statystyki

Zmierzch legend: Marki, które uchodziły za biznesowe ikony. Dziś nie ma po nich śladu

autor: Mariusz Janik24.01.2015, 11:30
pieniądze-waga

„10 amerykańskich marek, które znikną w przyszłym roku” – zestawienie o tak złowieszczej nazwie publikuje za oceanem serwis 24/7 Wall St.źródło: ShutterStock

Pan Am, Woolworth, Borders – lista marek, które dwie-trzy dekady temu uchodziły za biznesowe ikony, a dziś pamięta o nich co najwyżej pokolenie wchodzące w wiek średni, jest długa. I wydłuża się nieustannie

Na noworoczny bankiet dla menedżerów Samsunga ściągnęło 500 kierowników globalnego giganta. Firmowa impreza mogłaby uchodzić za zjazd celebrytów: przed drzwiami seulskiego hotelu Shilla – należącego zresztą do rodziny Lee, która stworzyła potęgę koncernu – kłębiła się ponad setka fotoreporterów i ekip telewizyjnych. „Lee Jae-yong, 47-letni jedyny syn patriarchy rodu, wchodząc do hotelowego lobby, nie udzielił prasie żadnych komentarzy” – notowali wysłannicy koreańskiej agencji prasowej Yonhap. „Seo-hyun, młodsza z jego sióstr, dotarła do hotelu nieco wcześniej, również nie odpowiadając na pytania prasy. Starsza, Boo-jin, nie pojawiła się przed prasą, gdyż pracowała w swoim biurze znajdującym się w hotelu” – dodawali.

Odnotowanie tej powściągliwości nie byłoby zapewne nawet konieczne, gdyby nie to, że milczenie spadkobierców koreańskiego magnata jest znaczące. Lee Kun-hee – 73-letni dziś twórca potęgi Samsunga – od maja leży w szpitalu, zaś konglomeratem ok. 70 przedsiębiorstw, z których składa się imperium, kieruje syn. Załamanie zdrowia seniora zbiegło się z kiepskimi wynikami finansowymi tej części firmy, która jest odpowiedzialna za produkcję urządzeń mobilnych – a więc sztandarowe sukcesy Samsunga w ostatnich latach. I pytanie, które w zawoalowany sposób chcieliby zadać stłoczeni w hotelowym hotelu reporterzy, brzmi: czy leci z nami pilot?

Polowanie na globalne talenty

Pytanie to może brzmieć jak żart. Ale można na nie spojrzeć z innej strony – z badań nad katastrofami lotniczymi na Dalekim Wschodzie wynika, że przyczyną części z nich jest nabożny stosunek drugiego pilota do pierwszego. Ten pierwszy zawsze wie lepiej, nawet kiedy śpi. Rynek obawia się więc, że Samsung – do chwili, kiedy senior nie wyjdzie ze szpitala albo nie odda sterów firmy następcy – może dryfować.

Ostatnie święta dla menedżerów działu urządzeń mobilnych Samsunga były bowiem najsmutniejsze w historii. Według opublikowanych wówczas wyników sprzedaży w III kw. ubiegłego roku sprzedano aż 7 mln urządzeń mniej niż w porównywalnym okresie poprzedniego roku – a w skali trzech kwartałów spadek sięgał 23 mln aparatów. I to w sytuacji, w której wszyscy kluczowi rywale Koreańczyków – od Amerykanów z Apple po Chińczyków z Xiaomi – odnotowali zwyżki. Spekulowano, że głową zapłaci za to szef tej gałęzi koncernu Jong-Kyun Shin – uchodzący za najlepiej opłacanego prezesa w kraju – ale skończyło się na tym, że firmowemu weteranowi dokooptowano „współprezesa”.

Najgorsze jednak, że wyników z III kw. należało się spodziewać: 74-proc. spadek zysków w dziale urządzeń mobilnych oraz 60-proc. w skali całej korporacji to wyniki, które prognozowano latem tego roku. Wiadomo było, że w magazynach piętrzą się zestawy coraz słabiej sprzedających się smartfonów, że na rynku zaroiło się od konkurentów (poza zwyczajowym rywalem Apple) – LG G3, Sony Xperia Z2, HTC One M8, Moto X czy Nokia 928 to tylko czołówka. Samsung, próbując oferować telefony o parametrach – i cenie! – porównywalnych do iPhone’a, najwyraźniej zabrnął w ślepą uliczkę. Kto może sobie kupić takie urządzenie – kupuje iPhone’a; kto woli zaoszczędzić – idzie po chiński odpowiednik. Nomen omen, to właśnie za Wielkim Murem zjawisko to widać najlepiej: udział Koreańczyków w tamtejszym rynku od stycznia do października 2014 r. zjechał z 20 do 13 proc.

Koincydencja z chorobą legendarnego prezesa może nie być przypadkowa. Lee senior mógłby być w tych okolicznościach jedynym, który zarządziłby np. weryfikację cen, zmianę strategicznych priorytetów firmy, zmiany personalne. Tymczasem w ostatni poniedziałek jego potencjalny następca polecił podwładnym poszukiwanie „globalnych talentów”, które miałyby zaszczepić „innowacyjne DNA” w urządzenia firmy. – Lee poprosił o ściągnięcie do firmy ludzi, którzy wcześniej pracowali dla spółek z indeksu Fortune 500 – wyjawił „The Korea Times” jeden z uczestników „bankietu bez prezesa Lee”, jak określano kolację w lokalnych mediach. A to, niestety, wygląda na zachowawczą strategię. Podobnie zresztą jak podział akcji Samsunga na tańsze odpowiedniki (choć pół roku temu Apple zrobił to samo, dzieląc dotychczasowe udziały w relacji 1:7), co ma być wyciągnięciem ręki do potencjalnych mniejszych inwestorów. Wygląda więc na to, że dotychczasowy impet modelu „możliwie wysoka jakość za możliwie niższą cenę” się kończy. I pytanie, co dalej – potęga Nokii wygasła przecież tak naprawdę w ciągu roku, dwóch lat.


Pozostało 78% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane