Afrykańska rewolucja, która zatrzymała sprzedaż wycieczek, głównie do Egiptu i Tunezji, uderzyła w firmy obsługujące loty czarterowe. Jeszcze pod koniec zeszłego roku na pokłady samolotów lecących do Egiptu wsiadało blisko 100 tys. osób miesięcznie, a co trzecia maszyna wioząca turystów kierowała się właśnie tam. Dziś biura podróży z trudem zbierają turystów na dwa – trzy rejsy tygodniowo.

Nawet z ogromnym spadkiem przewozów w tym segmencie rynku liczy się PLL LOT, największy gracz na polskim rynku. W 2011 r. firma chce przewieźć tylko 300 tys. pasażerów – o 40 proc. mniej niż rok temu. Leszek Chorzewski, rzecznik prasowy LOT-u, uzasadnia tak duży spadek sytuacją na rynku turystycznym. – Ruch pasażerów prognozujemy na podstawie kontraktów z biurami podróży – tłumaczy Chorzewski.

Marek Andryszak z TUI Poland uważa, że nie będzie aż tak tragicznie, jak prognozuje LOT. – Tak stałoby się, gdyby ci, którzy wybierali się na urlop do Afryki, nie pojechali nigdzie – mówi. Z jego prognoz wynika, że przynajmniej połowa amatorów Egiptu i Tunezji wybierze inne kierunki. Wtedy rynek czarterowy skurczy się o 20 proc. Ekspert zaznacza, że na razie nie ma jeszcze dramatu. Sprzedaż wycieczek zagranicznych utrzymuje się na poziomie z zeszłego roku, którego końcówka była znakomita.

Skorzystały na tym linie czarterowe, które zakończyły 2010 r. kolejnym rekordem. Na pokłady wsiadło 3,2 mln pasażerów – o 9 proc. więcej niż w 2009 r. Na podstawie tak dobrych wyników Tomasz Dziedzic z Instytutu Turystyki spodziewał się powtórzenia tego wyniku również w 2011 r. Teraz liczy się z 10 – 12-proc. spadkiem rynku.

– Nawet jeżeli założymy, że Polacy przestaną podróżować do Egiptu i Tunezji, trudno przypuszczać, że ponad milion osób zrezygnuje z urlopów – mówi.

– Choć na razie Egipt i Tunezja się nie sprzedają, to wszyscy wiedzą, że wcześniej czy później turyści tam wrócą – komentuje Mariusz Szpikowski, prezes Air Italy Polska.

Rysuje kilka scenariuszy korzystnych dla konsumentów, ale groźnych dla przewoźników i touroperatorów. Po uspokojeniu sytuacji politycznej w Afryce może dojść do wojny cenowej. Skorzystają również turyści wybierający się do innych krajów, bo okaże się, że przygotowanych alternatywnie miejsc w Grecji, Turcji czy na Wyspach Kanaryjskich jest za dużo. Żeby je sprzedać, potrzebne będą więc dodatkowe promocje.

Ta sytuacja dodatkowo utrudni działalność liniom lotniczym, bo dopasowując ofertę do rynku, będą musiały zejść z ceny. W branży lotniczej już obstawiają zakłady, która linia padnie pierwsza.