Rosnąca siła nabywcza Polaków i dobra sprzedaż detaliczna sprawiły, że po Niemczech jesteśmy najatrakcyjniejszym rynkiem dla inwestorów. Na naszych ulicach pojawią się w tym roku sklepy nowych globalnych marek odzieżowych i gastronomicznych.

Nowe sieci handlowe i światowe firmy usługowe szykują się do ekspansji na nasz rynek. Dziś w Polsce działa ponad 30 proc. koncernów o globalnym zasięgu. Z raportu CB Richard Ellis, międzynarodowej firmy doradczej, wynika, że w tym roku pojawi się kolejne 10 proc. nowych globalnych marek. Po Niemczech stanowimy drugi najbardziej atrakcyjny rynek detaliczny w Europie, na Środkowym Wschodzie i w Afryce. Wyprzedziliśmy takie kraje jak Francja, Hiszpania i Wielka Brytania, która zamyka wielką piątkę planowanych ekspansji. Sieci, które są zainteresowane wejściem do Polski, jest przeszło tysiąc. Część z nich deklaruje rozwój na zasadzie franczyzy.

– W tym roku przybędzie 120 konceptów franczyzowych, z których 30 będą stanowiły sieci zagraniczne nieobecne jeszcze na naszym rynku – wyjaśnia Michał Wiśniewski z firmy doradczej Profit System. Będą to głównie firmy z branży odzieżowo-obuwniczej i gastronomicznej. Jeśli chodzi o kraj pochodzenia, dominują koncepty z Francji i Włoch. Ale są też firmy z USA, Turcji, Litwy i Łotwy. Wśród marek odzieżowych, które mogą zaistnieć już w tym roku, są LC Waikiki i Bushman. Rozpoczęły poszukiwania lokalizacji i partnerów do współpracy. LC Waikiki chce otwierać salony o powierzchni 1,5 tys. mkw. w centrach handlowych w największych miastach.

Chęć wejścia na nasz rynek zadeklarowały też Vertbaudet oferująca ubrania dla dzieci oraz Adolfo Dominguez posiadająca 600 sklepów z ekskluzywną odzieżą dla dorosłych w 27 krajach. Według raportu przygotowanego przez GfK Polonia i Jones Lang LaSall najbardziej pożądanymi sieciami, których jeszcze nie ma w Polsce, są Gap, Abercrombie & Fitch, i Atmosphere. Wśród marek, które już są w naszym kraju, klienci najbardziej wyczekują na sklepy sieci H&M, Zara, Next, Top Shop czy Primark.

Atrakcyjny dla inwestorów jest też nasz rynek restauracji fast food, który jako jedyny obronił się przed kryzysem. Dlatego w Polsce pojawi się firma Mezzo di Pasta, która ma już 130 lokali we Francji. Zapowiada się też wielki powrót marki Yogen Fruz, która kilka lat temu wycofała się Polski. – Pierwszy lokal powinna uruchomić w sierpniu. W tym roku powstaną dwa – mówi Anita Gagoś z firmy AG Consult.

O atrakcyjności Polski świadczy też rosnąca siła nabywcza. W 2010 r. według danych GfK Polonia wyniosła 21 886 zł na osobę, niemal o 600 zł więcej niż w 2006 r. Dlatego też rośnie sprzedaż detaliczna: w zeszłym roku wzrosła o 6,6 proc., a w 2009 r. o 7,2 proc. Dla porównania w Hiszpanii była przez ostatnie dwa lata na minusie (-0,3 proc. w 2009 r. i -6,1 proc. w 2010 r.), podobnie jak np. na Węgrzech (-3,6 proc. w 2010 r.) czy Czechach (-0,6 proc.).

Według raportu firmy CB Richard Ellis w Polsce działa ponad 30 proc. miedzynarodowych sieci handlowych i usługowych. Do końca roku będzie ich o 10 proc więcej. Dominować będą marki odzieżowe i gastronomiczne. Żaden z tych rynków nie jest jeszcze wystarczająco nasycony. Potwierdza to najnowszy raport GfK Polonia i Jones Lang LaSalle. Wynika z niego, że poziom nasycenia markami różnych kategorii maleje wraz z wielkością rynku. Warszawa ma najwyższy wskaźnik penetracji wszystkich badanych marek, sięgający 94 proc. W dużych aglomeracjach wynosi on 58 proc., w miastach średniej wielkości – 28 proc., natomiast najmniejsze rynki pokryte są zaledwie w 11 proc.

Nowe marki na polski rynek chce wprowadzić firma R&D Poland. – W naszym portfolio jest już około 30 znanych brandów, m.in. Armani Jeans, Furla czy Guess. Pracujemy obecnie nad rozszerzeniem tej liczby o kolejne marki – deklaruje Angelika Pranke z R&D Poland,

Polskim rynkiem interesują się też firmy usługowe, m.in. szkoły językowe Wall Street Institute z Hiszpanii, Linguaphone z Wielkiej Brytanii czy Mathnasium – centrum szkoleniowe specjalizujące się w nauczaniu matematyki dzieci i młodzieży od 4. do 18. roku życia.

Marki chcące zadebiutować w Polsce rozwijają się w Polsce na trzy sposoby. Pierwszy polega na uruchamianiu tylko własnych sklepów. Tych sieci jest jednak coraz mniej na rynku. Drugi polega na rozpoczęciu sprzedaży licencji na prowadzenie biznesu, gdy kilka własnych placówek sprawdzi się na nowym rynku, to znaczy zacznie przynosić oczekiwane przychody. – Trzeci, który obierają marki traktujące polski rynek bardziej marginalnie, polega na znalezieniu master licencjobiorcy, który w ich imieniu zajmie się rozwojem sieci w danym regionie – tłumaczy Adam Wroczyński z Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych.

Taki sposób rozwoju w Polsce obrała łotewska sieć Attirance, zajmująca się produkcją i sprzedażą naturalnych kosmetyków. Koszt zakupu licencji master wynosi 60 tys. euro. Licencjobiorca musi liczyć się z kosztem 150 – 200 tys. euro przy budowie całej sieci w Polsce, otwierając minimum 35 sklepów.

– Marki wybierają franczyzę, bo pozwala ona szybciej osiągnąć efekt skali na nowym rynku – wyjaśnia Michał Wiśniewski z firmy doradczej Profit System.

Według niego zagranicznym markom będzie jednak coraz trudniej rozwijać się na polskim rynku, gdyż rodzime firmy stają się coraz bardziej aktywne.

PRAWO

Jak korzystać z franczyzy

Franczyzobiorcą zostaje się przez zakupienie licencji, a wraz z nią know-how na prowadzenie biznesu. Coraz więcej firm, by przekonać do swojego konceptu przedsiębiorców, w obliczu rosnącej konkurencji rezygnuje z pobierania opłaty za wejście w swoje szeregi. W takiej sytuacji trzeba liczyć się z obowiązkiem płacenia co miesiąc określonych kwot za możliwość działania w ramach sieci. Jest to swojego rodzaju pensja dla franczyzodawcy. Zasadą franczyzy jest też to, że franczyzobiorca zawiera umowę w imieniu własnym i działa na własny rachunek.