Wokół jądrowego programu Polskiej Grupy Energetycznej utworzone zostanie przymierze na wzór zawiązanego ostatnio sojuszu łupkowego – dowiedział się DGP. PGE, która odpowiada za realizację inwestycji, potrzebuje od 35 do 38 mld zł na sfinansowanie budowy elektrowni o mocy 3000 MW do 2025 r. Problem w tym, że na wykonanie wszystkich zaplanowanych w strategii projektów w tym czasie musi zebrać co najmniej 146 mld zł. To nie będzie łatwe, zaś program budowy reaktorów rząd uważa za strategiczny ze względu na bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Kto dołoży się do budowy atomu? Udziałem w programie jądrowym PGE najpoważniej zainteresowany jest Tauron – ustalił DGP. – Nasza strategia przewiduje posiadanie źródeł jądrowych w miksie paliwowym do 2025 r. – przypomina Joanna Schmid, wiceprezes Tauronu.

Spółka produkuje dziś ponad 90 proc. energii z węgla obłożonego najwyższym unijnym podatkiem klimatycznym. Musi to zmienić i będzie dywersyfikowała źródła mocy. Jednym ze sposobów jest pozyskanie ok. 800 MW z atomu, co odpowiada co najmniej 25 proc. pierwszej elektrowni PGE. Jeśli faktycznie taki udział przypadłby Tauronowi, spółka musiałaby wyłożyć na stół co najmniej 9,5 mld zł. W zamian otrzyma udział w mocach „czystej” elektrowni.

Kamil Kliszcz, analityk DI BRE, uważa, że choć decyzja o zdywersyfikowaniu źródeł paliw przez Tauron jest dobra, to zaangażowanie w projekt jądrowy może wymagać przemodelowania już napiętego programu inwestycyjnego spółki.

– Pierwsze większe nakłady na budowę reaktorów trzeba będzie pewnie ponosić dopiero za 6 – 7 lat, ale to tylko utrudnia podjęcie decyzji o wejściu w projekt. Bo jak wtedy będą się kształtować ceny uprawnień do emisji CO2 i ceny węgla, od których zależy opłacalność kosztownej energetyki jądrowej? – zastanawia się analityk, który uważa, że budowa atomowego sojuszu może potrwać nawet dwa lata. Z tego powodu nie można jeszcze mówić o wpływie jądrowych planów na wartość spółek deklarujących gotowość do współfinansowania inwestycji.

Zapowiedź Joanny Schmid o wejściu Tauronu w program jądrowy PGE oznacza, że do sojuszu przystąpić musiałby także KGHM, który szukając nowych źródeł przychodów, postawił na energetykę. Wspólnie z Tauronem chce stawiać blok o mocy 840 na gaz za ok. 3 mld zł. Miedziowa spółka już za czasów poprzedniego ministra skarbu, którym był Aleksander Grad, nowy szef spółek jądrowych w PGE, pracowała nad wspólnym z Tauronem zaangażowaniem się w energetykę atomową. Teraz KGHM wraca do tej koncepcji, ale już w układzie z PGE.

– Jeśli wynegocjujemy warunki, które spełnią oczekiwania KGHM, nie wykluczam naszego udziału w tym projekcie – deklaruje Herbert Wirth, prezes miedziowej spółki.

PGE z pewnością liczy na pieniądze miedziowego kolosa. Podobnie jak PGNiG, który wokół programu odwiertów łupkowych zgromadził PGE, KGHM, Tauron oraz Eneę.

Nieoficjalnie wiadomo, że łączeniu sił sprzyja resort skarbu. Zastrzega, że ostateczna decyzja o wejściu w inwestycję zostanie podjęta przez spółki po dokonaniu analiz finansowych i warunków udziału w projekcie. Podobne stanowisko ministerstwa obowiązywało przed zawiązaniem sojuszu łupkowego, ale ostatecznie weszli do niego nawet ci, którzy specjalnie się do tego nie palili, jak KGHM.

– Decyzje o ewentualnym udziale w projekcie będą decyzjami biznesowymi. O ile wspólny program będzie realizowany przez grupę podmiotów, minister skarbu jako akcjonariusz uczestników takiego projektu oczekuje efektu synergii – usłyszeliśmy w biurze prasowym resortu.

Pierwsze większe nakłady na budowę reaktorów firmy poniosą za 6–7 lat