Po tym, jak międzynarodowa burza wokół śmigłowców Airbusa nieco ucichła okazuje się, że możemy kupić od niego sześć maszyn w wersji morskiej.
W sumie chodzi o osiem helikopterów dla sił specjalnych i sześć ratowniczych w wersji morskiej (Combat Search and Rescue). Nieoficjalnie wiadomo, że pracownicy MON spotykali się z przedstawicielami koncernów Airbus, Leonardo (właściciel PZL Świdnik) i Lockheed Martin (właściciel PZL Mielec), by dowiedzieć się dokładnie, jakie śmigłowce, w jakim czasie i mniej więcej za ile mogą zaoferować. Ci trzej producenci brali udział w zakończonym na początku października postępowaniu. Teraz pojawił się kolejny chętny – Bell Helicopter. – Wystąpiliśmy o uwzględnienie śmigłowca UH-1Y Venom w ramach prowadzonego postępowania – mówi nam Joel Best, senior manager Europe, Bell Helicopter Military Programs.
Reklama
Jeśli chodzi o śmigłowce dla sił specjalnych, najbardziej prawdopodobny jest zakup blackhawków. Bo choć wymagania się nie zmieniły, to te maszyny będą teraz lepiej doposażone – w poprzednim postępowaniu z powodów formalnych faktycznie nie były uzbrojone. Zakład w Mielcu ma nowego właściciela (Lockheed Martin), z którym łatwiej się rozmawia niż z Sikorskim, więc można zakładać, że śmigłowce będą kupione właśnie tam (wersja S70i) i później doposażone (np. w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi) w wyposażenie podobne do tego, którym dysponują amerykańskie siły specjalne. To mogłoby się stać w ramach procedury Foreign Military Sale: zakupu sprzętu za pośrednictwem rządu USA.

Reklama
– Mimo medialnej wrzawy wokół wypowiedzi Macierewicza o zakupie blackhawków wcale nie jest powiedziane, że ostatecznie nie zostanie wybrana oferta caracali – zauważa jeden z naszych rozmówców znających kulisy sprawy.
– Po zakończeniu procedury zostanie wszczęte postępowanie konkurencyjne. Tryb pozyskania zależy od wyniku oceny występowania podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (PIBP) – mówi ppłk Małgorzata Ossolińska, rzeczniczka prasowa Inspektoratu Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej, instytucji prowadzącej zakupy uzbrojenia. Odbywa się to na podstawie decyzji ministra obrony narodowej nr 72 z 25 marca 2013 r. Załącznik nr 2 opisuje „procedurę pozyskania nowego sprzętu w ramach pilnej potrzeby operacyjnej”. W ramach tej procedury trwa „doraźna analiza rynku”, która ma określić dostępność oraz czasowe, finansowe i organizacyjne możliwości zakupu sprzętu. Później rozpoczną się negocjacje z wybranymi oferentami.
Kiedy można się spodziewać rozstrzygnięć? – Na podstawie oceny PIBP zostaną przygotowane założenia offsetowe, planuje się wszczęcie postępowania na początku 2017 r. – wyjaśnia ppłk Ossolińska. Najbardziej optymistyczny termin wybrania dostawcy to II kw. 2017 r. Nieoficjalnie od osoby zaangażowanej w sprawę usłyszeliśmy, że być może pewne rozstrzygnięcia (wybór oferentów do negocjacji) zapadną jeszcze w II połowie grudnia. Jednak trudno to sobie wyobrazić z powodów proceduralnych. RMF FM donosił o utajnieniu postępowania. Warto jednak na tę informację spojrzeć z pewnym dystansem. Akurat w kwestii dostępności informacji niewiele się zmieniło. Postępowania na zakup sprzętu wojskowego nigdy nie są zupełnie jawne i z powodów bezpieczeństwa trudno oczekiwać, by tak było.
Jeśli chodzi o sześć śmigłowców morskich, wydaje się, że MON będzie wybierało między AW101 (nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że właśnie taki typ śmigłowca zaoferował Leonardo) i caracalami. Ze względu na krótki czas dostawy w grę nie wchodzą amerykańskie seahawki. Z kolei nawet jeśli dopuszczony do złożenia oferty zostanie Bell Helicopter, to śmigłowiec Venom jest znacznie mniejszy od pozostałych dwóch konkurentów.
Problem, który muszą rozwiązać urzędnicy Ministerstwa Obrony, to kwestia pilnej potrzeby operacyjnej, którą można stosować tylko do sprzętu wojskowego. Tymczasem nam najbardziej są potrzebne zwyczajne śmigłowce ratownictwa morskiego. Pewnym wybiegiem jest właśnie ich zakup w wersji CSAR. Inną możliwością byłoby połączenie tego zakupu także ze zdolnościami do zwalczania okrętów podwodnych. Co faworyzowałoby śmigłowce AW101, które są od caracali znacznie większe. Jednak jeśli wymagania się nie zmienią, to caracal będzie je spełniał (tak było również w poprzednim postępowaniu), a jest śmigłowcem znacznie tańszym niż AW101. Choćby z tego powodu, że ma dwa, a nie trzy silniki.