Tomasz Wiktorski właściciel B+R Studio, ekspert Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli / Dziennik Gazeta Prawna
Producenci muszą szukać oszczędności, by biznes był rentowny. Z pomocą przychodzą im nowe technologie, a dokładnie aplikacje na tablecie lub smartfonie, które pozwalają wirtualnie umeblować mieszkanie. Przyszłość stanowią natomiast wirtualne salony meblowe, w których klient zakładając specjalne okulary, mógłby w 3D obejrzeć wnętrza zaaranżowane meblami danego producenta.
– Przez ostatnie pół roku spotkaliśmy się z blisko 200 producentami mebli i widzimy, że są zainteresowani różnymi nowinkami – np. zeskanowaniem w 3D i ekspozycją kolekcji mebli w wirtualnym katalogu, ale też ideą stworzenia wirtualnych salonów – mówi Michał Stachowski, prezes firmy Agitive, twórcy aplikacji Intiaro, która współpracuje z kilkudziesięcioma producentami mebli, a z kolejnymi jest na etapie negocjacji umów. I dodaje, że firma na jesień zaplanowała premierę kolejnego rozwiązania – pierwszego na świecie konfiguratora mebli modułowych. Dzięki niemu klient będzie mógł w salonie za pomocą tabletu złożyć z wybranych elementów np. sofę, którą obejrzy w 3D. Do tej pory meble pod indywidualne potrzeby można było zaprojektować, patrząc na elementy w papierowym katalogu albo rysując je na kartce.
Producenci, którzy wprowadzają nowinki technologiczne, nie żałują. – Mamy w wirtualnym katalogu 10 mebli, ale planujemy wstawienie kolejnych. Aplikacja jest bardzo pomocna w sprzedaży naszych produktów. W przyszłości będziemy prezentować meble w formie zdjęć 3D na stronie internetowej – deklaruje Mikołaj Sobczyk z firmy Yano Mebel.
– Nasze wyposażenie już jesienią będzie można dopasowywać do swoich wnętrz za pomocą specjalnej aplikacji. Zostanie przygotowane w 3D i dzięki zwykłemu smartfonowi lub tabletowi obejrzymy, jak prezentuje się w salonie, który właśnie urządzamy – dodaje Małgorzata Jeżowska, pełnomocnik zarządu ds. marketingu w Bizzarto.
O skorzystaniu z tego rozwiązania myśli m.in. gigant meblowy Grupa IMS. Kierunek zmian popiera Marek Adamowicz, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, który zgadza się z tym, że wirtualne salony są szansą na zminimalizowanie wydatków na utrzymanie salonów tradycyjnych.
– Producenci będą mogli w pełniejszy i bardziej pożądany przez klienta sposób prezentować też ofertę, co może wpłynąć na zwiększenie sprzedaży mebli w Polsce. Dziś statystyczny Polak kupuje w ciągu roku prawie 10 razy mniej mebli niż Niemiec – tłumaczy Marek Adamowicz, dyrektor biura OIGPM.
Pozwoli to też zniwelować straty powstałe na skutek zwrotów towaru przez klientów, którzy zamawiając sofę, myśleli, że jej kolor będzie zupełnie inny. Obecnie 7 proc. zamówień kończy się zwrotem.
OPINIA
Produkujemy trzy razy więcej niż Turcja
Kurczący się rynek w Polsce zmusza producentów mebli do poszukiwania odbiorców na większą skalę za granicą. Dane eksportowe dowodzą, że ich działania przynoszą skutek. W pierwszym kwartale br. sprzedaż mebli poza Polską zwiększyła się o 6 proc. W całym roku ten wzrost może sięgnąć 9 proc., czyli nieco mniej niż w 2014 r. Wówczas bowiem sprzedaż za granicą zwiększyła się z 7,1 mld zł do 8,1 mld zł. W tym natomiast pod względem wartości zbliży się do 9 mld euro. Będzie to m.in. efektem spadającego zapotrzebowania na towary importowane w Rosji i na Ukrainie, na które w ub.r. poszły meble o wartości odpowiednio 175 i 31 mln euro.
W tym roku sprzedaż na te rynki spadała w zależności od miesiąca od 15 do nawet 60 proc. Istnieje do tego realne zagrożenie, że sytuacja w Grecji przełoży się na popyt w największych europejskich krajach, takich jak Niemcy czy Francja, które są też głównymi odbiorcami produkowanych u nas mebli. Wartość eksportu do Niemiec wyniosła w ubiegłym roku 3,1 mld euro, a do Francji ponad 0,5 mld euro. Do tego z roku na rok polskich producentów kosztuje coraz więcej wysiłku utrzymanie się na europejskich rynkach. Muszą mierzyć się z rosnącą konkurencją z Dalekiego Wschodu, czyli głównie Chin, Indii, Wietnamu, ale i Turcji czy krajów bałkańskich. Konkurencja tak jak polscy producenci stara się podbijać Europę niskimi cenami. Niestety, w naszym kraju te atrakcyjne ceny coraz trudniej utrzymać. Branża zmaga się bowiem z rosnącymi kosztami surowców, w tym głównie drewna. Na razie sobie radzi, szukając zamienników czy zmieniając technologie produkcji.
Dochodzą jednak rosnące koszty pracy, które wynikają nie tylko z podwyżki płac w kraju, lecz także coraz mniejszego dostępu do fachowców, którzy przechodzą na emeryturę. Przez lata polscy producenci wypracowali sobie markę, ale jedynie rzetelnego i taniego podwykonawcy. A jak wiadomo, podwykonawcę łatwo zastąpić. Na razie naszą siłą jest duża skala produkcji. Jej wartość za ostatni rok wyniosła 8,5 mld euro, co plasowało nasz kraj na siódmym miejscu na świecie. Z krajów w Europie wyprzedzają nas pod tym względem jedynie Niemcy i Włochy. Produkujemy więc trzy razy więcej niż Turcja, którą postrzega się jako rynek z dużymi perspektywami na rozwój eksportu. Dlatego, by producenci mogli nadal liczyć na dynamiczne wzrosty w eksporcie, powinni nie tylko zwiększyć rozpoznawalność swoich marek na świecie, ale i szukać zupełnie nowych rynków zbytu. Wśród bardzo perspektywicznych są na pewno kraje Bliskiego Wschodu czy Afryki, w tym głównie RPA i Nigeria. Duży potencjał tkwi też w USA. Na tych rynkach mają jednak największe szanse sobie poradzić duzi gracze. Bywa bowiem, że odbiorcy zamawiają wyposażenie np. do tysiąca salonów. Do tego nie ma miejsca na pomyłki w zamówieniach. Koszty transportu produktu są wysokie ze względu na duże odległości.