Dopóki nowe przepisy nie wejdą w życie, dopóty właściciele nie zamierzają modyfikować swoich planów dotyczących rozwoju na krajowym rynku
Reklama
Handel jest już zmęczony napływającymi z rządu coraz to nowymi propozycjami dotyczącymi podatku. Najnowsza wersja zakłada trzy progresywne stawki (0,4 proc., 0,8 proc. i 1,4 proc.) z kwotą wolną do 1,5 mln zł oraz jedną liniową – 0,9 proc. – przy kwocie wolnej 17 mln zł miesięcznie. Żadnych decyzji na razie nie ma.
– Zgodnie z deklaracjami z listopada 2014 r. będziemy kontynuować rozwój naszej sieci. Obecne tempo rozwoju to ok. 100 nowych placówek rocznie. Nie zakładamy istotnej zmiany planu – słyszymy w biurze prasowym Jeronimo Martins, do którego należy Biedronka. Intermarche w 2020 r. chce mieć 500 sklepów, czyli dwa razy więcej niż obecnie. Na podatek nie ogląda się też Carrefour, który zapowiada dwa nowe hipermarkety i 100 małych sklepów na zasadzie franczyzy. – Nie możemy zastopować rozwoju. Konkurencja na rynku jest zbyt duża. Z pewnością wykorzystałaby naszą wstrzemięźliwość – komentuje Guillaume de Colonges, prezes Carrefour Polska.
Polski handel / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Firmy spożywcze nie są w takim podejściu osamotnione. LPP, największa sieć odzieżowa w kraju, na ten rok wyznaczyła jako cel 32 nowe salony. Na razie nie wprowadza korekty w planach. Jeszcze więcej, bo 40 salonów, chce otworzyć CCC. Z kolei 4F deklaruje utrzymanie tempa z 2015 r., kiedy to otworzyło 20 placówek. – Ostateczna liczba zależy od toczących się cały czas negocjacji z zarządcami nieruchomości. Nie widzimy bezpośredniego związku między rozwojem a kwestiami podatkowymi. Nasze działania wynikają więc z przemyślanej strategii biznesowej, a nie z przepisów podatkowych – komentuje Wojciech Mikulski, członek zarządu OTCF, spółki, do której należy marka 4F.
Media Expert, działający w sektorze elektroniki użytkowej, potwierdza, że zamierza konsekwentnie umacniać pozycję na rynku, choć ma już ok. 400 salonów. Od początku roku firma uruchomiła ich ok. 20. Mają być następne, by udało się utrzymać tempo z 2015 r., kiedy to sieć otworzyła 80 marketów. – Staramy się podchodzić do tematu podatku handlowego zdroworozsądkowo, strategia sieci Media Expert jest realizowana zgodnie z planem, a ewentualne korekty zostaną wprowadzone dopiero po ogłoszeniu ostatecznej formuły podatku – komentuje Michał Mystkowski, rzecznik Media Expert.
Wskazuje jednocześnie, że najnowsza wersja podatku w największym stopniu obciąży trzy polskie sieci – Euro AGD RTV, Media Expert i Neonet. A to dlatego, że zagraniczni konkurenci, osiągający roczny obrót na poziomie 4,6 mld zł, dzięki podzielonej strukturze sieci na 77 spółek komandytowych mogą nie zapłacić nic z jego tytułu.
Także sieć marketów budowlanych PSB Mrówka, która w 2015 r. urosła o 30 sklepów, w tym roku ma się powiększyć o taką samą liczbę placówek. Do rozbudowy sieci powracają też markety Praktiker przejęte dwa lata temu przez polski kapitał rodzinny. Pod koniec kwietnia firma uruchamia market w Nowym Sączu. I planuje kolejne otwarcia, choć szczegółów jeszcze nie zdradza. Bogdan Panhirsz, dyrektor zarządu Grupy PSB, podkreśla, że nie zamierza ona, a nawet nie może, z powodu podatku zmieniać długofalowych planów. – Naszą ambicją jest stworzenie największej sieci marketów dom i ogród w kraju, obecnej w każdym mieście powiatowym. Do tego dochodzą jeszcze realia rynkowe, które napędzają rozwój. Duża konkurencja w branży wymusza ciągły rozwój. Jeśli nie chcemy tracić udziałów w rynku, musimy szybko rozbudować sieć do rozmiarów, przy których konkurencji trudno będzie nas wyprzedzić – wskazuje Panhirsz.
Jeremiego Mordasewicza, eksperta organizacji biznesowej Konfederacja Lewiatan, utrzymywanie przez firmy planów biznesowych nie dziwi. – Można to porównać do roweru, który stając, się przewraca. Firmy muszą się rozwijać i ewoluować. Do tego rozbudowa działalności daje profity w postaci efektu skali. Większa firma ma większą możliwość obniżania cen kupowanych produktów czy kosztów logistyki. To pozwala na utrzymanie konkurencyjności – wskazuje.
Losy podatku nie są pewne. Jeśli jego konstrukcja okaże się niezgodna z przepisami Unii Europejskiej, niewykluczone, że Polska będzie musiała się z niego wycofać lub zmienić zasady pobierania. W takiej sytuacji firmy wolą nie podejmować ważnych decyzji co do przyszłości.
– Ważne jest, aby rząd, wprowadzając podatek, konsultował się z Brukselą, tak aby nie okazało się, że za dwa lata trzeba będzie się z podatku wycofać, a w międzyczasie handel przejdzie z jego powodu totalną rewolucję. Sądzę, że dużym ryzykiem, jeśli chodzi o reakcję Unii, obarczona może być propozycja progresywnych stawek podatku i ewentualna wysoka kwota wolna od podatku na poziomie 204 mln zł rocznie – dodaje ekspert Konfederacji Lewiatan.