Autopromocja

Ekonomiczna wojna o alkohol

Johnnie Walker
Johnnie WalkerBloomberg
29 stycznia 2011

Niewiele rzeczy dzieli dziś ekonomistów tak bardzo jak alkohol. Niekiedy wywołuje on ostrzejsze spory niż wysokość podatków, walka z bezrobociem czy rola państwa w gospodarce.

Konsensusu nie widać chociażby w oczywistej z pozoru kwestii: czy nadmierne picie jest dobre, czy złe dla gospodarek narodowych.

Z początku prym wiodła frakcja antyalkoholowa. Jej członkowie przytaczali wiele silnych argumentów. Policzyli na przykład śmiertelność wywołaną piciem, która prowadzi do przedwczesnego uszczuplenia rezerwuaru siły roboczej oraz zwiększenie zachorowalności na niektóre dolegliwości, np. wątroby, za które płacimy wszyscy poprzez finansowanie z podatków systemu opieki zdrowotnej. Dowodzą też, że pijący są mniej efektywni w pracy. Prosty rachunek pokazuje, że w rozwiniętych państwach Zachodu z powodu nadmiernego picia PKB jest co roku niższy o 1 – 3 proc. Autorzy analiz brali nawet pod uwagę zyski, które sprzedaż – specjalnie przecież opodatkowanego – alkoholu przynosi budżetowi. Pokazali, że zmieniają one rachunek kosztów tylko marginalnie, bo państwa od dawna nie zarabiają na sprzedaży alkoholu tak dobrze jak kiedyś. Jeszcze pod koniec XIX w. przynosiła ona Koronie brytyjskiej (najsilniejszej ówczesnej gospodarce) prawie połowę rocznego budżetu. Dziś to nie więcej niż 5 proc. U nas jest tylko trochę lepiej. Według Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego w 2009 r. konsumpcja alkoholu w Polsce wzbogaciła rodzimy budżet o mniej więcej 10 mld zł – co stanowi 3,7 proc. – wliczając w to opłaty za udzielenie zezwoleń na hurtowy i detaliczny obrót wyrobami spirytusowymi.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.