Analitycy, których poprosiliśmy o prognozy wielkości długu, w większości są zdania, że rzeczywiście będziemy mieli spadek zadłużenia liczonego według metodologii krajowej. O ile w ubiegłym roku dług wynosił około 53,5 proc. PKB, o tyle w tym roku – ich zdaniem – może zmaleć poniżej 53 proc. PKB. Powodów tego optymizmu jest kilka.

Pierwszy, najbardziej namacalny, to prawie 8,2 mld zł, które budżet państwa dostanie w tym roku z Narodowego Banku Polskiego. To około 0,5 proc. PKB. O tyle zmniejszą się potrzeby pożyczkowe, co automatycznie przełoży się na wyhamowanie wzrostu zadłużenia. Według Piotra Bujaka, ekonomisty Banku Nordea, pieniądze z banku centralnego będą miały wpływ nie tylko na dług liczony według metodologii krajowej, lecz także ten liczony według unijnych zasad.

– Wypłata z NBP nie zmniejszy deficytu finansów, ale dług tak, bo oznaczać będzie mniejszą podaż papierów. Mimo to uważam, że zysk NBP nie będzie kluczową przyczyną spadku długu – mówi Piotr Bujak. Ważniejszy jego zdaniem będzie wzrost gospodarczy – mniejszy niż w ubiegłym roku, ale z pewnością większy niż założył rząd, pisząc budżet. Ministerstwo Finansów założyło, że wyniesie on 2,5 proc. A jest szansa, że będzie to 3 – 3,5 proc. – To będzie miało istotny wpływ na dług.

Z jednej strony wzrośnie nominalny PKB, z drugiej wyższe dochody spowodują spadek deficytu, co też oznacza mniejszą emisję długu. W sumie spadek w relacji do PKB zadziała z obu stron – mówi Piotr Bujak. Na dużą aktywność MF w szukaniu dodatkowych dochodów – niezależnie od sytuacji gospodarczej – zwraca uwagę Janusz Dancewicz, ekonomista DZ Banku. Zwiększenie składki rentowej to 6,5 mld zł dodatkowych dochodów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Uchwalony w marcu podatek od kopalin ma dać w tym roku 1,8 mld zł.

– Dlatego nie mam wątpliwości, że ministerstwu uda się osiągnąć spadek relacji długu do PKB. Tym bardziej że samorządy też przestały się zadłużać – mówi ekonomista.

Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium dodaje, że wprowadzenie reguły wydatkowej ograniczającej deficyty samorządów to dodatkowy czynnik zmniejszający presję na wzrost długu publicznego. – Widać, że w Ministerstwie Finansów jest determinacja, żeby kontrolować wydatki samorządów. Przy tym założeniu może się obniżyć w stosunku do ubiegłego roku nawet do 53 proc. PKB – mówi. I dodaje: Wygląda na to, że dług publiczny jest pod kontrolą. Tak przynajmniej sądzi większość analityków, skoro dyskusja na temat ryzyka przekroczenia progu 55 proc. PKB – głośna w poprzednich latach – właściwie wygasła.

Według Marcina Mroza, ekonomisty BNP Paribas Fortis, to jeden z głównych powodów, dla których inwestorzy przestali przejmować się wzrostem polskiego zadłużenia.

– Nie widać ani w cenach polskich obligacji, ani w popycie, żeby inwestorzy bali się przekroczenia przez dług publiczny progu 55 proc. PKB. Pod warunkiem że unikniemy jakiegoś tragicznego scenariusza rynkowego, to wszystko będzie pod kontrolą, jeśli chodzi o deficyt i dług. To jest dziś główny scenariusz rynkowy – mówi.

Samo Ministerstwo Finansów zakłada, że państwowy dług publiczny wyniesie w tym roku 52,4 proc. PKB. Według tej prognozy w relacji do produktu krajowego brutto dług spadłby po raz pierwszy od 2007 roku. Dużo wolniej jednak zmniejszać się będzie zadłużenie wyliczane według metodologii unijnej, która zalicza do długu m.in. zobowiązania Krajowego Funduszu Drogowego. Tak liczony dług może wynieść 56 proc. PKB wobec około 56,7 proc. PKB w 2011 roku.

Reguła wydatkowa dla samorządów zmniejsza presję na wzrost długu