statystyki

Inflacja i PKB. Ułomne mierniki, którym ufamy zbyt mocno

autor: Marek Chądzyński07.02.2020, 08:12; Aktualizacja: 09.02.2020, 22:32
Dyskusja o tym, czy aby na pewno dobrze mierzymy inflację, nabierała tempa w ostatnich latach, gdy stawało się coraz bardziej jasne, że stare prawa przestają działać.

Dyskusja o tym, czy aby na pewno dobrze mierzymy inflację, nabierała tempa w ostatnich latach, gdy stawało się coraz bardziej jasne, że stare prawa przestają działać.źródło: ShutterStock

Polityku, zanim zaczniesz mówić, że nie ma drożyzny, postawisz tezę o uszczęśliwiającym boomie gospodarczym, zapamiętaj: argumenty, którymi się za chwilę posłużysz, są ułomne. Bo przecież powołasz się na inflację i PKB, prawda?

D o brze jest wiedzieć, jak zmienia się wartość pieniędzy, które zarabiamy ciężką pracą. Bo że się zmienia, to chyba jasne. Jeśli jesteśmy sprytni i gdzieś je lokujemy, to powinny się one pomnażać. Ale 100 zł dziś i przed rokiem to nie jest to samo. I nie może być, skoro teraz możemy kupić za nie ok. 20 litrów benzyny, a rok temu o 1 litr więcej. A to dlatego, że paliwo podrożało, więc i tzw. siła nabywcza naszej stówki nieco spadła.

Jeśli o tym wiemy, zawsze możemy pójść do szefa po podwyżkę albo wybrać jakiś tańszy środek transportu. Ale żeby taką wiedzę mieć, trzeba mierzyć siłę nabywczą pieniądza na bardziej ogólnym poziomie, biorąc pod uwagę więcej niż jeden produkt. Wymyślono więc inflację. Chodzi w niej z grubsza o to, żeby poprzez tempo zmian całego katalogu cen móc pokazać, ile wart jest łączny dochód, jaki w danej chwili osiągamy. Jeśli w ciągu roku ceny wzrosły, a dochód się nie zmienił, to znaczy, że jest on wart po prostu mniej, bo mniej można za niego kupić. Dla gospodarczych strategów to niedobry sygnał, bo jeśli konsumentów stać na mniej, to jakość ich życia się pogarsza, co może mieć skutki ekonomiczne, ale też społeczne i polityczne.

Jak to dobrze wyliczyć? Jak zdecydować, które dobra i usługi są w tym pomiarze ważne, a które nie? Na ogół używa się koszyka inflacyjnego. To po prostu zestawienie wszystkich wydatków gospodarstwa domowego. Ankieterzy GUS pytają więc Polaków, na co wydawali swoje ciężko zarobione pieniądze, w cyklicznym badaniu budżetów gospodarstw domowych. Na tej podstawie statystycy są w stanie określić, jaką część domowego budżetu przeznacza się na jedzenie, a jaką np. na paliwo do samochodu, ile w wydatkach stanowią koszty utrzymania mieszkania, a ile bilety do kina itd. W ten sposób powstają tzw. wagi. Jeśli w przeciętnej polskiej rodzinie jedna czwarta wydatków to żywność i napoje, to dokładnie tyle w pomiarze inflacji będą ważyć ceny żywności i napojów.

Teraz pozostaje tylko sprawdzić, ile co kosztuje. Nie da się monitorować wszystkiego, więc statystycy biorą pod uwagę tylko to, co jest kupowane najczęściej. Tak powstaje lista reprezentantów, czyli najbardziej powszechnych, typowych towarów i usług z każdej kategorii. O tym, co spełnia wymogi reprezentatywności, GUS decyduje na podstawie ekspertyz i obserwacji rynku, danych z badań wydatków gospodarstw domowych, a także analiz danych otrzymywanych np. od sieci handlowych. Cechy takiego towaru (lub usługi) muszą być precyzyjnie opisane, by móc utrzymać porównywalność cen w czasie. I gdy już mamy zmiany cen i wiemy, ile ważą we wskaźniku, to obliczenie inflacji – czyli określenie, jak się zmieniła siła nabywcza naszych zarobków – wydaje się dość proste.

Koszyk koszykowi nierówny

Otóż to wcale takie nie jest. Koszyk inflacyjny policzony przez GUS to wartości średnie. W praktyce bardzo mało rodzin ma taką strukturę wydatków. A to oznacza, że dla każdej z nich wagi poszczególnych cen dla siły nabywczej ich dochodów mogą być zupełnie inne. I widać to nawet w danych. Weźmy indeks cen konsumpcyjnych (CPI) – potocznie zwany inflacją – i indeks cen dla gospodarstw emerytów i rencistów. Ten pierwszy pokazał średni wzrost cen w zeszłym roku w wysokości 2,3 proc., ten drugi – 2,6 proc. Życie emeryta wygląda na kosztowniejsze. Struktura jego wydatków odbiega od średniej, większy udział mają wydatki na żywność, a ta w 2019 r. dość mocno zdrożała.

Inny przykład. Według polskiego CPI w grudniu ceny były wyższe o 3,4 proc. niż rok wcześniej. Ale zgodnie z wyliczanym przez Eurostat wskaźnikiem HICP nie było aż tak źle – ceny rosły o 3 proc. Różnica to też zasługa metodologii: inną stosuje GUS, a inną Eurostat.

Z odpowiedzią na pytanie o wielkość inflacji problem mają też w USA, bo tam równolegle używa się dwóch mierników. Pierwszy, do którego odwołuje się amerykańska Rezerwa Federalna w swojej polityce pieniężnej, to PCE (Personal Consumption Expeditures Index), drugi to CPI podawany przez Bureau of Labor Statistics. PCE od lat sygnalizuje mniejszą inflację niż CPI, a rozjazd bierze się stąd, że pierwszy wskaźnik bardziej obrazuje to, co i za ile sprzedają firmy, niż to, ile, czego i po ile kupują konsumenci (to jest podstawą do wyliczania CPI). Różnice mogą być znaczące. Na przykład w grudniu 2019 r. inflacja zmierzona indeksem PCE wyniosła 1,6 proc., a indeks cen konsumpcyjnych wzrósł o 2,3 proc.

To wszystko oznacza, że tak naprawdę nie ma jednej inflacji, a właściwie jednego uniwersalnego wskaźnika wzrostu cen. I to już jest wystarczający powód, by z dużą rezerwą posługiwać się dostępnymi miarami, np. w politycznych potyczkach. Ale takich powodów jest więcej. Wśród ekonomistów trwa ożywiona dyskusja, czy najbardziej rozpowszechniony sposób mierzenia zmian cen – czyli indeks cen konsumpcyjnych – w ogóle ma jeszcze walor użyteczności w dzisiejszych czasach.

Doktor Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego zwraca uwagę, że różnice między koszykami inflacyjnymi różnych gospodarstw domowych mogą być bardzo duże.


Pozostało 69% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Komentarze (19)

  • tak mam(2020-02-07 10:53) Zgłoś naruszenie 315

    A ja już k**w* nie wierzę nikomu.Ani tym co piszą.Ani tym co mówią .A już napewno tym co się chwalą i obiecują oraz modlą pod figurą w szczególności nie wierzę.

    Odpowiedz
  • fakty(2020-02-07 08:44) Zgłoś naruszenie 1438

    obecnie benzyna jest po 5zł za litr, a za tuska benzyna była po 6zł za litr, dalej tusek obiecywał że będzie po 7 zł za litr

    Pokaż odpowiedzi (7)Odpowiedz
  • łowca swołoczy(2020-02-07 13:38) Zgłoś naruszenie 1022

    ## JAZGOT POstkomuny ## "KWICZĄ ****** rozpasane, od koryta odrywane .........

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • dzwon ze spiżu(2020-02-07 15:45) Zgłoś naruszenie 105

    Firmy niebudżetowe będą padać w tym roku (dla niemiejskich "latoś") jak muchy . zaczyna się hiperinflacja jak za Jaruzelskiego.

    Odpowiedz
  • czytelnik(2020-02-07 20:29) Zgłoś naruszenie 62

    Świetny tekst!

    Odpowiedz
  • Emeryt(2020-02-08 05:51) Zgłoś naruszenie 63

    Inflacja według moich kosztów jakie ponoszę na utrzymanie w miesiącu wynosi 7,5-7,7%.skoro na utrzymanie wydawałem w 2018 r 1500,zl na samo wyżywienie na dwie osoby a w roku 2019 wydałem 1610zl to chyba nie wynosi 3,czy nawet 4%inflacji tylko trochę więcej. Zaznaczam że z używek to tylko kawa dwie dziennie. Także nie potrzebuje ekonomisty żebym wiedział ile wynosi inflacja. A teraz to już szkoda mówić po podwyżce cen za światło i cen śmieci to puszczą nas z torbami a jeszcze mając takich polityków jak Szwed to pożal się Boże nie ma facet żadnego pojęcia o życiu. Tylko trzeba wiedzieć że jak ludzie nie będą mieli to gospodarka padnie i pójdą wszyscy z torbami.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • qwe(2020-02-10 07:30) Zgłoś naruszenie 00

    Parytet siły nabywczej byłby bolesny dla wielu uzdrowicieli. Ale przecież i tak nie zrozumieją go zachwyceni wychodzeniem przez nas z cienia, a średnio inteligentna małp rozumie bez tego tłumaczenia, co jest grane. Szkoda tylko, że zapłac za to wnuki naszych wnuków.

    Odpowiedz
  • Ecostrongmony(2020-02-08 06:15) Zgłoś naruszenie 04

    Dlaczego wszystko drożeje? Taki obrano model braku rozwoju. Nabudowano dróg i mostów które niczego nie produkują tylko powodują olbrzymi koszt którego nie sposób udźwignąć - stąd drożyzna i wszrscy biednieją, rosną rzesze inwalidów z ograniczeniami ruchu i dziennie 10 osób traci życie na drogach. - Jaki zatem model rozwoju wybrać? Produkcja dóbr i usługi muszą być maksymalnie skoncentrowane i zautomatyzowane i zrobotyzowane - by zaspokajać potrzeby bardzo tanio i na wysokim poziomie.

    Odpowiedz
  • qwerty(2020-02-18 23:48) Zgłoś naruszenie 01

    miernikiem wzrostu cen jest wskażnik CPI lub HICP czyli wskaźniki inflacyjne. Obejmują one reprezentatywną próbke danych a nie obarczoną błędem poznawczym logike kowalskiego. Chądzyński chodzi na sznurku Liberalnej lewicy i kwiczy, że statystyka g warta gdy liberałowie bija demagogią ale jak liberalowie rządzą to będzierobił logiczne fikoły by usprawiedliwić nawet 500 mld długu z czasów PO Sprzedajny pajac.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane