statystyki

Profesor ekonomii na Kingston University: Zrównoważony budżet? To szkodliwy fetysz

autor: Sebastian Stodolak09.12.2016, 07:07; Aktualizacja: 09.12.2016, 11:50
pieniądze, finanse, gospodarka

Zrównoważony budżet? To szkodliwy fetyszźródło: ShutterStock

Fetysz zrównoważonego budżetu jest szkodliwy. A promująca go ekonomia głównego nurtu to zbiór mitów -mówi Steve Keen, profesor ekonomii na Kingston University w Londynie, autor książki „Demaskując ekonomiczne mity”.

Reklama


Dlaczego tak bardzo nie znosi pan ekonomii głównego nurtu?

Bo to stek bzdur i wydumanych fantazji.

Bardzo mocne stwierdzenie.

Mocne. Ale fakty są takie, że ekonomiści straszliwie błądzą.

Takie mówienie jest teraz na czasie. A konkrety?

Ekonomia utknęła na XIX-wiecznej fantazji, że złożony system, jakim jest gospodarka, da się zamknąć w matematycznych formułach. Jestem w stanie zrozumieć, że takie rojenia mieli ekonomiści dwieście lat temu, ponieważ nie mieli pojęcia o naturze złożonych systemów, nie mieli danych, nie mieli narzędzi do ich badania, choćby takich jak komputery. Nie rozumiem, dlaczego współcześni ekonomiści tych rojeń wciąż się trzymają. Wymyślili sobie na przykład pojęcie równowagi. Równowaga tu, równowaga tam – to chyba najmocniej nadużywane pojęcie w ekonomii.

Jedno z podstaw modelowania ekonometrycznego.

Tak. Wierzy się, że rynki dążą do stanu równowagi i nawet mogą go osiagnąć. Ale w teorii równowagi ogólnej sformułowanej przez Leona Walrasa w XIX w. jest jednak zastrzeżenie, że wymiana handlowa jest niemożliwa, dopóki wszystkie rynki nie osiągną stanu równowagi. Przyjęcie takiego upraszczającego założenia wynikało z tego, że aparat matematyczny był wtedy bardzo ograniczony. Ale już w międzywojniu udowodniono, że wszystkie rynki nie mogą się równocześnie znajdować w stanie równowagi. Chciaż taki wniosek powinien być przyczynkiem do odrzucenia teorii Walrasa, to jednak koncept ten był tak ponętny, że postanowiono go zmodyfikować. I od ponad 100 lat wszystkie zjawiska ekonomiczne upychane są w teorię równowagi. Abstrahuje się przy tym – by wzmocnić wiarę w tę teorię i by pozbyć się problemów teoretycznych – od takich pomniejszych zagadnień, jak pieniądz. Ale jak można w ekonomii abstrahować od pieniądza? A ekonomiści to robią, bo system pieniężny jest niestabilny, nie osiaga stanu równowagi i zepsułby im tę piękną intelektualną konstrukcję. Efektem jest ekonomiczny mit, a nie opis rzeczywistego świata.

Ci ekonomiczni nobliści padli ofiarą takiego mitu? Większość wyznaje teorię równowagi ogólnej. Odebrałby im pan nagrody?

Najpierw dali mu się uwieść oni, a potem wszyscy inni: politycy i wyborcy. Mit ten opowiada się za pomocą trudnej i logicznej matematyki. Poza ekonomistami nikt jej nie rozumie i ludzie biorą wiele rzeczy na wiarę. Do tego utożsamia się ekonomistów z inżynierami gospodarki. Skoro gospodarka działa, to ekonomiści muszą się na niej znać, prawda? A ta ich matematyka to mitomatematyka, która po przetłumaczeniu na zwykły język daje zwykły bełkot.

To przecież inteligentni ludzie!

Wybitnie inteligentni. Ale jeśli wierzy się w coś przez całe życie, to czy można to ot tak – zanegować? To jak z religią – nie jest łatwo ją odrzucić, jeśli wyznawaliśmy ją od kołyski. To uniwersalna cecha człowieka. Nawet fizycy mają podobne problemy. Przez dekady rozwijali teorię strun, która miała w elegancki sposób zlikwidować siedem największych trudności fizyki klasycznej. Ale okazało się, że zamiast wyjaśnienia tych 7 parametrów, wyprodukowali kilkaset nowych problemów. Trudno bronić sensowności tak złożonej teorii, a oni jej bronią z uporem godnym lepszej sprawy.

Czyli zły paradygmat w nauce może być po prostu wynikiem złego nawyku?


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane