Politycy szukają sposobu na to, by przedsiębiorcy aktualizowali dane w CEIDG. Wybrane rozwiązanie może jednak stać się pożywką dla oszustów.
Reklama
Ile wpisów w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej jest nieaktualnych? Nikt tego nie wie. Ogrom umieszczonych w niej danych powoduje, że gubią się nie tylko obywatele, lecz także urzędnicy. A zgodnie z prawem domniemywa się, że dane wpisane do CEIDG są prawdziwe.
Ustawodawca (jeszcze za kadencji PO-PSL) wymyślił więc rozwiązanie: od 19 maja obowiązuje w nowym brzmieniu art. 33 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej (Dz.U. z 2015 r. poz. 1893). Stanowi on, że osoba fizyczna wpisana do CEIDG ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną zgłoszeniem do ewidencji nieprawdziwych danych, niezgłoszeniem danych podlegających obowiązkowi wpisu oraz brakiem aktualizacji danych.
Mówiąc prościej: jeśli nasz kontrahent poniesie szkodę związaną z tym, że nasz wpis jest nieaktualny – będziemy musieli mu zapłacić.
– To bezsensowne rozwiązanie – wskazuje Witold Michałek, ekspert BCC.
– Zamiast pomóc prowadzącym działalność gospodarczą, zaszkodzi – stwierdza też Dorota Wolicka, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
Słuszna tylko idea
Nie ulega wątpliwości, że idei mobilizowania biznesu do aktualizowania wpisów należy przyklasnąć. Tyle że zdaniem ekspertów konstrukcja nowych przepisów jest niefortunna.
– Jeśli państwo chce dbać o aktualność wpisów, powinno robić to na drodze administracyjnej. Wzywać dane osoby do zgłoszenia zmian w ewidencji, nawet pod rygorem grzywny. Ingerowanie w relacje gospodarcze pomiędzy przedsiębiorcami to bardzo zły pomysł – argumentuje Witold Michałek.
Wiceprezes Wolicka mu wtóruje. I dodaje, że obawia się wszystkich szczególnych regulacji dotyczących odpowiedzialności odszkodowawczej przedsiębiorców.
– Takie przepisy zachęcają do rozwiązywania sporów na drodze sądowej. Wyobraźmy sobie bowiem, że umowa pomiędzy kontrahentami z jakiegoś względu nie wypala. I od 19 maja może okazać się, że niektórzy będą poszukiwali haków na drugą stronę w postaci nieaktualnych wpisów w ewidencji – ostrzega Dorota Wolicka.
Dotychczas co prawda można było dochodzić odpowiedzialności na zasadach ogólnych (art. 415 kodeksu cywilnego i następne), jednak w praktyce przyznanie odszkodowania za nieaktualny wpis w rejestrze się nie zdarzało. Ale, zdaniem wiceprezes Wolickiej, nowe brzmienie art. 33 może stanowić także pożywkę dla oszustów. Od dawna znane są przypadki organizacji, które z rzekomej troski o dobro konsumentów wzywają przedsiębiorców do zakupienia nowego – zgodnego z prawem – regulaminu, czy też firm prowadzących pseudorejestry imitujące te państwowe.
– Kto wie, czy lada dzień nie pojawią się na rynku tacy, którzy będą oczekiwali zapłaty za nierobienie problemu z tytułu nieaktualnego wpisu – zastanawia się prezes Wolicka, dodając, że wielu mniej świadomych prawnie przedsiębiorców dla świętego spokoju zapłaci.
Tym bardziej że przedstawiciele biznesu mają problem z odczytaniem intencji ustawodawcy. Czy popaść w szkodę będzie mógł tylko kontrahent, czy też osoba niezwiązana z danym przedsiębiorcą? Czy będzie można pozwać kogoś za to, że kupiliśmy towar drożej u kogoś innego, bo sam wpis niewłaściwie wskazywał, że ten pierwszy nie prowadzi działalności? Na te pytania jak dotąd nie ma odpowiedzi.
Co do zasady jednak prawnicy oceniają nowelizację pozytywnie.
– To słuszne rozwiązanie – twierdzi dr Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy i wykładowca na Uniwersytecie SWPS.
Jego zdaniem przepis w nowym brzmieniu daje kontrahentom oraz konsumentom gwarancję współpracy z wiarygodnymi podmiotami funkcjonującymi w obrocie gospodarczym.
– Nowelizacja nie jest ryzykowna dla pilnych przedsiębiorców, tzn. tych, którzy posługują się prawdziwymi danymi w CEIDG, oraz tych, którzy w terminie uzupełnili dane w rejestrze lub dokonali ich zmiany – argumentuje prawnik.
Z tą argumentacją jednak nie zgadza się Dorota Wolicka.
– Dla małego biznesu CEIDG jest mało istotne. Dla nas ważne są realny kontakt z kontrahentem, opinie o nim, a nie to, co jest wpisane w ewidencji – mówi wiceprezes ZPP.
Informacyjne pominięcie
Co do jednego wszyscy są jednak zgodni. Otóż jeśli już ustawodawca zmienił w istotny sposób przepis, umieszczając w nim wprost konsekwencje za nieaktualizowanie wpisów, powinien o tym szeroko informować opinię publiczną.
– To zły zwyczaj, że przedsiębiorcy o zmianach dowiadują się z gazet, a nie w wyniku kampanii informacyjnej przeprowadzanej przez państwo. Tym bardziej jeśli w grę wchodzi odpowiedzialność za niespełnienie ustawowego wymogu – twierdzi Witold Michałek.
Organizacje reprezentujące biznes w tym przypadku niewiele mogły pomóc, gdyż... ustawodawca nie przejął się zbytnio ich opinią.
– Decyzja o przygotowaniu projektu i samo jego opracowanie powinny zostać poprzedzone zasięgnięciem opinii podmiotów zainteresowanych sprawą – podkreśla dr Mariusz Bidziński.
A – jak wskazuje – w przypadku zmian w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej ustawodawca nie zwrócił się o wyrażenie stanowiska np. do organizacji przedsiębiorców. Do nowelizowanych przepisów opinie wyrazili prokurator generalny, Narodowy Bank Polski oraz pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Podmiotom bezpośrednio zainteresowanym rozstrzygnięciem odebrano możliwość oficjalnego ustosunkowania się do nowych przepisów.
Biznes zagubiony w prawie / Dziennik Gazeta Prawna