W III kw. najbardziej wzrosły ceny w woj. świętokrzyskim. Były one tam o 4,4 proc. wyższe niż przed rokiem, podczas gdy średnio w kraju podskoczyły o 3,9 proc. – wynika z najnowszych danych GUS. Na drugim miejscu w tym rankingu znalazły się ex aequo: woj. podkarpackie i warmińsko-mazurskie, gdzie inflacja wyniosła 4,3 proc.

Najwolniej ceny rosły w woj. mazowieckim (wzrost o 3,6 proc.). Oznacza to, że inflacja najbardziej szaleje w regionach najbiedniejszych, a jest łaskawa dla bogatych. Przy tym najbardziej obok paliw drożeje m.in. żywność. Paradoksalne jest więc, że na terenach najbiedniejszych i równocześnie rolniczych ceny jedzenia rosną szybciej niż gdzie indziej (w woj. podkarpackim, świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim przeciętna płaca w przedsiębiorstwach jest o ok. 35 proc. niższa niż na Mazowszu).

Zdaniem ekspertów przyczyn zjawiska najszybszego wzrostu cen żywności na terenach rolniczych jest kilka. Na przykład w woj. świętokrzyskim i podkarpackim są drobne gospodarstwa, co powoduje, że produkcja rolnicza jest stosunkowo droga. Ponadto na tych terenach jest swoista monokultura. – Na przykład w woj. warmińsko-mazurskim dominuje produkcja mleka, a w woj. świętokrzyskim produkcja owocowo-warzywna. Wobec tego inne produkty trzeba tam często dowieźć, a transport kosztuje – ocenia prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Dodaje, że ceny żywności w biedniejszych województwach rosną szybciej także dlatego, że gonią występujące w bogatszych województwach, gdzie osiągnęły wysoki pułap. – Ponadto np. z woj. świętokrzyskiego czy podkarpackiego wyjechało dość dużo osób do pracy za granicą lub do dużych aglomeracji miejskich. Pomagają oni swoim rodzinom, przesyłając im gotówkę. A to zwiększa popyt i podnosi ceny – twierdzi prof. Świetlik. Windują je także cudzoziemcy ze Wschodu, którzy robią zakupy na terenach przygranicznych.

Ponadto w woj. świętokrzyskim, podkarpackim czy warmińsko-mazurskim występuje dość rozdrobniona struktura dystrybucji towarów – jest tam dużo pośredników oraz dominują niewielkie sklepy, z na ogół wysokimi kosztami, które muszą wliczać w ceny oferowanych produktów. Jednocześnie stosunkowo mało jest tam supermarketów, dyskontów i sklepów wielkopowierzchniowych powiązanych bezpośrednio z producentami, co pozwala im zbijać ceny.