Firmy, które już wcześniej miały kłopoty finansowe, ratują się sprzedażą aktywów. Inwestują więc ci, którzy chcą zwiększyć swój potencjał.
Listopad obfituje w decyzje i spekulacje na temat fuzji i przejęć z branż dotkniętych pandemią. Jedną z nich są linie lotnicze, których obroty dramatycznie spadły na skutek lockdownu. Decyzja o połączeniu może być zatem ratunkiem przed upadłością. Widać to na przykładzie koreańskich przewoźników – Korea Air i Asiana Airlines. Ich połączenie to kolejna próba ratowania Asiany, która już wcześniej miała poważne kłopoty finansowe – w 2019 r. państwo wpompowało w nią 2,8 mld dol., a i tak wiosną firma ogłosiła, że ma długi przekraczające 11 mld dol. W obliczu covidowego zamrożenia spółka stanęła nad przepaścią. Dlatego rząd dał już zielone światło dla wartej 1,6 mld dol. transakcji, bo to dla niego szansa na utrzymanie miejsc pracy i ograniczanie kosztów wynikających z kolejnych pakietów pomocowych. Ogłoszony w tym miesiącu plan uczyniłby koreański podmiot 10. największą linią lotniczą świata.
Problemy finansowe dotykają też inny azjatycki koncern – w poniedziałek Bloomberg poinformował, że Nissan rozgląda się za potencjalnym kupcem należących do niego udziałów w Mitsubishi. To oznaczałoby, że spółka, która także wcześniej wpadała w tarapaty finansowe i planowała interwencję poprzez zmniejszanie mocy produkcyjnych i wycofanie się z produkcji w Hiszpanii, zmuszona jest jeszcze intensywniej szukać gotówki. I choć plotki te zostały szybko zdementowane przez centralę japońskiego koncernu, to inwestorzy liczą na taki obrót sprawy – wiadomość przyjęli optymistycznie, o czym świadczą rosnące akcje spółki na parkiecie w Tokio.
Reklama
Koszty starają się też zmniejszać niektóre instytucje finansowe będące na skutek pandemii pod jeszcze większą presją poszukiwania oszczędności. Przedwczoraj ogłoszono zawarcie umowy na przejęcie przez PNC Financial Services amerykańskiej części hiszpańskiego BBVA za blisko 12 mld dol. W efekcie ma powstać piąty co do wielkości bank detaliczny w USA. Hiszpanie zdecydowali, że uzyskane pieniądze wykorzystają na własnym podwórku. Jeszcze tego samego dnia pojawiły się informacje, że chcą przejąć lokalnego konkurenta – Sabadell. To zresztą oznaczałoby już kolejną konsolidację na tamtejszym rynku. We wrześniu podobną decyzję ogłosił CaixaBank, który chce przejąć Bankię. Tym samym stanie się największym pożyczkodawcą na Półwyspie Iberyjskim.
Podobną tendencję widać we Włoszech, gdzie konsoliduje się szybko rosnący rynek usług płatniczych. Tamtejszy potentat Nexi w ciągu miesiąca przeprowadził dwie duże transakcje – w ubiegłym miesiącu zdecydował o kupnie dostarczającej technologii dla sektora bankowego firmy SIA. Jak się spekuluje, cena może wynieść ok. 5 mld dol. Teraz postanowił przejąć duński Nets, który wcześniej zainwestował m.in. w polską platformę Przelewy24. W tym przypadku transakcja ma kosztować ponad 9 mld dol. Prezes firmy Paolo Bertoluzzo podkreślił, że operacje czynią Nexi nie tylko silniejszym, lecz także bezpieczniejszym. Jak dodał, można spodziewać się dalszych transakcji zwiększających obecność spółki na rozwijających się rynkach, m.in. polskim i niemieckim.

Reklama
Nie wszyscy jednak uważają duże transakcje za dobry sposób na przetrwanie pandemicznej zawieruchy. Jak przyznawał przedwczoraj prezes Deutsche Banku Christian Sewing, jego firma zamiast na przejęciach, w przyszłym roku skupi się przede wszystkim na restrukturyzacji.
Niektóre firmy podtrzymały swoje wcześniejsze decyzje o transakcjach, choć sytuacja mogłaby skłaniać do rezygnacji z nich. Tak było w branży spożywczej, gdzie największa amerykańska sieć Walmart zdecydowała o wyprowadzce z Japonii pomimo ogólnie korzystnej sytuacji w branży spożywczej. Jak poinformowała przedwczoraj amerykańska agencja Associated Press, gigant sprzedał 85 proc. swoich udziałów w sklepach Seiyu za 1,65 mld dol.
Już wcześniej mówiło się o tym, że chce wycofać się z powodu silnej konkurencji, jednak dziwić może fakt, że pandemia nie zmieniła tej oceny – zwłaszcza że nowy nabywca już ogłosił, że upatruje szanse w rosnącym w Japonii, podobnie jak w innych krajach, kanale sprzedaży online. Całość ma zostać sfinalizowana na początku przyszłego roku.
Choć początkowo COVID-19 utrudniał realizację części wcześniej zawartych umów fuzyjnych, ostatecznie firmy dochodzą do porozumienia. Sam koronawirus stał się natomiast dobrym pretekstem do renegocjacji wcześniej zatwierdzonej ceny. Tak było w przypadku największego połączenia marek luksusowych. Przed COVID-19 francuskie LVMH (właściciel m.in. Louis Vuitton) zgodziło się przejąć amerykańskiego Tiffany’ego za 16,2 mld dol. Potem, za sprawą lockdownu i słabych wyników kontrahenta, Francuzi usiłowali się wycofać. Choć obie strony straszyły postępowaniem sądowym, to ostatecznie pod koniec października osiągnęły konsensus. Cena będzie jednak niższa o ok. 425 mln dol.
Podobny przypadek dotyczy dwóch funduszy inwestycyjnych zarządzających centrami handlowymi w USA – Taubman Centers i Simon Property. Przed pandemią druga z nich zadeklarowała, że kupi pierwszą za 3,6 mld dol. Potem jednak zmieniła zdanie, argumentując, że wartość firmy ucierpiała znacznie bardziej niż jej konkurentów. Tak jak było z LVMH i Tiffany, sprawę załatwiła obniżka ceny – o ok. 800 mln dol.