Akcje spółki spadły do 18,5 dol. Po dwóch latach od debiutu wycena serwisu skurczyła się o 2,5 mld dol.
To najgorszy wynik od listopada 2013 r., kiedy serwis wszedł na giełdę. – I ósma spadkowa sesja z rzędu – mówi Łukasz Zembik z domu maklerskiego TMS Brokers. Choć cena nieco odbiła, wciąż nie przekracza 20 dol. W ciągu ostatniego roku akcje staniały o ponad połowę.
Reklama
W najlepszych chwilach za akcję płacono 70 dol. W dniu debiutu cena wynosiła 26 dol., ale szybko przekroczyła pułap 40 dol. Inwestorzy rzucili się na akcje pamiętając, jakimi kasowymi sukcesami były debiuty Facebooka i LinkedIn. Dziś za akcje Facebooka płaci się ok. 100 dol., a LinkedIn – 200 dol.

Reklama
Na debiucie Twitter zainkasował ponad 1,8 mld dol., więcej niż Google. Tuż przed debiutem wyceniany był na 14,8 mld dol. Do dziś wartość ta stopniała o ponad 2,5 mld dol.
W październiku zeszłego roku zmienił się szef – Dick Costolo ustąpił miejsca Jackowi Dorseyowi – współzałożycielowi serwisu. Nowy prezes mierzy się ze starymi problemami – kiepskimi wynikami finansowymi i zbyt wolnym przyrostem użytkowników.
Przy publikacji wyników za III kwartał 2015 r. Dorsey mówił o „silnej kondycji finansowej”. Faktycznie, przychód wyniósł niemal 570 mln dol. Dla porównania w 2012 r. było to nieco ponad 80 mln dol. Ale serwis wciąż jest pod kreską. Od pięciu lat nie zanotował zysku. Liczba 307 mln aktywnych użytkowników miesięcznie to sporo – jeśli przemilczymy fakt, iż w stosunku do drugiego kwartału 2015 r. liczba ta wzrosła o zaledwie... 4 mln.
Fundamentem finansów każdego serwisu społecznościowego są przychody reklamowe. Lwia część przychodu (ponad 500 mln dol.) pochodzi z reklam. 370 mln dol. tylko z amerykańskiego rynku. Widać dysproporcję, zważywszy że Amerykanie stanowią ok. 66 mln wszystkich użytkowników.
Twitter ma się stać bardziej angażujący dla masowego użytkownika. A ten w USA spędza na Facebooku w zasadzie pół dnia. Na Twitterze – tylko pół godziny. ©?
Zaległy podatek Apple: ponad 8 mld dol.
To wyliczenia Bloomberg Intelligence w związku z trwającym od 2014 r. śledztwem, jakie prowadzi KE. Sprawdzane jest, czy w latach 2004–2014 firmy jak Apple, Amazon czy Starbucks stosowały kreatywną księgowość podatkową oraz czy rządy poszczególnych krajów w tym nie pomagały. Oficjalne wyniki spodziewane są na przełomie lutego i marca. Z raportu wynika, że Apple zamiast płacić standardowy podatek korporacyjny (12,5 proc.), stosował preferencyjną stawkę 1,8 proc. W innych krajach nie płaci prawie nic, bo formalnie sprzedaż w Europie obsługuje irlandzki oddział. Prezes Tim Cook w jednym z wywiadów oskarżenia o unikanie podatków nazwał „zupełną polityczną bzdurą”. Jednak firma nie jest nietykalna. We Włoszech, po ugodzie z fiskusem, zapłaci 318 mln euro zaległego podatku.
Mordercza rywalizacja społecznościówek – czytaj na Forsal.pl