Nie sprawdziły się przepowiednie przedsiębiorców oraz organizacji biznesu. Jakkolwiek kondycja sektora jest znacznie gorsza niż rok temu, to mafiozów na ulicach, tworzących szarą strefę pożyczania, nie widać.
Firmy pożyczkowe miały upaść, a ludzie mieli zacząć pożyczać od łysych jegomości z bejsbolami. Tak twierdziły organizacje przedsiębiorców tuż przed przyjęciem przepisów antylichwiarskich w marcu 2020 r. (Dz.U. z 2020 r. poz. 374; nowe regulacje drastycznie obniżyły limity kosztów pozaodsetkowych, które mogą naliczać firmy pożyczkowe poza oprocentowaniem). I jak na razie większość firm działa nadal, zaś o przypadkach mafijnych pożyczek nie słychać. Nadal co najwyżej niektórzy mówią, że „już niebawem tak się stanie”.
– Nie stanie się. Rynek dość dobrze dostosował się do gorszych czasów. Wszyscy rozumieją, że to nie okres prosperity, trzeba przetrwać 2–3 trudne lata. Ale do biznesu nie dokładamy – mówi wiceprezes jednej z największych firm pożyczkowych na rynku. Przyznaje zarazem, że nowe przepisy przełożyły się lub w najbliższym czasie przełożą się na upadłości tych firm, które od dawna balansowały na granicy opłacalności prowadzenia biznesu.