Maszyny mają być montowane w kraju – właśnie taki wymóg MON najprawdopodobniej przedstawi producentom już w najbliższych tygodniach. Byłby to solidny zastrzyk finansowy dla naszych zakładów
O tym, że zakup śmigłowców uderzeniowych w ramach programu „Kruk” ma być przyspieszony, mówiono już pod koniec kadencji poprzedniego rządu. To skutek agresji Rosji na Ukrainę. Teraz rząd PiS skłania się do tego, by postępowanie na śmigłowce wielozadaniowe (trwają negocjacje offsetowe z koncernem Airbus, producentem Caracala) było połączone z mniej zaawansowanym postępowaniem na śmigłowce bojowe. Zamysł jest taki, by każdy z trzech dużych zakładów w Polsce (Mielec, Świdnik i Łódź) miał pracę na najbliższe lata. Choć zdecydowana większość produkcji kupowanych śmigłowców szturmowych siłą rzeczy odbyłaby się za granicą (obecnie nie produkujemy tego typu statków powietrznych), to już montaż końcowy może być robiony u nas.
– Dla polskiego przemysłu lotniczego najważniejsze są inwestycje w największe zakłady w Świdniku i Mielcu. W Łodzi raczej się remontuje, po dodatkowych inwestycjach i tam montaż finalny też jest możliwy – mówi Jerzy Gruszczyński, były pilot wojskowy i redaktor naczelny „Lotnictwa Aviation International”.