Wskaźnik głodu udało się obniżyć o połowę. Wciąż jednak ponad 800 mln ludzi cierpi z powodu niedożywienia
Reklama
Farmerzy ze Stanów Zjednoczonych nie mają powodów do radości. Departament Rolnictwa USA zmniejszył prognozę ich tegorocznego zysku do 96 mld dol., czyli o jedną piątą wobec tego, co urzędnicy prognozowali w sierpniu. Przyczyna jest prosta: urodzaj zbóż, m.in. kukurydzy, który wymusił spadek cen. Sytuacja jest więc odwrotna w stosunku do tej sprzed dwóch lat, kiedy jednoczesne wystąpienie niekorzystnych warunków pogodowych w kilku krajach będących znacznymi producentami na świecie zaowocowało gorszymi zbiorami, a w efekcie wzrostem cen zbóż.

Reklama
Zbiory na świecie są tak dobre, że Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podała we wrześniu szacunki, z których wynika, że zapasy pszenicy, ryżu i innych zbóż będą o 24,7 proc. większe, niż wyniesie tegoroczna konsumpcja. To najlepszy wynik światowego rolnictwa od 2003 r.
To każe podejrzewać, że w przyszłości, o ile światowego rolnictwa nie dotkną kataklizmy pogodowe, ludzkość będzie w stanie się wyżywić, nawet biorąc pod uwagę wzrost populacji, który nie będzie jednak tak dramatyczny, jak niedawno wieszczono. Według najnowszego raportu perspektyw w rolnictwie autorstwa OECD w 2023 r. trzeba będzie wyżywić kolejne 770 mln ludzi. To oznacza zapotrzebowanie na dodatkowych 150 mln t zbóż i 58 mln t mięsa, bo nie tylko na ziemi będzie mieszkać więcej ludzi, ale też zmienią się ich nawyki żywieniowe.
Przez ostatnie lata świat radził sobie z problemem niedożywienia całkiem nieźle. Począwszy od 1990 r., 63 krajom udało się osiągnąć milenijny cel rozwoju, jakim było zmniejszenie liczby niedożywionych mieszkańców o połowę. Liczba niedożywionych w globalnej populacji spadła z 18,7 proc. na początku lat 90. do 11,3 proc. obecnie; tylko w krajach rozwijających się ten odsetek zmniejszył się w tym samym okresie z 23,4 do 13,5 proc. FAO z optymizmem zauważa, że osiągnięcie milenijnego celu w przypadku krajów rozwijających się do 2015 r. jest w zasięgu ręki. Warto przy okazji zwrócić uwagę, że gdyby żywność była dystrybuowana sprawiedliwie, zjawiska głodu nie byłoby w ogóle. Według FAO światowe rolnictwo dzisiaj produkuje o 17 proc. więcej kalorii na głowę mieszkańca ziemi niż 30 lat temu i to pomimo 70-proc. wzrostu liczby ludności.
W krajach takich jak Indie czy Chiny udało się wyciągnąć z niedożywienia dziesiątki milionów ludzi dzięki zielonej rewolucji, czyli zastąpieniu na przełomie lat 60. i 70. naturalnych odmian ryżu zmodyfikowanymi genetycznie, które pozwoliły na bardziej intensywne nawożenie i większe plony z hektara. Nadzieja jest taka, że uda się to powtórzyć. Już teraz istnieją odmiany tej rośliny odporne na powodzie (co ochroniłoby pola ryżowe w niektórych częściach Indii), trwają również intensywne prace nad takimi, które są odporne na susze, co umożliwiłoby znacznie większe plony w Afryce. Ryż stanowi podstawę diety 60 proc. ludzi.
Sytuacja na froncie walki z głodem wydaje się na tyle optymistyczna, że światowi liderzy wzięli na celownik kolejny problem, zwany ukrytym głodem, czyli niedobór mikroelementów.