Polska gospodarka osiągnęła w drugim kwartale 3,5 proc. wzrostu. Jesteśmy już po kryzysie?

Prawdopodobnie tak. Byłbym tego zupełnie pewien, gdyby ożywił się już także popyt inwestycyjny przedsiębiorstw. Świadczyłoby to, że mamy do czynienia z trwałym ożywieniem w gospodarce. Można mówić – z pewnymi zastrzeżeniami – że nasza gospodarka najgorsze ma za sobą. Pamiętajmy, że kryzys gospodarczy w Polsce przybrał najłagodniejszą z możliwych form. To właściwie nie był kryzys, tylko spowolnienie.

Przyczyn braku ożywienia w inwestycjach szuka wielu ekonomistów. Dlaczego tak trudno im znaleźć przekonujące wytłumaczenie?

Myślę, że ożywienie nastąpi, ale najpierw przedsiębiorstwa muszą odbudować zapasy. To naturalna kolejność w cyklu koniunkturalnym. Gdy rozpoczynał się kryzys, przedsiębiorstwa wyzbywały się zapasów, ograniczały produkcję. Inwestycje nie były potrzebne, bo był nadmiar mocy wytwórczych. Teraz przedsiębiorcy gromadzą zapasy, co wskazuje, że oczekują wzrostu popytu. Gdy okaże się on trwały, przedsiębiorcom zacznie brakować mocy wytwórczych. Wtedy zaczną inwestować. Jesteśmy na dobrej drodze.

Czy to znaczy, że możemy znowu spodziewać się w gospodarce sekwencji wzrostu: 1 – 3 – 5 procent?

Dziękuję za nawiązanie do „supernaukowej” teorii z początku roku 2000, właśnie: 1 – 3 – 5. Gdy to mówiłem, wszyscy patrzyli na mnie jak na szaleńca: jak to, gdzie, skąd? A wyszło na moje. Dziś, niestety, sytuacja międzynarodowa jest inna. Może ona hamująco wpływać na ożywienie gospodarcze. W tym roku zapewne osiągniemy wzrost na poziomie 3,5 proc. A co będzie w przyszłym roku? Poczekajmy z prognozami.

Czy krajom rozwiniętego Zachodu grozi dziś ponowne wpadnięcie w kryzys?

Są takie obawy, ale przeważająca część komentatorów sądzi, że drugiego dołka uda się uniknąć. Uważam, że jeśli on jednak nastąpi, to – paradoksalnie – może się przydarzyć gospodarce Stanów Zjednoczonych, a nie europejskiej. W gospodarce amerykańskiej są większe i silniejsze fluktuacje niż w Europie. W USA może dojść do powtórnej recesji, gdyby zahamowała tam konsumpcja, a Amerykanie z różnych powodów zwiększyliby skłonność do oszczędzania.

Gospodarka europejska rozwija się inaczej, zachowuje się trochę jak ciężka lokomotywa: wolno hamuje i wolno rusza. Dlatego w Europie spodziewam się co najwyżej osłabienia wzrostu. Obawiałbym się nie kolejnej recesji, ale raczej długofalowego obniżenia wzrostu gospodarczego np. do 1,4 proc., a może nawet 1,3 proc. rocznie.

Czy silnik gospodarki niemieckiej, która w drugim kwartale rozwijała się w tempie 3,7 proc., może okazać się za słaby dla utrzymania trendu wzrostowego w całej Unii?

Nie jest pewne, czy ten dobry wynik gospodarki niemieckiej w drugim kwartale powtórzy się w kolejnych. Nawet jeśli gospodarka niemiecka będzie się rozwijać w tak dobrym tempie jak w drugim kwartale, może to nie wystarczyć do wyciągnięcia w górę gospodarek, które są dziś w ogonie Europy. Myślę, że należy spodziewać się długotrwałego zwiększania różnic tempa wzrostu poszczególnych gospodarek w grupie krajów należących do strefy euro.

Dla naszej gospodarki najistotniejsze jest oczywiście tempo wzrostu gospodarki niemieckiej. Tam trafia najwięcej polskiego eksportu. Nie fetyszyzowałbym jednak tego związku. Z danych bilansu płatniczego za pierwszy kwartał wynika, że polski eksport wzrósł w tym czasie do Niemiec o mniej niż 10 proc., a do Francji i Włoch aż o 20 proc. Polskie firmy dają sobie radę na wielu rynkach.

Dla świata ważne jest to, co będzie się działo w gospodarce amerykańskiej. Dlatego istotne są zamiary władz USA. Spodziewać się należy kolejnych pakietów stymulacyjnych?

Przed Amerykanami stoi pytanie: czy wprowadzać kolejny pakiet stymulacji finansowej z budżetu. Muszą jednak obawiać się wzrostu długu publicznego i tego, że rynki mogą przecenić wartość amerykańskiego długu. Wzrosłaby wówczas rentowność amerykańskich papierów, których obsługa stałaby się droższa. Przy dużej ich ilości – może być problem. Ben Bernanke zapowiedział w Jackson Hole, że jeśli będzie taka potrzeba, Fed wspomoże podtrzymanie rozwoju. Pytanie brzmi teraz: co Fed może zrobić? Stopy krótkoterminowe są już bliskie zeru. Myślę, że starania Fed pójdą w kierunku obniżenia poziomu stopy długoterminowej, choć wynosi ona obecnie tylko 2,59 proc.

Mamy, jeśli chodzi o gospodarkę, czego zazdrościć naszym sąsiadom?

A którym?

Słowacji na przykład, że jest w strefie euro.