Jeszcze na dobre nie wysechł atrament na porozumieniu, jakie kilka wielkich państwowych firm podpisało w sprawie wspólnych prac nad poszukiwaniem gazu łupkowego, a już szykuje się kolejny sojusz – przy budowie elektrowni atomowej.
Trudno odmówić sensu takim przedsięwzięciom: konieczne nakłady (chodzi o dziesiątki miliardów złotych) można rozłożyć na kilku partnerów, a jednocześnie państwo zachowuje kontrolę nad całym przedsięwzięciem. Ale są i skutki uboczne.
Na przykład to, że mowa przecież o spółkach giełdowych, więc ryzyko jest przerzucane też na prywatnych akcjonariuszy. Albo to, że jesteśmy bliscy tworzenia wielkich państwowych konglomeratów, które mogą zmienić krajobraz polskiego biznesu. Z jednej strony skończą się być może narzekania typu „panie, przecież teraz u nas nie ma żadnego przemysłu” (autentyczne z wczorajszego poranka w supermarkecie na warszawskim Żoliborzu). Z drugiej zaś – skoro razem idziemy po łupki, po atom, to może pójdźmy i po... (tu można wpisać sobie jakiś wymagający miliardów, ale zgodny z racją stanu pomysł).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.