W maju w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku produkcja przemysłowa wzrosła o 7,7 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. Jednocześnie była o 2,6 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej i zgodna z oczekiwaniami ekonomistów. Tylko nieliczni z nich uważali, że liczona rok do roku przyspieszy o 10 proc. i więcej.

Dwucyfrowe wzrosty obserwowaliśmy jeszcze do lutego, jednak zdaniem większości ekspertów było to odbicie pokryzysowe. Teraz sytuacja się normalizuje.

– Powinniśmy przywyknąć do wzrostów w przedziale 5 – 10 proc. – uważa Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości. Zwraca on uwagę, że obecnie przedsiębiorstwa nie mają bodźców do zwiększania produkcji. Na ich niekorzyść działa to, że hamuje tempo wzrostu eksportu, dodatkowo szaleje inflacja (w maju poszła w górę o 5 proc.), tempo wzrostu wynagrodzeń jest zbyt niskie (4,1 proc.). Te dwa ostatnie wskaźniki wstrzymują wybuch popytu wewnętrznego.

Niemniej powodów do załamywania rąk firmy produkcyjne raczej nie mają. W maju wzrost produkcji odnotowało 25 działów z 34 analizowanych – o trzy więcej niż w kwietniu. Tak jak ma to miejsce od kilku miesięcy, największe wzrosty notują producenci wyrobów z metali i surowców niemetalicznych, czyli z sektorów silnie powiązanych z eksportem, a także rynkiem budowlanym – w ich wypadku nierzadko przekraczają one 20 proc.

Same przedsiębiorstwa budowlane także nie mają na co narzekać – odnotowały niemal 24-proc. wzrost produkcji, przede wszystkim dzięki inwestycjom infrastrukturalnym. Budownictwo mieszkaniowe na razie rozwija się bez rewelacji, ale wzrost pozwoleń na budowę świadczy o tym, że pod koniec tego roku oraz w przyszłym i ta branża przyspieszy.