Taki scenariusz działania władz monetarnych w Polsce sugerują zawierane na naszym rynku kontrakty terminowe. Wynika z nich, że do kwietnia 2013 roku podstawowa stopa procentowa obniży się do 3,75 proc. z obecnych 4,75 proc., przy czym do pierwszej redukcji powinno dojść już we wrześniu. 

Belka i dziewięciu członków Rady Polityki Pieniężnej podnieśli na początku maja koszty kredyty o ćwierć punktu procentowego, aby utrzymać w ryzach inflację chociaż wzrost gospodarczy zwolnił już wtedy do 2,7 proc., wobec 4,3 proc. PKB wypracowanych w 2011 roku. Powodem spowolnienia jest recesja w strefie euro, do której trafia najwięcej polskiego eksportu.

„Majowa podwyżka była oczywistą pomyłką, teraz niemal wszyscy decydenci zaczynają myśleć o tym, kiedy wprowadzić redukcje” – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao – „Raporty na temat sprzedaży detalicznej i bezrobocia pokazują, ze nasz wewnętrzny napęd wzrostu staje się bardzo słaby”.

Europejski Bank Centralny, podobnie jak banki w Brazylii, Chinach czy w sąsiednich Czechach cięły w tym roku stopy aby przeciwstawić się globalnemu spowolnieniu.
Kontrakty terminowe na okres trzech miesięcy, FRA, spadły w zeszły piątek do 31 punktów bazowych poniżej Wiboru, warszawskiej stopy międzybankowej. Jest to najmocniejsza od trzech lat stawka na spadek stóp procentowych w Polsce. Forwardy sześciomiesięczne spadły do 73 punktów bazowych poniżej Wiboru a dziewięciomiesięczne – do 100 punktów bazowych.