Firma posiada 68 kopalń ropy i gazu, z czego 46 na terenie Podgórza Karpackiego i Karpat, resztę na zachodzie Polski, w pobliżu Zielonej Góry.

– Mamy bardzo dużo starych kopalń, które balansują na krawędzi rentowności. Dotyczy to głównie karpackich złóż ropy. Dodatkowe obciążenia podatkowe mogą się na nich odbić negatywnie – potwierdza Zbigniew Ząbkiewicz, dyrektor oddziału geologii i eksploatacji PGNiG. Jak podkreśla, sprawa jest niezwykle delikatna, bo region ten charakteryzuje wysokie bezrobocie. To dlatego spółka, by nie zwalniać osób zatrudnionych przy produkcji, utrzymuje, choć niewielkie, wydobycie na bliskich już wyczerpania złożach.

Koszty eksploatacji są stałe. W PGNiG przyznają, że w rezultacie w niektórych kopalniach dopłacają do wydobycia lub wychodzą na zero. Teraz ma się to skończyć. Nieopłacalne kopalnie zostaną zamknięte. – To naturalne, że tam, gdzie złoże jest na wyczerpaniu, a wydobycie jest na skraju opłacalności, nie ma racjonalnych przesłanek do ich utrzymywania – tłumaczy DGP Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PGNiG.

Dodaje, że woli skierować siły i pieniądze w te obszary, gdzie wiadomo, że jest duże prawdopodobieństwo na zwiększenie wydobycia gazu lub potencjał łupkowy. Nie wiadomo, ile i które kopalnie zostaną zamknięte ani ile spośród 33 tys. osób zatrudnionych w koncernie może stracić w związku z tym pracę.

– Podkarpacie nadal jest dla nas perspektywicznym obszarem, który objęliśmy naszym planem poszukiwań. Nie jest tak, że teraz przeniesiemy wszystkie siły na koncesję Wejherowo. Dalej będziemy wiercić w Karpatach – zapewnia Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Jak wyjaśnia, spółka dziś wykorzystuje zupełnie inne technologie niż 20–30 lat temu. – Wiercimy głębiej, schodzimy nawet na głębokość około 7 tys. m. Jeśli zatem zamkniemy jakąś kopalnię, to nie oznacza to wcale, że nie otworzymy drugiej. Chcemy, żeby ludzie mieli pracę, a kopalnie nierentowne były zastępowane przez nowe – zaznacza szefowa koncernu.

Założenia do projektu ustawy o węglowodorach mówią, że opłaty za eksploatację złóż gazu wzrosną z 5,89 zł za każde 1000 m sześc. do 24 zł, a ropy naftowej – z 34 zł za tonę do 50 zł. Wprowadzone zostaną ponadto podatek od wydobycia gazu i ropy na poziomie odpowiednio 5 proc. i 10 proc. wartości wyprodukowanego surowca i 25-proc. danina od zysków osiąganych z wydobycia.

Opłaty za eksploatację 1000 m sześc. złóż gazu wzrosną do 24 zł

Skarb Państwa zabezpieczył się w PGNiG

Nadzwyczajne walne zgromadzenie PGNiG zdecydowało wczoraj o zmianie statutu firmy, która zabezpieczy interesy Skarbu Państwa. Pojedynczy akcjonariusz nie będzie mógł przekroczyć progu 10 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Ograniczenie nie dotyczy Skarbu Państwa, posiadacza 72,4 proc. walorów koncernu, które są warte ok. 20 mld zł.

Kurs PGNiG urósł wczoraj o ponad 5 proc., do najwyższego poziomu od pięciu lat. Za jedną akcję płacono 4,74 zł. Wzrostowi pomógł minister skarbu Mikołaj Budzanowski, który powiedział, że wynegocjowana niedawno z Gazpromem obniżka cen gazu da polskiej spółce 3 mld zł oszczędności rocznie.

Decyzję o zmianach w statucie PGNiG uzasadniano chęcią zabezpieczenia spółki przed wrogim przejęciem. Firma zapewniła też, że nie spotkała się z sygnałami świadczącymi o możliwości takiego przejęcia.

Niedawno podobny zapis w statucie wprowadzili akcjonariusze Grupy Lotos. Funkcjonują one też w innych dużych spółkach ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa – w KGHM, PKO BP, PZU, Tauronie i Orlenie.

W każdym przypadku powód jest ten sam – ochrona przed potencjalnym wrogim przejęciem. Wprowadzenie takich zapisów pozwala Skarbowi Państwa na bezpieczne zejście poniżej 50 proc. akcji w spółkach.

Mniejszościowe pakiety państwowych firm mają zasilać Inwestycje Polskie, program tworzony w celu finansowania największych inwestycji infrastrukturalnych w kraju. Resort skarbu zastrzegał jednak ostatnio, że wzmocnienie SP poprzez ograniczenie głosów innym akcjonariuszom nie jest związane z przygotowywaniem do sprzedaży części akcji PGNiG czy Lotosu.