Do Sejmu trafił projekt ustawy zawieszającej tzw. podatek miedziowy. To dobra wiadomość dla spółki, bo danina mocno jej ciąży, zwłaszcza w okresie dekoniunktury na rynku miedzi. Jest jednak i gorsza: nic z tego nie będzie.
Projekt przewidujący zawieszenie poboru podatku od kwietnia tego do końca przyszłego roku został zgłoszony przez grupę posłów PO. I to zamyka sprawę. Bo wielu rzeczy można się po parlamencie spodziewać, ale nie tego, że rządząca większość będzie uwzględniała propozycje opozycji. Nie jest to przypadłość tej kadencji – także w poprzednich najlepszym sposobem na zapewnienie jakiemuś ministrowi długich i stabilnych rządów było złożenie przez opozycję wniosku o wotum nieufności. Nawet jeśli premier delikwenta nie znosił, dymisji nie było.
I jeszcze: w projekcie nie chodzi bynajmniej o KGHM. PO miała przez ostatnie trzy lata wiele okazji, by ów podatek zmniejszyć bądź zlikwidować (pomijając już fakt, że zmarnowała okazję, by go nie wprowadzać). Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – wówczas liczyła się odpowiedzialność za budżet (a 1,5 mld zł, jakie corocznie ma Skarb Państwa z tego podatku, piechotą nie chodzi). Wraz z przejściem do ław opozycji ta odpowiedzialność znikła.