Rada Ministrów ma dzisiaj przyjąć założenia makroekonomiczne (patrz grafika), na podstawie których zostanie skonstruowany budżet. Zajmie się też wieloletnim planem finansowym państwa na lata 2011 – 2014. Tempo jest ekspresowe – rząd chce doprowadzić do jego uchwalenia najszybciej po 1989 roku. W poprzednich latach założenia były znane najwcześniej w czerwcu, a sam projekt we wrześniu. Tym razem, jeśli rząd przyjmie dzisiaj założenia, to według zapewnień resortu finansów wstępny projekt ma być znany w ciągu miesiąca. Potem czekałyby go konsultacje z Komisją Trójstronną i przyjęcie przez rząd. Może się to stać na przełomie maja i czerwca. Zaraz potem budżet będzie już w Sejmie. Parlament miałby wtedy na uchwalenie ustawy czas do końca lipca – przed wakacyjną przerwą, która zaczyna się w sierpniu.

Kłopotliwe PSL

Na przeszkodzie tego ekspresowego scenariusza mogą jednak stanąć ludowcy, sceptyczni wobec tego pomysłu. – Nie sądzę, by wcześniejsze uchwalenie było możliwe, ale jak minister złoży projekt, będziemy rozmawiać – mówi szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. Jacek Rostowski, minister finansów, ma jednak mocny argument. Jeśli budżet nie zostanie przyjęty teraz i zacznie się normalny tryb prac, Sejm nie zdąży go uchwalić w tej kadencji. Ponieważ, jeśli rząd przygotuje projekt we wrześniu, to na prace w parlamencie zostaną góra dwa – trzy tygodnie. Wybory mają odbyć się w końcówce października. W takim przypadku w Sejmie odbyłoby się zapewne zaledwie pierwsze czytanie i prace nad budżetem zostałyby zakończone. – Jeśli rząd złoży budżet do września, to kolejny raz projekt zostanie wniesiony przez nowy gabinet po wyborach – mówi Sławomir Neumann z PO, poseł sejmowej komisji finansów publicznych. To by oznaczało, że projekt ponownie trafiłby do Sejmu w grudniu, a zostałby uchwalony dopiero w lutym lub marcu. Do tego czasu rząd dysponowałby państwową kasą w 2012 roku na podstawie projektu.

Strach przed podwyżkami

Jednak już samo pojawienie się projektu w apogeum kampanii wyborczej mogłoby sprawić, że stałby się tematem numer jeden i sprowokować licytację życzeń różnych zainteresowanych grup i postulaty opozycji dotyczące np. podwyżek. Mogłyby się też pojawić obietnice PO, których trudno byłoby dotrzymać.

To dlatego wcześniejszy termin uchwalenia ustawy forsuje Jacek Rostowski. Tym bardziej że zapowiedzi zbliżającej się licytacji pojawiają się już teraz. MON chce np. podwyżek dla żołnierzy, a minister pracy Jolanta Fedak myśli o podwyższeniu progów uprawniających do otrzymywania świadczeń rodzinnych.

– Kryzys finansów publicznych w Europie jeszcze się nie skończył. Nie możemy iść w odwrotną stronę niż cała UE. To byłoby igranie z ogniem – mówi wiceminister finansów Ludwik Kotecki.