Narodowy Bank Polski wypracował w ubiegłym roku zysk w wysokości 8,6 mld zł. Z tej kwoty 5 proc. zasili fundusz rezerwowy banku, reszta, czyli niemal 8,2 mld zł, trafi w połowie tego roku do budżetu. Dzięki temu znacznie zmniejszone zostaną potrzeby pożyczkowe państwa.

Mniejsze potrzeby

Do tej pory rekordowy wpływ z NBP budżet otrzymał w ubiegłym roku z zysku za 2010 r., ale i tak była to kwota o 2 mld zł niższa.

Tak duży tegoroczny zysk z NBP to dobra wiadomość dla Ministerstwa Finansów. Choć po trzech miesiącach plan deficytu zrealizowano już w około 60 proc., to wypłata z banku centralnego minimalizuje ryzyko napięć w państwowej kasie. Co więcej, wzrosły szanse na lepsze od planu wykonanie budżetu. W ustawie zapisano deficyt na poziomie 35 mld zł.

Agnieszka Decewicz z BZ WBK ocenia, że może być on mniejszy nawet o 16 mld zł. Ale są warunki: oprócz pieniędzy z banku centralnego budżet musi też uzyskać większe dochody dzięki wysokiej inflacji i szybszemu wzrostowi gospodarczemu. Ekonomistka BZ WBK podkreśla, że dzięki NBP Ministerstwo Finansów ma zdecydowanie mniej zmartwień z finansowaniem potrzeb pożyczkowych. Ale dopiero w drugiej połowie roku – bo wtedy nastąpi wypłata zysku. To może ograniczyć podaż obligacji skarbowych, ale całkowitego zaniechania emisji papierów skarbowych nie należy oczekiwać.

– Ministerstwo – tak jak w 2011 roku – będzie zapewne w drugiej połowie roku prefinansować potrzeby pożyczkowe w 2013 roku. Podaż będzie ograniczona, ale przetargi będą się odbywać – mówi Agnieszka Decewicz.

Teoretycznie wiadomość o zmniejszeniu potrzeb pożyczkowych o około 0,5 proc. PKB powinna mieć wpływ na notowania obligacji. I ma – gdyby nie doniesienia z NBP, wczorajsza przecena na rynku papierów skarbowych byłaby znacznie głębsza. – Nastroje na rynku pogorszyły się po złych informacjach z krajów południowej Europy. Jednak zapowiedź zmniejszenia potrzeb pożyczkowych pozwala nam dzielnie opierać się wzrostowi rentowności – mówi Maciej Popiel, diler rynku długu w PKO BP. A Agnieszka Decewicz dodaje, że wyraźna reakcja rynkowa będzie widoczna wtedy, gdy MF będzie już publikował konkretne plany podaży.

Dla Ministerstwa Finansów zmniejszenie potrzeb pożyczkowych to zapowiedź wyhamowania tempa wzrostu długu publicznego. Szef resortu Jacek Rostowski jest zdania, że już w tym roku dług spadnie w relacji do PKB. W ubiegłym roku ta relacja jeszcze się pogarszała: zadłużenia wynosiło 53,5 proc. PKB. Natomiast ponad 8 mld zł z banku centralnego na pewno nie pomoże rządowi w planach ograniczenia deficytu finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB w tym roku. Winna jest metodologia unijna, według której tak osiągnięty dochód – jako wynik realizacji różnic kursowych – nie może pomniejszać deficytu.

Źródła zysku

Jak podkreśla Marek Belka, szef NBP, w ubiegłym roku superwynik udało się wypracować z powodu osłabienia kursu waluty.

– Z jednej strony NBP stabilizował kurs złotego przy wysokich cenach walut. Sprzedając je na rynku, uzyskiwał korzystny przelicznik. W dodatku gdy miał w portfelu obligacje np. USA kupione przy kursie 3 zł, to gdy pod koniec ubiegłego roku dolar kosztował 3,5 zł, to wzrosła wyrażona w złotych wycena tego portfela – tłumaczy Radosław Bodys, główny ekonomista PKO BP.

Jednak eksperci nie potrafią określić, przy jakim kursie jest punkt oporu, czyli granica, po przekroczeniu której NBP zaliczyłby stratę – czy przy kursie 4 zł za euro, czy znacznie poniżej 4 zł. Wiele bowiem zależy również od tego, jak wysokie koszty poniesie m.in. na tzw. sterylizacji rynku, czyli skupowaniu pieniędzy od banków, gdy jest za duża płynność i jakie zaliczy zyski na innych operacjach – np. obligacjami. W 2011 roku do wypracowania rekordowego zysku przyczyniła się także zmiana rentowności zagranicznych obligacji. – W ubiegłym roku rentowność zagranicznych obligacji miała tendencję spadkową. W efekcie rosła wartość tych papierów w posiadaniu banku centralnego – wyjaśnia Piotr Bujak, główny ekonomista Nordei.

Zysk NBP hamuje rentowność państwowych obligacji

NBP nie zawsze miał zysk

Zgodnie z prawem 95 proc. zysku Narodowego Banku Polskiego trafia do budżetu. Nie ma tu żadnych wyjątków. Ale straty NBP nie powodują pogorszenia wyników budżetu. Chyba że tak potraktujemy brak dochodów z tego tytułu. W ostatnich dziesięciu latach dwukrotnie bank centralny nie wpłacił do niej ani złotówki. Tak było w 2008 r. – poprzedni rok NBP zakończył na dużym minusie, rzędu 12,4 mld zł. Zaszkodziło umocnienie złotego, które obniżyło wycenę aktywów banku denominowaną w walutach obcych, co stanowiło koszt niezrealizowany z wyceny kursowej. Wtedy wyniósł on ponad 15 mld zł i tylko w części udało się go pokryć dobrym wynikiem na pozostałej działalności. O ile budżet w 2008 r. jeszcze sobie jakoś radził, o tyle srogi zawód spotkał ministra finansów w kryzysowym 2009 r. Po doświadczeniach 2007 r. władze banku zdecydowały o utworzeniu dużej rezerwy na ryzyko kursowe (2,1 mld zł), co zjadło całą nadwyżkę wypracowaną w trakcie 2008. Ta sprawa była wstępem do późniejszej burzliwej dyskusji na temat zasad tworzenia tej rezerwy. Zakończyła ją uchwała RPP z 2010 r., która ustaliła je na nowo.