych. Na te mogą liczyć także start-upy, które zadebiutowały w wyniku wykupu przez większych rynkowych graczy.
– To, co było zaletami Londynu wczoraj, teraz, w wyniku Brexitu może znacznie podupaść. Wielka Brytania z barierami w przepływie ludzi, w sytuacji gdy kolejne firmy poważnie rozważają przeniesienie swoich centrali na kontynent, przestaje być aż tak pociągająca. Szczególnie że może też pojawić się problem z brakiem specjalistów od IT, których ogromna część to przecież migranci. I to jest sytuacja, którą trzeba wykorzystać – przytakuje Arkadiusz Regiec, prezes Beesfund, czyli portalu crowdfundingu udziałowego pozwalającego start-upom zdobyć fundusze w ramach zbiórki publicznej. Ale, jak dodaje Regiec, Wielka Brytania wciąż ma jeden ogromny atut, na którym powinniśmy się wzorować. Tamtejsze prawodawstwo przewiduje bardzo małe bariery administracyjne w zakresie tworzenia spółek i innych podmiotów z osobowością prawną.
– Właśnie zmieniając u nas prawo w tę stronę: wprowadzając ulgi inwestycyjne i podwyższając próg dla crowdfundingu udziałowego, do którego nie jest potrzebna zgoda organu kontrolnego, w naszym przypadku KNF, możemy zachęcić firmy do tego, by i o Polsce pomyślały jako kierunku do rozwoju – przekonuje.
Oczywiście nie jest tak – niezależnie jak bardzo obiecująco brzmiałby plan premiera Morawieckiego – że europejskie nowoczesne biznesy automatycznie zaczną wybierać Polskę. Na razie Warszawa, która jest u nas oceniana jako najbardziej przyjazna, z najlepiej rozbudowaną infrastrukturą i ofertą dla firm technologicznych, we wspomnianym rankingu Europejskiego Forum Cyfrowego znajduje się na bardzo odległym 24. miejscu.
– Oczywiste jest, że są inne ośrodki takie jak Frankfurt czy Berlin, które o ile dojdzie do odpływu start-upów czy inwestorów FinTech z Londynu, będą znacznie bardziej interesujące dla tej branży – ocenia Jakub Weber z Deloitte.
Także zdajniem Regieca Berlin to kierunek pierwszego wyboru. – Ale w sytuacji, gdy stolica Niemiec przejmie największe inwestycje, my możemy zawalczyć o te z regionu Europy Środkowo-Wschodniej – podkreśla.
Na naszą korzyść działają: tworzenie takich ośrodków jak PARP czy NCBR, inicjatywy w zakresie kursów programowania dla dzieci czy coraz powszechniejszy dostęp do nauki języków obcych, w tym zwłaszcza języka angielskiego, oraz przede wszystkim ogromne zasoby niezłych i wciąż na europejskie warunki niedrogich ekspertów od IT.
– I te zalety trzeba podkreślać. Stworzyć jak najszybciej przyjaźniejsze warunki. Nie tylko finansowe w postaci funduszu, ale także prawne. I odważnie zacząć reklamować Polskę, a konkretnie Warszawę, jako idealny kierunek do rozwijania nowoczesnych biznesów – zachęca Maciej Sadowski.