Reklama
Wczoraj odbyło się poświęcone problemowi spotkanie przedstawicieli branży z Edwardem Siarką – sekretarzem stanu w resorcie klimatu i środowiska, a także pełnomocnikiem rządu ds. leśnictwa i łowiectwa. Dalsze rozmowy o tym, jak rozwiązać konflikt, mają toczyć się w ramach zespołu roboczego. Zasiądą w nim również przedstawiciele Lasów Państwowych (LP).
Odbiorcy drewna handlujący z LP uważają bowiem, że instytucja nie robi nic w sprawie rosnących cen drewna. Ich zdaniem globalne – z powodu ożywienia popandemicznego – wzrosty kosztów tego surowca, w Polsce są szczególnie dotkliwe z powodu działań samej instytucji. Dlaczego? Branża twierdzi, że problem zaczął się po huraganie w Borach Tucholskich w 2017 r. Wtedy LP pozwoliły zagranicznym firmom pomagać uprzątnąć i kupować powalone przez wiatr drzewa. To z kolei zbudowało im historię zakupów, która umożliwiła dostęp do większej puli drewna sprzedawanego w ramach aukcji.
Wskutek tego, jak twierdzą polscy przedsiębiorcy, bogate zagraniczne firmy wykupują u nas drewno, eksportując je poza Polskę. Według wyliczeń branży eksport stanowi dziś nawet 10 proc. całego pozyskanego przez LP drewna. Jego ceny wzrosły od IV kw. 2020 r. do lipca 2021 r. nawet o kilkadziesiąt procent w zależności od rodzaju.
Lasy odpowiadają na zarzuty, wskazując, że dbają o swoich odbiorców. – Apel koncentruje uwagę na sprzedaży 10 proc. naszej rocznej oferty. 80 proc. drewna zostało sprzedane w Portalu Leśno-Drzewnym (strona internetowa, za pomocą której odbywa się handel – red.) w końcu ubiegłego roku – przekonuje Rafał Zubkowicz z wydziału komunikacji społecznej w Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.

Reklama
– Zawarte wówczas umowy są nadal realizowane po cenach wcześniej ustalonych. Mimo wyraźnego skoku cen w drugiej turze aukcji (1/10 oferty) pozostają aktualne. Drewno, którego w części nawet jeszcze nie pozyskaliśmy, będziemy sprzedawać po tych cenach. (...) System sprzedaży drewna jest tak skonstruowany, że promuje stałych kontrahentów (historia zakupów w portalu) – dodaje.
Zdaniem Rafała Szeflera, dyrektora biura w Polskiej Izbie Gospodarczej Przemysłu Drzewnego (PIGPD), należy wprowadzić system punktowy, aby premiować te firmy, które przetwarzają surowiec na miejscu, a zatem płacą podatki w Polsce i tworzą tu miejsca pracy. Jak mówi, wolny rynek nie jest tu przeszkodą, gdyż takie rozwiązania funkcjonują już w krajach unijnych, choćby w Chorwacji. Inne państwa regionu, jak Węgry, również chronią swoje zasoby przed eksportem. – Drewno może kupić każdy pośrednik, weryfikacja czasu prowadzenia firmy i jej działalności to… lipa. Cenę podbijają firmy z dużą historią zakupów, wytworzoną poprzez odsprzedawanie surowca innym firmom. Zmniejszenie okresu historii do dwóch lat z trzech też sprzyja młodym firmom, nie wspierając zakładów, które są długo na rynku – ocenia Anna Perużyńska z firmy Korbutowicz produkującej palety.
Przedstawiciel LP twierdzi jednak, że instytucja nie może wpływać na nabywców, którzy przewożą drewno poza Polskę. – Eksportują nie Lasy Państwowe, ale firmy, które kupują od LP. Tak zwani pośrednicy, jak ich nazywa apel. Ale podkreślam – dla nas nie ma „pośredników”, a są klienci. Nie mamy podstaw, aby rozróżniać tych, którzy drewno przerabiają, od tych, którzy je odsprzedają. Uwaga, jakoby Lasy Państwowe w 2017 r. otworzyły rynek i spowodowały, że zagraniczne firmy zbudowały historię zakupów, jest absolutnie nietrafiona. W 2016 r. przed huraganem w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów kupiono w LP 1,47 mln m sześc. drewna. W ubiegłym roku – ta ilość była o… 37 proc. mniejsza – podaje.
Za branżą drzewną stoją jej kontrahenci. Pod apelem podpisali się producenci mebli, okien i drzwi oraz europalet, którzy również mają zastrzeżenia do działania instytucji. – Drewna brakuje na rynku. Surowiec drożeje w zatrważającym tempie, a to znajduje odzwierciedlenie w cenach komponentów, z których korzystamy – przede wszystkim płyt wiórowych. Dlatego oczekujemy od LP mądrego gospodarowania nim i apelujemy o znalezienie rozwiązań, które spowodowałyby, że surowiec jest sprzedawany polskim przedsiębiorcom i tu jest przetwarzany – mówi Michał Strzelecki, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli (OIGPM). Wtórują mu inni, także mniejsi kooperanci tartaków. – Bywało, że tartaki podnosiły ceny z dnia na dzień, a towar sprzedawano temu, kto da więcej – dodaje Agata Chmielewska, specjalista ds. logistyki w Pal Serwis. ©℗