Polscy producenci butów i ubrań przyspieszają ekspansję zagraniczną. Otworzą w tym roku ok. 300 salonów, o 10 proc. więcej niż w 2015 r.
ikona lupy />
Rośnie eksport odzieży i obuwia z Polski / Dziennik Gazeta Prawna
W ubiegłym roku Polacy wyeksportowali odzież i obuwie za ponad 25,4 mld zł. Oznacza to wzrost o 23 proc. w porównaniu z 2014 r. albo o 87 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat. Eksperci nie mają wątpliwości: w tym roku padnie kolejny rekord. Polskie marki odzieżowe i obuwnicze zamierzają otworzyć kolejne salony poza krajem, a tym samym zwiększyć sprzedaż na innych rynkach. Najwięcej sklepów uruchomi w tym roku firma CCC, który poza Polską ma ich już ponad 370. W sumie otworzy ich 110, czyli o 34 więcej niż w roku ubiegłym.
– W latach 2013–2015 naszym celem strategicznym było zdobycie pozycji lidera rynku obuwniczego w Europie Środkowej i Wschodniej. W latach 2016–2017 chcemy zostać graczem numer jeden na każdym z krajowych rynków obuwniczych w regionie – deklaruje wiceprezes CCC Piotr Nowjalis i dodaje, że spółka jest obecna w Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Niemczech, na Słowacji, w Słowenii i krajach bałtyckich. W drugim półroczu do tej listy ma dołączyć Serbia.
Przyspieszyć zamierzają inne firmy, w tym Gino Rossi, Kazar, Redan, Solar i Wojas. Kazar chce uruchomić do 10 placówek za granicą, czyli dwa razy więcej niż w 2015 r. – Kontynuujemy ekspansję na Bliskim Wschodzie. Zadebiutujemy na nowych rynkach, takich jak Bahrajn czy Katar. Będziemy rozwijać sieć na Węgrzech. Poza tym trwają rozmowy w kwestii nowego sklepu w Wielkiej Brytanii – tłumaczy wiceprezes Kazar Footwear Małgorzata Olszewska.
Z kolei Redan nastawia się na ekspansję przede wszystkim pod dyskontową marką TXM Textil Market. – W zeszłym roku uruchomiliśmy za granicą 15 salonów. W efekcie sieć TXM poza krajem na koniec 2015 r. liczyła już 18 sklepów. W tym powiększy się o kolejne 30 sklepów. W sumie na inwestycje, do których zaliczamy także 25 sklepów w Polsce, wydamy 15 mln zł – zapowiada wiceprezes spółki Redan Bogusz Kruszyński. W przypadku marek z segmentu fashion, do których zalicza Top Secret, Troll i Drywash, firma zamierza się skupić na pogłębieniu marży handlowej zamiast na dynamicznym wzroście sprzedaży. Redan dał już temu dowód w 2015 r., kiedy zlikwidował 11 nierentownych sklepów z tego segmentu w Rosji i dwa na Ukrainie.
Do dalszego rozwoju za granicą zachęcają dobre wyniki. Wojas chwali się, że w 2015 r. jego sprzedaż eksportowa zwiększyła się o 11,6 proc. do 15,7 mln zł. – To zasługa rynków czeskiego i rosyjskiego, ponieważ na Ukrainie i Białorusi odnotowaliśmy spadek, co było spowodowane niestabilną sytuacją polityczno-ekonomiczną. W tym roku także wstrzymujemy dalszy rozwój na Wschodzie. Stawiamy na Czechy, Słowację oraz Węgry, gdzie zamierzamy w tym roku zadebiutować – informuje Dominika Zięba z firmy Wojas.
Z wyników osiąganych za granicą jest też zadowolona spółka LPP, właściciel takich marek jak Reserved, Cropp, House czy Mohito. Poza Polską ma już 637 salonów, które generują 40 proc. przychodów spółki (ponad 5,1 mld zł w 2015 r.). – Przewidujemy, że w ciągu dwóch, trzech lat większa część przychodów będzie pochodziła z zagranicy. W realizacji celu pomogą nam nowe sklepy, które chcemy uruchomić poza krajem. W tym roku powstanie ich 57 – informuje rzecznik LPP Marta Chlewicka.
Spółka, tak jak inne polskie marki, zakłada dywersyfikację kierunków ekspansji zagranicznej. Dlatego w tym roku zadebiutuje w Kazachstanie i na Białorusi oraz otworzy kolejne salony na Bliskim Wschodzie. Zamierza też podążać za rodakami. – Późnym latem spodziewamy się zgody właściciela kamienicy przy Oxford Street w Londynie, gdzie chcemy otworzyć nasz flagowy salon Reserved – uzupełnia Marta Chlewicka. Wyjście na większą skalę poza Polskę to również efekt niepewnej sytuacji w kraju. Firmy ciągle nie wiedzą, czy i w jakim kształcie wejdzie podatek od handlu, czyli jakie koszty będą z jego powodu ponosić. Obawiają się też, że w życie może zostać wcielony pomysł zakazu handlu w niedzielę, co również negatywnie przełoży się na obroty.
Sukcesy działających już za granicą przedsiębiorstw zachęcają inne marki do wyjścia z własnymi salonami poza Polskę. W tym roku na taki krok zdecyduje się 4F. Zagraniczny debiut zaplanowała w Rydze. W sumie poza krajem przewiduje w tym roku budowę 15 placówek. – Stopniowo zbliżamy się do optymalnej liczby sklepów w Polsce, a chcemy rozwijać zarówno kanał detaliczny, jak i hurtowy. Mamy rozpisany plan biznesowy na najbliższe pięć lat dotyczący ekspansji zagranicznej, w której uwzględniamy Czechy, Łotwę, Rumunię, Serbię i Słowację. Przyglądamy się Austrii, Estonii, Litwie i Bałkanom – wylicza Wojciech Mikulski, członek zarządu OTCF, do której należy sieć 4F.
Analitycy mówią, że istnieje szansa, iż za kilka, kilkanaście lat jedna z polskich marek wyrośnie na markę globalną. – Pretenduje do tego kilka firm, wśród których na pewno jest LPP. Polskim markom pomagają w ekspansji nazwy, które w większości są obcobrzmiące. Dzięki temu mają szansę zjednywać sobie klientów bez względu na występujące antagonizmy między krajami – komentuje analityk handlu detalicznego PMR Jarosław Frontczak. Przyznaje przy tym, że sposób debiutu polskich marek za granicą zmienił się w ostatnich latach. Pierwszym krokiem jest sklep internetowy z międzynarodową witryną. Własny salon poza krajem to dopiero kolejny krok. – Dzięki temu firma może zaoszczędzić na kosztach ekspansji. Może też wysondować, od którego kraju zacząć – uważa Jarosław Frontczak.