Zrobiono naprawdę dużo, żeby giełdowy debiut Jastrzębskiej Spółki Węglowej okazał się sukcesem o, łagodnie mówiąc, dość umiarkowanej skali. Oczywiście zawsze można usprawiedliwiać się greckimi czy portugalskimi perturbacjami bądź też wyrafinowaną taktyką dużych inwestorów. Ale czy z drugiej strony zupełnie bezzasadne jest podejrzenie, że rynek ma niejakie wątpliwości co do sytuacji samej firmy?

JSW jest spółką dobrą, a mogłaby być firmą świetną. Niestety, przedstawiciele kilkudziesięciu związków zawodowych działających w tym koncernie znakomicie odrobili zadanie pod tytułem obniżanie wartości przedsiębiorstwa. Darmowe akcje dla całej, nie tylko uprawnionej części załogi, podwyżki, gwarancje zatrudnienia, zapewnienie władzy Skarbu Państwa nad firmą, przeznaczanie coraz większego kawałka zysku na nagrody dla pracowników...

Owszem, inwestorzy na parkiecie w Warszawie z niepokojem patrzą na to, co się dzieje w strefie euro. Ale też nie dajmy sobie wmówić, że w przypadku JSW nie widzą tych przywilejów pracowniczych, na które zgodził się Skarb Państwa, byle tylko szybko sprywatyzować firmę. Nawiasem mówiąc, komentatorzy stawiają bardzo zasadne pytanie – właściwie w czyim imieniu Ministerstwo Skarbu tak chętnie wręczało kolejne bonusy załodze JSW? Kilkudziesięciu milionów Polaków, którzy nie mają szczęścia być pracownikami Jastrzębskiej Spółki? Teza o prywatyzacji jako rozdawnictwie majątku narodowego zwykle miała wyłącznie folklorystyczny wymiar. W przypadku JSW niebezpiecznie zbliżyła się do prawdy

Słaby debiut oraz niezbyt porywające notowania JSW w kolejnych dniach wpisywały się w ogólny nastrój na giełdzie. Ale też nie można mieć złudzeń, że sytuacja wyglądałaby właśnie tak, gdyby inwestorzy byli przeświadczeni o atrakcyjności i nęcących perspektywach spółki.

Tymczasem niestety wiąże się z tym parę znaków zapytania. Po pierwsze – związkowcy na pewno nie powiedzieli ostatniego słowa i pytanie, jak daleko będą się jeszcze w stanie posunąć w drenowaniu firmy? Po drugie – debiut JSW przypadł na moment znakomitej koniunktury na węgiel koksujący, czyli sztandarowy produkt spółki. Co się stanie jednak, gdy węglowa dobra passa będzie się kończyć? Jak sobie wówczas poradzi JSW spętane zobowiązaniami wobec załogi i rosnącymi kosztami na przykład płac? Po trzecie – zarząd JSW ma niezłe pomysły na rozwój firmy, inwestycje i ewentualne przejęcia innych graczy na węglowym rynku. Czy jednak związkowcy, którzy już uzyskali tak dużo, raczą dopuścić do realizacji tych planów? Patrząc na innego wydobywczego potentata – lubiński KGHM – można mieć wątpliwości. Rozwój firmy nie należy do związkowych priorytetów.

Z takimi oto pytaniami muszą się mierzyć potencjalni inwestorzy względem Jastrzębskiej Spółki Węglowej. I przyznam, że nie zachęcają one do jakiegoś cenowego szaleństwa w przypadku papierów tej spółki.