Jeśli ustawodawca szybko nie przygotuje nowych przepisów, na niedawnych orzeczeniach Sądu Najwyższego skorzystają przede wszystkim prawnicy, a nie zwykli Polacy – uważa Polska Izba Ubezpieczeń.



Chodzi o trzy jednakowo brzmiące uchwały z 27 marca 2018 r. (sygn. akt III CZP 36/17, III CZP 60/17, III CZP 69/17). Sąd w powiększonym składzie stwierdził w nich, że można przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu. Od lat było to dyskusyjne, gdyż żaden z przepisów wprost nie stanowił o tym, że rodzina osoby w stanie wegetatywnym może otrzymać zadośćuczynienie.
Reklama
Zdaniem Łukasza Kulisiewicza, eksperta PIU, takim uchwałom musi towarzyszyć nowa ustawowa regulacja.
„Musi ona dokładnie określać, co oznacza »osoba ciężko poszkodowana«, kto ma prawo do zadośćuczynienia i w jakiej wysokości. W przeciwnym razie, uchwała Sądu Najwyższego będzie oznaczała jedynie zator kolejnych spraw w sądach i brak wiedzy rodzin ofiar wypadków, kiedy i na jakie świadczenie mogą liczyć” – twierdzi Kulisiewicz na blogu PIU. I dodaje, że wygraliby na tym przede wszystkim profesjonalni pełnomocnicy.
Ubezpieczyciele od dawna apelują o ujednolicenie stawek odszkodowań i zadośćuczynień. Z ich perspektywy ważniejsza jest przewidywalność wypłacalnych kwot niż ich wysokość. Obecnie zaś wielu przedsiębiorców ma problem z wyliczeniem wysokości należnej im od ubezpieczonych składki.
Przeciwny tabelaryzacji wypłat jest za to rzecznik finansowy. Uważa on, że trudno byłoby ludzkie cierpienie wtłoczyć w ramy tabeli. Znacznie lepiej z perspektywy poszkodowanego, gdy sprawę rozpozna sąd i weźmie pod uwagę wszystkie szczególne okoliczności. PIU jednak zwraca uwagę, że sądy już teraz są bardzo obciążone. Ustawodawca mógłby zaś w prosty sposób ograniczyć liczbę spraw o odszkodowania i zadośćuczynienia od zakładów ubezpieczeń