Jeszcze w tym tygodniu zaczną się rozmowy, które w tym roku uzyskają swoje zwieńczenie. (...) W tym roku pierwsze śmigłowce pozwalające na realizację ćwiczeń przez siły specjalne zostaną im dostarczone – zapowiadał minister obrony narodowej Antoni Macierewicz 10 października podczas wizyty w zakładach lotniczych w Mielcu.
Dla przypomnienia: nowy rok właśnie się zaczął, jest 2 stycznia. Tymczasem śmigłowców jak nie było, tak nie ma. I co najgorsze, szanse na to, że do końca 201 7 r . do wojska trafią nowe „śmigła”, wydają się niewielkie.
Reklama

Reklama
Jak to się dzieje, że ważny polityk, zapewne jedna z trzech najbardziej wpływowych postaci w rządzie RP, składa zapowiedzi, które dla osób choćby pobieżnie znających temat są oczywistym bujaniem w obłokach? By zrozumieć ten fenomen, warto przyjrzeć się tej wizycie w Mielcu. Miała ona miejsce w poniedziałek, kilka dni po zakończeniu rozmów dotyczących umowy offsetowej związanej z zakupem śmigłowców Caracal produkowanych przez francuskiego Airbusa. Tego dnia przedstawiciele rządu odwiedzili również Świdnik, gdzie także znajdują się zakłady lotnicze. O tym, że wizyta się odbędzie, gospodarze dowiedzieli się w piątek, w godzinach popołudniowych. Akcja była spontaniczna i najwyraźniej miała zatrzeć fatalne wrażenie po fiasku rozmów z Francuzami. Już w Mielcu przedstawiciel rządu zachowywał się, jakby miał do wydania walizkę pieniędzy, a najważniejsze było to, co zostanie ogłoszone dziennikarzom. To, że nie miało to pokrycia w faktach, nie miało znaczenia. Po prostu tym gorzej dla faktów. Wtedy padły te słowa o dwóch blackhawkach do końca roku. Kilkadziesiąt godzin później, tym razem w zakładach lotniczych w Łodzi, minister zapowiedział, że blackhawków z Mielca kupimy 21. Kilka kolejnych tygodni później Antoni Macierewicz publicznie uznał, że jego wypowiedź „nigdy nie była aktualna”.
Oczywiście można po prostu uznać, że minister jest oszołomem i plecie trzy po trzy. Wydaje się jednak, że mając do czynienia z tak inteligentnym politykiem, jakim jest Antoni Macierewicz, jest to wyjaśnienie zupełnie nieuprawnione. Wręcz naiwne. Problem leży gdzie indziej. W procedurach.
Zakupy zbrojeniowe to materia skomplikowana, która w Polsce prawie zawsze ciągnie się latami. Często problemy i opóźnienia pojawiają się już na etapie wstępnych założeń taktyczno-technicznych. Pieniądze w tych postępowaniach są olbrzymie, idą w miliardy złotych. Dlatego olbrzymie są również naciski. Właśnie po to są procedury, by ten proces w pewien sposób ucywilizować, włożyć w ramy, zmniejszyć pokusy korupcyjne. Przeprowadza go Inspektorat Uzbrojenia, w którym pracuje ok. 400 urzędników. By zobrazować sytuację: postępowanie na śmigłowce wielozadaniowe ogłoszono w 201 2 r . Po drodze mieliśmy opóźnianie terminu składania ofert (na wniosek oferentów), pozwy sądowe, testy śmigłowca itd. Jednym słowem – działo się. Teraz nagle przychodzi Antoni Macierewicz do sklepu i mówi: to ja poproszę te dwa śmigłowce. Niestety, panie ministrze. To tak nie działa. Pieniądze są publiczne i wydawane według jasno określonych reguł. Wizyta w Mielcu i obwieszczenie, że „ja chcę te dwa”, w tych regułach się nie mieści. Dopiero po powrocie z tego radosnego tournée po zakładach lotniczych w resorcie obrony zaczęto gorączkowo poszukiwać formalnego sposobu, jak zakup śmigłowców można przeprowadzić. I wtedy zaczęły się schody, których nawet minister Macierewicz nie był w stanie szybko sforsować. Tak więc teraz jesteśmy na etapie, że żadne postępowanie nie jest wszczęte. Wciąż trwają analizy.
Takich przykładów bolesnego zderzenia z rzeczywistością, cytując klasyka, swego rodzaju imposybilizmu, w ciągu ostatniego roku Antoni Macierewicz przeżył więcej. W ostatnich dniach sąd nakazał prokuraturze wszczęcie postępowania w sprawie nocnego najścia na centrum eksperckie związane z SKW. O tym, czy faktycznie było nielegalne, przekonamy się za kilka miesięcy. Inną sprawą, która najwyraźniej zaskoczyła ekipę Macierewicza, jest tworzenie ich sztandarowego projektu – Obrony Terytorialnej. Jeszcze kilka miesięcy temu podlegli ministrowi urzędnicy solennie zapewniali, że na koniec roku będziemy mieli 5 tys. żołnierzy OT. Fakty są takie, że wczoraj weszła w życie zmiana ustawy, która pozwala na przyjmowanie ochotników do szeregów OT. I choć ich dowództwa są już formowane od kilku miesięcy spośród żołnierzy zawodowych, to cała formalna machina wdrażania zwyczajnych ochotników ruszy najwcześniej dziś. Ten sam problem jest widoczny przy negocjacjach w sprawie tarczy przeciwrakietowej „Wisła”. Minister sugerował, że jest szansa, że mogą się one zakończyć szybciej niż w połowie 201 7 r . (ten termin wskazał były szef IU gen. Adam Duda). Nie ma takiej szansy. I warto to sobie powiedzieć wprost.
Nowoczesne, demokratyczne państwo opiera się na procedurach i na instytucjach. Opiera się na tym, że choć władza się cyklicznie zmienia, ministrowie odchodzą i przychodzą, to prawo i pamięć instytucji pozwala, by jakoś ta cała machina mogła funkcjonować. Jest kolosalna różnica między usprawnianiem procedur a uznaniem, że one ministra nie dotyczą, i działaniem na zasadzie leśnej partyzantki, bo „jakoś to będzie”. Do tego przecież my mamy moralną rację. Jeśli ekipa Antoniego Macierewicza dalej będzie w ten sposób realizować swoje plany, to najpewniej marzenia o silnym i sprawnym Wojsku Polskim będą tak samo uziemione jak śmigłowce, które minister wciąż kupuje.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, zwierzchnik sił zbrojnych Andrzej Duda, w piątek mianował generała brygady Sławomira Wojciechowskiego na stanowisko dowódcy operacyjnego rodzajów sił zbrojnych.