Nastawienie przedsiębiorców do wdrażania zmian technologicznych zmienia się – firmy dostrzegają zasadność unowocześniania procesów produkcyjnych.

Ponad połowa polskich przedsiębiorstw (59 proc.) wskazała pod koniec 2022 r., że albo już zakończyła, albo była w trakcie pilotażowych wdrożeń rozwiązań wpisujących się w ideę przemysłu 4.0 (badanie firmy APA Group, „Stan Przemysłu 4.0 w Polsce”, 2022). Jednocześnie zaledwie 5 proc. firm może się pochwalić, że cały proces produkcyjny działa według zasad tej idei, a aż 22 proc. – prawie co czwarta firma! – przyznaje, że zupełnie nie jest zainteresowana unowocześnianiem swoich procesów wytwórczych. Te wskaźniki mogą wprawdzie rozczarowywać, ale to i tak znaczący postęp w porównaniu z rokiem 2019, gdy odsetek przedsiębiorców nieuznających transformacji cyfrowej za priorytetową był ponad dwukrotnie wyższy i wynosił 48 proc. (badanie Deloitte „Przemysł 4.0 w Polsce – rewolucja czy ewolucja?”, 2019). Możemy więc mówić o sporej zmianie świadomości wśród kadry zarządczej, co jest warunkiem sine qua non implementacji tychże innowacji.

Biorąc pod uwagę, że aż 83 proc. badanych firm zgadza się, że wdrożenie rozwiązań przemysłu 4.0 pozwala podnieść poziom konkurencyjności, należy zadać pytanie o to, dlaczego prawie co czwarta firma nie jest zupełnie zainteresowana tym procesem. Największą barierą – co zaskoczeniem nie jest – są kwestie finansowe. Najczęściej wskazywanym czynnikiem blokującym implementację nowoczesnych rozwiązań technologicznych, na poziomie 51 proc., jest bowiem trudność w określeniu okresu zwrotu z inwestycji (ROI), a wysoko na liście wskazań (ponad 20 proc.) są również zbyt wysokie koszty wdrożenia.

21,3 proc. ze 158,5 mld zł z KPO ma być przeznaczone na cyfryzację

Ten problem rozwiązać mogą środki z Krajowego Planu Odbudowy. Zgodnie z pierwotnymi ustaleniami między Polską a UE aż 21,3 proc. ze 158,5 mld zł ma być przeznaczone stricte na cyfryzację, a kolejne 42,7 proc. na ochronę klimatu, co również wpisuje się w pewne założenia przemysłu 4.0 (lub przemysłu 5.0, o czym w wywiadzie obok mówi dr Mariusz Hetmańczyk z Platformy Przemysłu Przyszłości). Oczywiście nie wszystkie środki trafią do prywatnych firm, ale – tak czy inaczej – pieniędzy nie zabraknie. Sztuką będzie jednak ich mądra alokacja i efektywne wydatkowanie. Przestrogę niech stanowi chociażby polski sektor rolniczy, który od lat korzysta z sutych dotacji rozwojowych, ale ze względu na nieprzemyślaną politykę dystrybucji tych środków rolnictwo jest przeinwestowane. Piłka jest więc po stronie agencji rządowych, by odpowiednio zarządzić programami alokacyjnymi. Świadomość 83 proc. polskich przedsiębiorców jest już skalibrowana właściwie, a firmy gotowe do kolejnego technologicznego skoku. ©℗

rozmowa

Innowacyjność to proces ciągły, jedna maszyna nie wystarczy

ikona lupy />
dr hab. inż. Mariusz Hetmańczyk zastępca dyrektora działu zarządzania wiedzą w Platformie Przemysłu Przyszłości / Materiały prasowe / fot. Mat. pras.
Ledwie weszliśmy w erę Przemysłu 4.0, a przedsiębiorcy już muszą zaznajamiać się z terminem Przemysł 5.0. Kolejna rewolucja?

Przemysł 4.0 to nowy sposób patrzenia na produkcję, w którym głównym paradygmatem była maszyna i technologia. Zachwyciliśmy się autonomicznymi systemami, samozarządzającą technologią, samoistnie aktywującymi się procesami, sztuczną inteligencją. Ten kierunek pomija jednak kwestie środowiskowe, surowcowe, lekceważy model zrównoważonego rozwoju. Pojawił się więc termin Przemysł 5.0, który w środku procesów wytwórczych ma stawiać nie maszynę, lecz człowieka. Powrót do homocentryzmu, w którym maszyna będzie sprowadzona do roli pomocniczej. Konkurencyjność, będąca podstawą przedsiębiorczości, to pochodna innowacyjności i elastyczności, a najbardziej elastycznym elementem procesów produkcyjnych jest właśnie człowiek.

Wróćmy do teraźniejszości i Przemysłu 4.0. Polscy przedsiębiorcy nadążają za tym trendem?

Chcą nadążać, ale nadal zgłaszają mnóstwo barier – nawet innych niż te oczywiste, czyli finansowe – w dążeniu do cyfryzacji i automatyzacji. Brakuje im wiedzy, by właściwie identyfikować potrzeby rozwojowe, mylnie zakładają, że niektóre elementy procesu produkcji w ogóle nie kwalifikują się do przeobrażenia. Nie mają też opracowanej długofalowej wizji i strategii implementacji zmian technologicznych, bo innowacyjność to proces ciągły. Pokutuje brak specjalistów i doradców, którzy wyznaczyliby kierunek i rozrysowali plan działań na poziomie indywidualnego przedsiębiorstwa.

Firmy powinny mieć na pokładzie takich ekspertów czy lepiej korzystać z zewnętrznych doradców?

To już kwestia branży, w jakiej działa firma, oraz skali produkcji. Natomiast nawet najmniejsze firmy – aby pozostać w głównym nurcie – muszą wykształcić lidera zmian, np. dyrektora IT czy kierownika produkcji. Samo wdrażanie zmian – począwszy od audytu, przez rozpisanie strategii, wdrożenie, szkolenia pracowników, monitorowanie efektów – może być już prowadzone przez firmy zewnętrzne. Co zresztą jest obecnie dominującą tendencją.

Przedsiębiorca przyszłości musi też przejść przez proces zmian mentalnych?

Zdecydowanie tak, widzę duże rezerwy w tym obszarze u polskich przedsiębiorców. Wielu z nich przelicza się, oceniając poziom zaawansowania technologicznego swoich zakładów. Uważają, że są na bieżąco, a okazuje się, że stosowane rozwiązania są przestarzałe. Przedsiębiorcy muszą też zrozumieć, że implementacja technologii jest procesem ciągłym – wdrażamy, monitorujemy, oceniamy, dostosowujemy. Nie wystarczy też postawić jednej maszyny, one muszą działać w stale rozwijającej się sieci, wzajemnie na siebie oddziaływać i współtworzyć system.

W których obszarach jesteśmy w światowym topie, a w jakich najmocniej odstajemy od głównych trendów?

Polską mapę rozwoju technologicznego charakteryzuje duże zróżnicowanie geograficzne, wynikające z ulokowania klastrów przemysłowych. Mamy obszary nasycone technologią, jak np. Śląsk, Wielkopolska, Kraków czy Warszawa, w których funkcjonują przemysł automotive, farmacja czy IT. To branże naturalnie innowacyjne, wpisujące się w definicje Przemysłu 4.0. Chociaż istnieje przemysł ciężki: górnictwo, wydobywanie, hutnictwo, który nie jest w stanie dopasować się procesowo do Przemysłu 4.0. Natomiast coraz odważniej zmierza on w stronę Przemysłu 5.0, czyli procesów wytwórczych uwzględniających czynniki środowiskowe, takie jak zielona energia, nowoczesne metody wydobycia czy neutralność klimatyczna.

Na innowacyjną przedsiębiorczość powinno się patrzeć z poziomu makro: gospodarki, branży, czy z poziomu mikro: pojedynczej firmy czy wręcz pojedynczego pracownika?

Aby wyznaczyć ogólny kierunek rozwoju przedsiębiorczości i przemysłu, należy patrzeć globalnie. Na poziomie branży trzeba zdefiniować, co powinno być wytwarzane i – co ważniejsze – jak powinno być wytwarzane. Następnie proces powinien schodzić do poziomu indywidualnej firmy, a finalnie indywidualnego pracownika. Istotne, by schematy aktualizować, dopasowywać, na bieżąco korzystać z wysoko wykwalifikowanych doradców. Nie ma postępu bez przedsiębiorczości, ale nie ma przedsiębiorczości bez nadążania za trendami i technologią. ©℗

Rozmawiał Nikodem Chinowski
ikona lupy />
Na jakim etapie wdrażania idei Przemysłu 4.0 jest firma? / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe