W pierwszych dwóch kwartałach tego roku zużycie stali w Polsce wzrosło o 14 proc. Z danych Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynika, że osiągnęło świetny wynik – blisko 1,6 mln ton. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na stal zwiększył się także import, który już dziś pokrywa około 55 proc. krajowych potrzeb.

– Pierwsze dwa kwartały tego roku nie są złe. Rosnąca produkcja generuje większe zapotrzebowanie na stal. Zdajemy sobie jednak sprawę z sytuacji gospodarczej, w jakiej znalazła się Europa. Dlatego przestrzegam przed hurraoptymizmem – podkreśla Marcin Witczak, prezes spółki ATS, największy w Polsce importer ukraińskiej stali.

Problem z konkurencyjnością

Sytuacja gospodarcza Europy to niejedyny problem branży. W porównaniu do zakładów w innych częściach świata konkurencyjność sektora hutniczego na naszym kontynencie spada. To przede wszystkim efekt pakietu klimatycznego, który określa dopuszczalne poziomy emisji dwutlenku węgla dla krajów członkowskich UE. W efekcie przemysł stalowy w Unii, w tym w Polsce, przegrywa z rynkami z innych stron świata, głównie chińskim.

Eksperci mówią wprost: w dłuższej perspektywie polski rynek stali może wpaść w poważne kłopoty. Sanjay Samaddara, prezes ArcelorMittal Poland, zwraca uwagę na niepokojąco niski wskaźnik innowacyjności w naszym kraju. W 2009 roku wynosił on zaledwie 0,68 proc. PKB i był jednym z najgorszych w Unii Europejskiej (unijna średnia to 1,92). Wysokość wskaźnika to barometr otwarcia wewnętrznego rynku na inwestycje; to także sygnał, na ile gospodarka jest przygotowana do konkurowania z innymi rynkami. Jeżeli wskaźnik jest niski, świadczy to o słabych perspektywach rozwoju sektorów wykorzystujących nowe technologie.

Samaddara przekonuje, że w przypadku sektora hutniczego udało się zachować ciągłość inwestycji. – ArcelorMittal wydał ponad 4,5 mld zł na projekty modernizacyjne w polskich hutach. Także w kryzysowych latach 2009 i 2010 kwota przeznaczona przez firmę na inwestycje przekroczyła 500 mln zł – mówi.

Budowy ruszą w tym roku

Eksperci przyznają, że polski rynek stali jest niestabilny. Boom w latach 2007 – 2008 zakończyła głęboka zapaść wywołana globalnym kryzysem ekonomicznym w 2009 roku. W zeszłym roku popyt znowu się odrodził. Analitycy twierdzą, że niezła koniunktura – spowodowana głównie rozbudową infrastruktury sportowej i transportowej związanej z przygotowaniami do Euro 2012 – może utrzymać się do 2012 roku. Wyższy popyt na produkty stalowe to zasługa koniunktury w sektorze motoryzacyjnym, a także w branży AGD i RTV. Natomiast ciągle nie może wyjść z tarapatów sektor budowlany, od którego w dużej mierze zależy produkcja konstrukcji stalowych. Część ekspertów twierdzi, że ożywienia na rynku można spodziewać się w przyszłym roku. Bardziej optymistyczna jest Polska Unia Dystrybutorów Stali – według niej zużycie stali zbrojeniowej powinno wzrosnąć już w tym roku.

Oznaki poprawy na polskim rynku stali gotowej widać było już w zeszłym roku – zużycie wyniosło 9,82 mln ton i było o 20 proc. wyższe niż to odnotowane w 2009 roku. Szacuje się, że w tym roku wynik może być o kolejne kilkanaście procent wyższy. O ile, oczywiście, nie uderzy w nas rykoszetem spowolnienie na całym rynku unijnym.