Pół roku bez importu. Z takim problemem przyjdzie zmierzyć się firmom. We wtorek resort zdrowia zamieścił na stronie Rządowego Centrum Legislacji dziewiątą już wersję projektu ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Zdaniem branży zawiera on nieścisłości, które mogą doprowadzić do likwidacji wielu polskich firm.
Projektowana ustawa, która ma zacząć obowiązywać 20 maja 2016 r., zapewnia okres przejściowy na produkcję oraz wprowadzanie na rynek wyrobów tytoniowych i e-papierosów niespełniających wymagań dyrektywy tytoniowej, np. w zakresie opakowania. W przypadku papierosów ma on obowiązywać do 28 lutego 2017 r., a e-papierosów do 20 listopada 2016 r. Jednocześnie jednak nakłada 200 tys. zł kary grzywny (lub ograniczenia wolności) – na każdego, kto po dacie wejścia w życie nowych przepisów wyprodukuje lub zaimportuje produkty niezgodne z dyrektywą.
Reklama

Reklama
– Przepisy karne mogą w praktyce prowadzić do ograniczenia działalności przedsiębiorców zmuszonych do importowania określonych towarów niezbędnych przy produkcji wyrobów tytoniowych. Wprowadzają bowiem istotną dysproporcję jeśli chodzi o szanse małych, średnich i dużych producentów – zauważa dr Mariusz Bidziński, szef departamentu prawa gospodarczego i prawa zamówień publicznych, radca prawny w kancelarii Chmaj i Wspólnicy. Jego zdaniem o ile ci ostatni są w stanie przygotować się do przejściowego okresu (zarówno pod kątem zgromadzenia odpowiednich zapasów, jak i poniesienia ewentualnych nakładów finansowych), o tyle mali i średni przedsiębiorcy mogą w praktyce zostać zmuszeni do zawieszenia lub nawet zamknięcia działalności.
Podobne stanowisko wyraża Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w piśmie, do którego dotarliśmy, a które zostało przesłane w tej sprawie do premier Beaty Szydło. Związek wskazuje też, że uprzywilejowanie produkcji lokalnej względem wyrobów importowanych jest sprzeczne z układem ogólnym GATT, a w szczególności wyrażoną w nim zasadą niedyskryminacji i równego traktowania wyrobów krajowych i importowanych.
W największym stopniu dotyczy to firm działających na wartym 1,5 mld zł rynku e-papierosów. Aż 99 proc. urządzeń i akcesoriów oferowanych na nim pochodzi z importu. Jeśli chodzi o płyny używane w e-papierosach, to 60 proc. z nich jest wytwarzanych za granicą. W Polsce powstaje ich 40 proc., w 16 fabrykach. Nasi producenci deklarują jednak, że wytwarzają je na potrzeby własnych marek i sieci. Zatem o odsprzedaży konkurencji raczej nie ma mowy. Nie ukrywają, że liczą na umocnienie swojej pozycji.
Jak wyliczają firmy opierające swoją sprzedaż na importowanych produktach, zrobienie odpowiednich zapasów wymaga zaangażowania kapitału na poziomie 1 mln zł. – W naszym przypadku wiązałoby się to z koniecznością zaciągnięcia kredytu – tłumaczy przedstawiciel Space Group.
Podobne wypowiedzi usłyszeliśmy w innych firmach, często działających w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Właściciele mówią, że z rynku może zniknąć nawet kilkaset firm. Twierdzą, że zyskają na tym tylko duzi gracze, w tym Grupa Chic, która niedawno została przejęta przez British American Tobbaco. Mając zaplecze finansowe w postaci międzynarodowego koncernu, nie będzie miała problemu, by zrobić duże zapasy i przetrwać do czasu zarejestrowania i uruchomienia sprzedaży wyrobów zgodnych z nowymi przepisami. Ta firma już ma 60 proc. polskiego rynku e-papierosów. Zdaniem konkurencji nowe przepisy sprawią, że całkowicie go zdominuje. – Zostanie Chic i szara strefa – stwierdził jeden z naszych rozmówców.
Niektórzy myślą o obejściu zakazu importu. Planują, by przynajmniej kilka produktów dostosować do nowych wymagań i po 20 maja zarejestrować, a następnie jak najszybciej wprowadzić na rynek. – Ale ustawa blokuje taką możliwość – zauważa Jerzy Jurczyński ze Stowarzyszenia eSmoking Association. Zarejestrowany produkt może trafić na rynek dopiero po pół roku. Resort zdrowia tłumaczy, że celem wprowadzanych rozwiązań jest zwiększenie skuteczności działań ukierunkowanych na kontrolę obrotu wyrobami tytoniowymi i wyrobami powiązanymi (papierosy elektroniczne) oraz ograniczenie dostępności tych wyrobów dla dzieci i młodzieży. Zwolennicy i prawnicy tłumaczą, że może też chodzić o jak najszybsze wyzbycie się z rynku zapasów. Do tego może być to próba ograniczenia importu z Chin.
Zakaz importu to tylko jeden z problemów, z którym przyjdzie się zmierzyć sektorowi. Jest też wymóg, by na opakowaniu jednostkowym papierosów elektronicznych i pojemników zapasowych znalazła się ulotka w języku polskim z wykazem wszystkich składników użytych do produkcji, chociaż unijna dyrektywa umożliwia umieszczenie tej listy na ulotce dołączonej do produktów. – Pojemnik z liquidem ma 10 ml, a liczba użytych substancji waha się od 30 do nawet 100 – zaznacza Jerzy Jurczyński.