Producenci żywności, maszyn, chemikaliów, mebli i okien, firmy transportowe, a nawet linie lotnicze. To dla nich rosyjskie retorsje za unijne sankcje mogą być najbardziej dotkliwe
Reklama
Ekonomiści City Handlowego szacują, że rosyjskie embargo na import polskich owoców i warzyw oraz unijne sankcje wobec Rosji mogą obniżyć dynamikę wzrostu gospodarczego Polski o 0,3–0,4 pkt proc. To i tak stosunkowo optymistyczne prognozy. Zdaniem wicepremiera Janusza Piechocińskiego kryzys za naszą wschodnią granicą będzie miał większy wpływ na tegoroczne polskie PKB, obniżając jego wzrost o 0,5–0,6 pkt proc.
– Lekko licząc, oznacza to spowolnienie tegorocznego wzrostu gospodarczego Polski z prognozowanych wstępnie 3,5 proc. do 3 proc. – tłumaczy Maciej Jędrzejak, szef Saxo Banku w Polsce. W opinii części innych specjalistów to niedoszacowane prognozy. – Od początku uważałem, że ten spadek będzie znacznie głębszy. W obecnych warunkach, czyli jeśli nie dojdzie do rozszerzenia rosyjskich sankcji, sięgnie on co najmniej 1 pkt proc. – mówi nam Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. W jego opinii rządzący albo nie uświadamiają sobie, jak duży wpływ na naszą gospodarkę ma handel ze Wschodem, albo po prostu nie chcą eksponować faktycznego zagrożenia.
Jak wyjaśnia Szewczak, nie chodzi tylko o sprzedaż polskich towarów do Rosji, lecz także do wielu innych państw WNP. – Polskie produkty sprzedawane na rynek rosyjski są często dalej reeksportowane, np. na Ukrainę, Białoruś, ale również do państw Azji Środkowej, przede wszystkim Kazachstanu – mówi główny ekonomista SKOK. Na razie najbardziej poszkodowani są eksporterzy żywności, bo sankcje biją w rolnictwo i sadownictwo. Rosja – jak wynika z danych Agencji Rynku Rolnego – zajmowała w 2013 r. trzecie miejsce wśród krajów importujących nasze produkty rolno-spożywcze. Nasi eksporterzy sprzedali Rosjanom żywność za 1,3 mld euro, czyli o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. Przede wszystkim chodzi o jabłka, sery, mięso wieprzowe oraz pomidory i inne warzywa.
Wszystkie te towary znajdują się w sferze zagrożenia. – Embargo może dotknąć całości polskiego eksportu żywności, w tym również produkcji przetworzonej – potwierdza Marcin Tarnawski, ekspert z Instytutu Kościuszki. Jednak artykuły rolno-spożywcze, wbrew powszechnej opinii, nie są bynajmniej największą grupą towarów, jakie sprzedajemy Rosjanom. Stanowią one nie więcej niż jedną dziesiątą całego polskiego eksportu do Rosji. Ponad 40 proc. eksportu dotyczy zaś wyrobów przemysłu maszynowego i elektromaszynowego. Na drugim miejscu znajduje się branża chemiczna, która odpowiada za prawie jedną piątą naszego eksportu, a kolejne pozycje zajmują przemysł metalurgiczny oraz drzewno-papierniczy, z których każdy odpowiada za ok. 10 proc. polskiej sprzedaży na rynek rosyjski.
Eksperci oceniają, że w tej sytuacji może dojść do eskalacji rosyjskich reperkusji wymierzonych w naszą gospodarkę. – To cisza przed burzą. Myślę, że to nie jest koniec rosyjskich sankcji, a embargo na jabłka i inne owoce nie jest tylko blefem – uważa główny ekonomista SKOK. – Niestety, Kreml ma jeszcze duże pole manewru – dodaje Maciej Jędrzejak. W jego opinii mamy do czynienia z początkiem wzajemnych sankcji Zachodu i Rosji i sytuacja może zmierzać w kierunku wojny gospodarczej.
Szef Saxo Banku w Polsce ocenia, że w handel z Rosją jest poważnie zaangażowanych ponad 150 polskich firm. Wszystkie one mogą ponieść szkody. – Embargo na owoce i warzywa jest obecnie bardzo medialne, ale tak naprawdę gra toczy się o produkcję AGD, okien czy firmy przemysłu meblarskiego i elektromechanicznego – wymienia Maciej Jędrzejak. – Nie można też wykluczyć, że kolejne sankcje dotkną zarówno producentów, jak i eksporterów wyrobów chemicznych – dodaje Janusz Szewczak. Z racji skali tego rodzaju handlu uciążliwość ograniczenia obrotu w tej dziedzinie może być dla polskich firm bardzo bolesna. Wartość eksportu produkcji chemicznej do Rosji wynosi obecnie ok. 2 mld dol. rocznie.
Zdaniem Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK, ucierpieć mogą również przedstawiciele przemysłu maszynowego. – Pamiętamy wielki kontrakt bydgoskiej Pesy na dostawę 120 niskopodłogowych tramwajów dla komunalnego przedsiębiorstwa przewozowego w Moskwie. Obawiam się, że ten kontrakt może zostać zablokowany – dodaje. Na rosyjskim rynku działa również wiele innych znanych polskich przedsiębiorstw, które zdaniem Szewczaka, mogą się znaleźć w polu rażenia sankcjami. Ekonomista wymienia m.in. producenta maszyn górniczych Famur czy wytwórcę okien Fakro, dla których rynek rosyjski jest jednym z ważniejszych, ale także polskie banki i firmy ubezpieczeniowe.
– Rosjanie właśnie postraszyli, że mogą wprowadzić zakaz transsyberyjskich lotów europejskich przewoźników lotniczych – dodaje Ewa Fischer z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jednak jej zdaniem o sankcje wobec towarów przemysłowych formalnie może być trudniej niż w przypadku owoców i warzyw, których dotyczą przepisy sanitarne. – Decyzję o tym, że określonych artykułów rolno-spożywczych nie wpuszcza się do kraju, podejmują urzędnicy. W przypadku produkcji przemysłowej kauczuku, kosmetyków, wyrobów dla dzieci czy odzieży wzajemna wymiana jest kwestią kontaktu dwóch firm – mówi Fischer.
– Jednak, jak wynika z moich wieloletnich doświadczeń na tamtejszym rynku, może się zdarzyć tak, że odbiorcy produktów przemysłowych, jeśli znajdą partnera gdzie indziej, sami mogą zrezygnować z zakupu polskich towarów. Powodem może być obawa przed nieprzyjemnościami, jakie mogłyby ich spotkać ze strony władz państwowych. Możliwe są choćby wzmożone kontrole – zastrzega specjalistka z OSW, która przez wiele lat pełniła funkcję radcy w wydziale promocji handlu i inwestycji ambasady w Moskwie. Jak wspomina, do tego rodzaju sytuacji dochodziło w połowie poprzedniej dekady, gdy w Rosji obowiązywało embargo na polskie mięso.
Poszkodowane mogą być polskie firmy transportowe. Zdaniem Janusza Szewczaka firmy zajmujące się międzynarodową logistyką mogą się szybko znaleźć na liście poszkodowanych przez embarga handlowe. – Myślę, że będzie to dla nich poważny problem. Polskie przedsiębiorstwa, które działają na terenie Rosji, mogą zostać dosłownie z dnia na dzień zablokowane – przestrzega główny ekonomista SKOK. Rosjanie pracują bowiem nad przepisami, które miałyby dotyczyć biznesu z tzw. kraju agresora. Gdyby tego rodzaju prawo weszło w życie, działalność dowolnej firmy wywodzącej się z takiego państwa mogłaby być automatycznie blokowana. Projekt ustawy, o którym pisaliśmy na łamach DGP, bardzo szeroko definiuje agresora. Jest nim także kraj, który wprowadza sankcje przeciwko Federacji Rosyjskiej.
– Zablokowanie działania firmy na tej podstawie mogłoby oznaczać bardzo poważne kłopoty, także z ewakuacją majątku czy pieniędzy, szczególnie jeśli Rosjanie wprowadziliby kontrolę przepływu kapitału – uważa Janusz Szewczak. Ewentualne wprowadzenie nowych rodzajów rosyjskich retorsji w opinii ekspertów będzie zależeć od tempa eskalacji konfliktu. – Jeśli dojdzie do kolejnej fali sankcji, nie będziemy traktowani ulgowo – mówi Maciej Jędrzejak z Saxo Banku. Nasz region ucierpiałby najbardziej. Chodzi nie tylko o to, że Rosja potraktowałaby firmy z Europy Środkowej i Wschodniej szczególnie surowo.
– Inwestorzy zagraniczni mogliby uznać, że jest to region mniej pewny, mniej bezpieczny. Takie zjawisko można zaobserwować w przypadku kursów walutowych złotego, forinta czy korony czeskiej – uzasadnia Janusz Szewczak ze SKOK. W jego opinii, gdyby faktycznie doszło do eskalacji konfliktu, a co za tym idzie – i wzajemnych reperkusji gospodarczych, nawet cały prognozowany na ten rok wzrost gospodarczy może zostać zjedzony przez rosyjskie sankcje. Nutkę optymizmu dorzuca jednak Marcin Tarnawski z Instytutu Kościuszki. Jego zdaniem wojna handlowa, do jakiej mogłaby doprowadzić eskalacja konfliktu, nie opłacałaby się żadnej ze stron. Dlatego też skala wzajemnych reperkusji Zachodu i Rosji nie będzie narastać bez końca.

W ubiegłym roku sprzedaliśmy Rosjanom żywność wartą 1,3 mld euro