Domy maklerskie mają problem z przyciągnięciem klientów i rentownością. Nerwowo reagują na konkurencję, która chce podbić rynek niższymi cenami
Brokerzy od roku tracą na podstawowej działalności / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Raptem o 264 rachunki inwestorów wzbogaciły się w II kwartale tego roku domy maklerskie i banki składające sprawozdania do Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. W sumie na koniec czerwca prowadziły ich 1,43 mln, o 82 tys. mniej niż przed rokiem. Brokerom w przyciągnięciu klientów nie pomogła poprawa na rynku ofert publicznych sprzedaży akcji (IPO). W II kwartale spółki debiutujące na warszawskiej giełdzie sprzedały akcje za 1,28 mld zł. To niemal tyle, ile warte były wszystkie IPO przeprowadzone przez nowe na GPW firmy w całym ubiegłym roku. W sumie z ofert zebrały wtedy 1,3 mld zł.

Reklama
Przedstawiciele domów maklerskich przyznają, że mimo ożywienia na rynku ofert trudno przyciągnąć nowych klientów. – Być może większy ruch zobaczymy przy planowanej na ten rok ofercie publicznej Banku Pocztowego – ocenia Roland Paszkiewicz, dyrektor biura analiz CDM Pekao.
Zastój w zainteresowaniu inwestycjami na giełdzie i spadające obroty na rynku akcji powodują, że domy maklerskie tracą na swojej podstawowej działalności, czyli pośrednictwie w handlu na giełdzie. Coraz bardziej napięte budżety powodują, że brokerzy niezwykle nerwowo reagują na konkurencję, która chce zdobywać klientów, oferując stawki prowizji znacznie niższe, niż wynoszą średnio na rynku.
Zamieszanie w branży spowodowało wejście do Polski holenderskiego internetowego domu maklerskiego DeGiro i zaoferowanie rekordowo niskich stawek prowizji za handel akcjami. W przypadku inwestycji na warszawskiej giełdzie wynosi ona 1 zł plus 0,08 proc. wartości zlecenia. Średnio na rynku prowizje wynoszą 0,3–0,39 proc. wartości zlecenia.
Izba Domów Maklerskich złożyła do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wniosek o zbadanie, czy w umowach, jakie zawiera z klientami firma DeGiro, nie ma niedozwolonych zapisów. – Istnieje uzasadnione podejrzenie, że DeGiro stosuje niedozwolone zapisy umowne, a także ceny dumpingowe – twierdzi Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich. – Jeśli przy obecnych cenach na obsłudze inwestorów branża jako całość ponosi straty, a DeGiro stosuje znacznie niższe stawki, to trzeba zapytać, czy to nie są ceny dumpingowe – kończy.
UOKiK poinformował DGP, że przeanalizował skargę izby i 24 kwietnia wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie wstępnego ustalenia, czy działania DeGiro związane ze świadczeniem usług maklerskich przez tego przedsiębiorcę na rzecz polskich konsumentów mogły naruszyć przepisy.
– Postępowanie wyjaśniające prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko przedsiębiorcy i na tym etapie nie można przesądzać, czy doszło do niedozwolonych działań naruszających zbiorowe interesy konsumentów – wskazuje Maciej Chmielowski z UOKiK.
Niezależnie od działań związanych z ochroną konsumentów UOKiK zbadał też kwestie możliwego stosowania przez DeGiro praktyk ograniczających konkurencję związanych z polityką cenową spółki.
– UOKiK ma możliwość zajęcia się stawkami stosowanymi przez przedsiębiorców tylko w przypadku, kiedy są one wynikiem zmowy lub nadużywania pozycji dominującej. W tym przypadku żadne z tych działań nie miało miejsca, nie było porozumienia cenowego z inną firmą, a niewielkie udziały rynkowe DeGiro wykluczają posiadanie przez spółkę pozycji dominującej – dodaje przedstawiciel UOKiK.
Samo DeGiro o wniosku izby do UOKiK nie zostało w ogóle powiadomione. – Wygląda to na zorganizowaną kampanię Izby Domów Maklerskich, mającą na celu obniżenie naszej wiarygodności, gdyż nie są oni w stanie konkurować z naszymi cenami – komentuje Gert Holstege, dyrektor operacyjny DeGiro na Europę Wschodnią. Zapowiada, że firma nie planuje żadnych działań wobec izby, a o rynek chce walczyć wyłącznie ofertą.
Co do zarzutów IDM, iż firma stosuje niedozwolone zapisy umowne, wskazuje, że z informacji DeGiro wynika, iż izba usiłowała podważyć zapisy mające gwarantować klientom bezpieczeństwo operacji finansowych. Chodzi m.in. o zapis dający brokerowi prawo odmowy pewnym osobom wykonania niektórych usług bez podania przyczyny.
– Na pierwszy rzut oka można uznać ten zapis za nieprzychylny konsumentom, ale jest to wymagane przez europejskie prawo finansowe. Wynika to z zapisów w dyrektywie zapobiegającej praniu brudnych pieniędzy oraz rozporządzeniu w sprawie nadużyć na rynku – tłumaczy Gert Holstege.
Niskie stawki prowizji firma uzasadnia połączeniem transakcji zawieranych przez inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, co pozwoliło wynegocjować hurtowe ceny także tej drugiej grupy. Jesienią ubiegłego roku DeGiro informowało, że w ciągu kilku lat chce obsługiwać 25 proc. rynku. Nie wiadomo jednak, w jakim stopniu już zrealizowała ten plan, bo transakcje w Warszawie przeprowadza przez pośredników i nie podaje informacji o liczbie klientów lub udziałach w obrotach na giełdach w żadnym z 18 krajów, w których działa.
Przedstawiciele pozostałych domów maklerskich o działalności DeGiro w Polsce wypowiadają się obecnie spokojniej niż przed kilkoma miesiącami. – Nie czujemy, abyśmy tracili klientów z tego powodu, że pozyskuje ich DeGiro – zapewnia Krzysztof Polak, dyrektor BM Alior Banku. Przyznaje jednak, że wejście tego brokera spowodowało na rynku ferment. Przedstawiciel jednego z największych brokerów giełdowych w Polsce mówi, że stawki oferowane przez DeGiro są wykorzystywane przez najbardziej aktywnych inwestorów. Mogą się na nie powoływać w dyskusjach o wysokości płaconych prowizji. – To się odbija na naszej pozycji negocjacyjnej – wskazuje.
Mimo to zdaniem rozmówców DGP z branży DeGiro trudno będzie zdobywać klientów, m.in. z powodu ubogiej oferty, bo firma wykonuje zlecenia, ale nie ma części doradczej i analitycznej. Nie daje też dostępu do handlu wszystkimi instrumentami dostępnymi na GPW.