Wszystko wskazuje na to, że cykl zaostrzania kursu przez Radę Polityki Pieniężnej mamy za sobą. Z wypowiedzi części jej członków wynika, że optują oni za obniżką stóp procentowych. Trudno się jednak spodziewać, by Rada taką decyzję podjęła w najbliższym czasie. Do takiego posunięcia skłonić by ją mogło jedynie zdecydowane pogorszenie się sytuacji w naszej gospodarce.

Choć spowolnienie tempa jej wzrostu jest wyraźnie widoczne, to na tle innych krajów wciąż nie wygląda groźnie. Sytuacja może się jednak nie tylko jeszcze pogorszyć, ale też utrzymywać się w takim stanie przez dłuższy czas. Na takie zagrożenie wskazuje już nie tylko coraz większe grono ekonomistów, ale też Ministerstwo Finansów. W opublikowanym ostatnio raporcie o sytuacji makroekonomicznej znalazło się stwierdzenie, że w fazie niskiego tempa wzrostu możemy utkwić na kilka kwartałów. Potwierdzają to prognozy międzynarodowych ośrodków analitycznych, mówiące o utrzymywaniu się niekorzystnych tendencji w globalnej gospodarce jeszcze w całym 2013 roku.

Rada Polityki Pieniężnej nie po raz pierwszy w ostatnich latach znalazła się w niezbyt komfortowej sytuacji, kiedy zobligowana ustawowo do dbania o walutę i zobowiązana do realizacji celu inflacyjnego, podnosi stopy procentowe w warunkach, gdy gospodarka wymaga wsparcia ze strony polityki pieniężnej. Dyskomfort między dbałością o pieniądz, a kondycję gospodarki stał się bardzo silny w ostatnim czasie. Inflacja bowiem nie popuszcza i utrzymuje się w okolicach 4 proc., a tempo wzrostu gospodarczego słabnie coraz bardziej. Jednak inflacja inflacji nierówna. Tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli CPI, utrzymuje się wciąż na wysokim poziomie, w okolicach 4 proc. W czerwcu mieliśmy do czynienia z jej wzrostem o 4,3 proc. Z kolei inflacja bazowa, czyli nie uwzględniająca cen energii i żywności, w ostatnim czasie zdecydowanie hamuje.

Na wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych największy wpływ mają notowania surowców energetycznych, przede wszystkim ropy naftowej oraz ceny surowców rolnych. Obecnie tak się składa, że oba czynniki oddziaływają na inflację niekorzystnie. Utrzymujące się napięcia polityczne powodują, że notowania ropy naftowej trzymają się na wysokim poziomie, wpływając niekorzystnie na kondycję globalnej gospodarki. Z kolei niesprzyjające czynniki pogodowe sprawiają, że dynamicznie rosną ceny surowców rolnych, przede wszystkim pszenicy, kukurydzy i soi. To dodatkowa woda na inflacyjny młyn. Jego mechanizmy mogą się jednak szybko zaciąć, nie tylko, gdy w Stanach Zjednoczonych spadnie więcej deszczu. Wówczas natychmiast pojawią się warunki do obniżek stóp w Polsce. Tym bardziej, że zwiększa się rozbieżność między inflacją konsumencką a bazową. Ta ostatnia skłania do łagodzenia polityki pieniężnej.

Roman Przasnyski