Unia Europejska mogłaby dziś cieszyć się wzrostem i pogłębiać integrację. Gdyby nie jedna fatalna polityczna decyzja: austerity.
Austerity to po polsku polityka zaciskania pasa. Czyli określenie gwałtownego równoważenia finansów publicznych. Taka właśnie polityka dominowała w większości krajów bogatego Zachodu (od Wielkiej Brytanii po peryferyjne Południe) w odpowiedzi na kryzys roku 2008. I to ona jest odpowiedzialna za to, że Europa doświadcza właśnie swojej „straconej dekady”.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Równoważenie finansów publicznych nie jest niczym złym. Pod dwoma wszakże warunkami. Po pierwsze, nie powinno odbywać się wyłącznie drogą cięcia wydatków państwa. Bo to rodzi głębokie społeczne niesprawiedliwości. A kto nie rozumie dlaczego, niech się zastanowi, które warstwy społeczne w większym stopniu zależą od różnego typu programów państwa dobrobytu. Bogaci? Nie sądzę. Po drugie, na austerity pod żadnym pozorem nie wolno się porywać w czasie gospodarczego spowolnienia. No, chyba że ktoś ma w nosie ekonomiczną rzeczywistość. Niestety oba te warunki zostały w Europie podeptane w latach 2010–2015.