Na wyniku zaważyło wyhamowanie sprzedaży obligacji trzyletnich. MF oferowało je od stycznia do marca – największy popyt zwykle przypada na pierwszy miesiąc sprzedaży, najmniejszy na ostatni. – Gdyby nie uwzględniać sprzedaży obligacji trzyletnich, to w marcu łączna wartość puli sprzedanych obligacji wyniosła 207 mln zł wobec 201 mln zł w lutym – mówi DGP Anna Suszyńska, wicedyrektor departamentu długu publicznego MF.

MF robi dobrą minę do złej gry. Resort liczył na więcej, podnosząc oprocentowanie wszystkich typów obligacji detalicznych już w lutym i uruchamiając kampanię informacyjno-reklamową. Jej koszt to kilka milionów złotych w skali roku. Wicedyrektor Suszyńska liczy na to, że skutki zabiegów marketingowych przyjdą z czasem. – Nie nastawialiśmy się na szybkie efekty, bo i skala promocji była umiarkowana. Potrzeba dłuższego czasu. To proces. Natychmiast reagują inwestorzy profesjonalni. Ci, którzy raczej oszczędzają, niż inwestują, reagują wolniej. Dopiero teraz do nich dociera, że lokaty jednodniowe są już opodatkowane – mówi.

Przyznaje, że skala kampanii informacyjnej będzie teraz mniejsza. Zakończył się pierwszy etap kampanii telewizyjnej, drugi nastąpi koło września. MF liczyło, że akcja reklamowa i zwiększenie atrakcyjności oferty przyciągną do obligacji detalicznych nowych klientów.

Choć przedstawiciele MF zżymają się, gdy porównuje się ich ofertę do bankowych lokat, to właśnie one są dla papierów detalicznych dużą konkurencją. I tu, i tu klientami są osoby szukające bezpiecznych form oszczędzania. MF miało pecha, bo banki, wycofując się z lokat antypodatkowych, nie obniżyły drastycznie oprocentowania depozytów i robią wszystko, żeby zatrzymać klientów. MF liczy, że ci kupujący obligacje nie odpłyną do banków.