Najważniejsze informacje przychodzą teraz z Niemiec. I nie chodzi tu nawet o dane makroekonomiczne, które ostatnio były nie najgorsze, ale przede wszystkim o wieści z politycznego frontu naszego zachodniego sąsiada.
W zeszłym tygodniu cały światowy rynek finansowy oczekiwał z niecierpliwością głosowania w Bundestagu nad rozszerzeniem EFSF, czyli Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej. Brak większości wśród rządzącej w Niemczech koalicji byłby sygnałem, że Europa z powodów politycznych nie jest już w stanie w ogóle dalej radzić sobie z kryzysem. Ale to jedno głosowanie nie przesądza o losach strefy euro. Czeka nas jeszcze seria podobnych głosowań w innych parlamentach, a wyzwania na przyszłość znacznie przewyższają kwoty, na które zgodził się w zeszłym tygodniu parlament niemiecki. W Niemczech rośnie sprzeciw wobec dalszego pompowania pieniędzy w Grecję, a rynki oczekują coraz większych sum na ratowanie zagrożonych krajów. Problem będzie narastał. Bo za obecny kryzys w ten czy w inny sposób trzeba będzie zapłacić.
Kolejne newsy pochodzą z bulwarówki „Bild” i są cytowane przez poważne agencje informacyjne. Najgorętszy w zeszłym tygodniu był przeciek z wewnętrznego spotkania polityków rządzącej partii, na którym jakoby przekazano informacje o przygotowaniach do ogłoszenia upadłości Grecji w grudniu. Kilka dni później doszła jeszcze kolejna informacja, że z ust pani kanclerz padła deklaracja, iż nie wyklucza ona upadłości Grecji. W sumie nie ma się co dziwić, świat finansowy żyje dziś plotką, bo to od decyzji polityków będą zależeć losy strefy euro.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.