Co z obecną pomocą, która została już uchwalona w ramach tarczy antykryzysowej? Czy przedsiębiorcy, którzy z niej korzystają mogą także zwrócić się o wsparcie do PFR?

Tarcza antykryzysowa zawiera trzy główne komponenty o wartości ponad 300 mld zł, dotyczące wsparcia firm i ochrony miejsc pracy. Pierwszy, to są środki z budżetu państwa np. zwolnienia ze składek na ZUS, dofinansowanie wynagrodzeń na postojowym lub przy w obniżonym wymiarze pracy, czy wydatki inwestycyjne. Drugi instrument to gwarancje kredytowe, czy dopłaty Banku Gospodarstwa Krajowego, które mają pomóc w finansowaniu kredytowym w sektorze bankowym o wartości od 50 do 100 mld zł. Tutaj ważne są także ubezpieczenia obrotu KUKE. Dostępność płynności w bankach wspiera NBP, a KNF wydał pakiet impulsów nadzorczych, które umożliwiają instytucjom finansowym np. udzielanie nowych kredytów lub wakacje kredytowe. Trzecim działaniem jest bezpośrednie wsparcie dla przedsiębiorców, głównie na dofinansowanie miejsc pracy, przez PFR na kwotę 100 mld zł. Cała tarcza to skoordynowane działanie rządu, NBP, UOKiK, KNF, ZUS i instytucji w ramach grupy PFR. Zakładamy, że te finansowania będzie można łączyć. Finalnie zależy to warunków zgody Komisji Europejskiej, która powinna być udzielona w ciągu najbliższych 5-10 dni.

Na ile tarcza PFR jest gotowa do użycia już? Czy trzeba będzie uchwalić jakieś nowe przepisy, aby ją wdrożyć?

To wsparcie finansowe było już elementem pakietu ogłoszonego w połowie marca, który wszedł w życie od początku kwietnia poprzez m.in. zmiany w ustawie o systemie instytucji rozwoju. Wtedy już się przygotowaliśmy pod ten program i zaczęliśmy rozmowy z KE jaką pomoc możemy dawać przedsiębiorcom. Teraz premier przedstawił program w skali większej niż pierwotnie planowana, ponieważ niestety w związku z koronawirusem, realizują się te negatywne scenariusze dla gospodarki europejskiej. Ramy prawne są jednak gotowe.

Czemu proponowane obecnie rozwiązania nie weszły więc w życie od 1 kwietnia?

To gigantyczny program, który wymagał jeszcze uzgodnienia z Brukselą, przygotowania operacyjnego oraz zgromadzenia środków na ten cel. To wszystko będzie trwało około pięciu tygodni. To nie jest dużo zważywszy, że odnosi się do około 670 tys. firm do których ma trafić 100 mld zł. To olbrzymia operacja ratunkowa dla gospodarki, a Polska jako pierwsza wdroży program pomocy publicznej w takiej skali.

Z jakiej pomocy PFR można skorzystać teraz, a które elementy wymagają najpierw notyfikacji z Brukseli?

Cały program wymaga notyfikacji do KE, ponieważ aż 60 mld zł to środki bezzwrotne, a subwencje dla małych i średnich firm są udzielane „za zero” tzn. bez prowizji i odsetek. Największe wsparcie otrzymają mikro, małe i średnie firmy w kwocie 75 mld zł, z czego 75 proc. może być bezzwrotne, czyli umorzone. Limit takiej pomocy w UE to obecnie 800 tys. euro, stąd u nas wynosi 3,5 mln zł. Zakładamy, że działalności gospodarcze od 1 do 9 pracowników będą dostawały średnio 70-90 tys. zł subwencji, a sektor MŚP średnio na firmę 1,9 mln zł. Jeżeli w najbliższych dniach otrzymamy zgody KE, to do czwartego tygodnia kwietnia, chcemy uruchomić wypłaty środków.

Co jeśli KE się nie zgodzi?

W przypadku subwencji dla mikro firm i MŚP nie widzimy takiego ryzyka. W ubiegłym tygodniu na wniosek wielu państwa KE zmieniła ogólne zasady (tzw. Temporary Framework) i możemy teraz działać zgodnie z nimi. Jeśli chodzi o duże firmy toczy się w całej UE dyskusja. Część krajów chciałaby bardziej rygorystycznych zasad udzielania pomocy, część możliwie elastycznych. Czekamy na finalne stanowisko Komisji. Liczymy, że do uzgodnienia dojdzie w tym tygodniu.

Co z firmami, które dostały już pomoc publiczną jak np. LOT? Czy będą teraz wyeliminowane ze wsparcia?

Nie wyobrażam sobie tego. Mamy nadzwyczajną sytuację z powodu pandemii. Popatrzmy na niemiecką Lufthansę, która traci milion euro na godzinę i bez pomocy państwa nie przetrwa. Są obawy na poziomie UE, że część krajów będzie stać na hojną pomocą i po kryzysie wyjdą silne, i będą przejmowały konkurencję. My programem PFR też chcemy zadbać, aby nasze przedsiębiorstwa nie stały się przedmiotem łatwych, wrogich przejęć i miały bezpieczny punkt wyjścia do rozwoju po kryzysie. Pandemia wywołała największy gospodarczy kryzys od 1929 roku oraz oznacza dramat wielu firm i ich pracowników. Niektóre polskie przedsiębiorstwa budowane przez ostatnie 2-3 dekady z dnia na dzień stanęły na progu upadłości i ryzyka utraty wszystkiego co było tak wiele lat tworzone. Dlatego musimy dostarczyć wsparcie co najmniej takie jak w innych krajach, aby nie doszło do masowego bezrobocia, a polska gospodarka zachowała konkurencyjność i zdolność do dalszego rozwoju. W najbliższych miesiącach zdecyduje się w UE, kto będzie wyjdzie z tego kryzysu z tarczą, a kto na tarczy. W najtrudniejszej sytuacji jest Hiszpania i Włochy, które przed pandemią odczuwały jeszcze negatywne skutki kryzysu z 2009 i 2012 roku. Jestem przekonany, że tarcza finansowa PFR w połączeniu z innymi działaniami tworzy na pewno jeden z najsilniejszych programów wsparcia firm i miejsc pracy w UE.

Pomoc PFR będzie tylko dla prywatnych przedsiębiorców czy spółki Skarbu Państwa też mogą z niej skorzystać?

Tak jak skutki pandemii nie rozróżniają spółek prywatnych od Skarbu Państwa, tak też program nie przewiduje takiego rozróżnienia. Wsparcie mogą uzyskać wszyscy przedsiębiorcy, którzy zatrudniają co najmniej jedną osobę i mają rezydencję podatkową w Polsce. To drugie jest ważne, bo zaciągamy pewien dług, który trzeba będzie spłacić. Jeśli ktoś ma rezydencję na Cyprze czy w innym kraju i zobowiąże się, że w ciągu dziewięciu miesięcy przeniesie ją do Polski, to również będzie mógł skorzystać z instrumentów PFR. Liczymy, że część przedsiębiorców zacznie w Polsce płacić podatki. W tym kontekście jeszcze istotniejszy stał się postulat premiera Mateusz Morawieckiego, aby znieść raje podatkowe w UE. Uczciwe płacenie podatków przez firmy jest więc kluczowe.

Istnieje jednak obawa, że w tej kolejce po pieniądze kontrolowane przez państwo spółki będą na uprzywilejowanej pozycji.

Już teraz mamy kilkadziesiąt wniosków z dużych firm i tylko jedną aplikację ze spółki Skarbu Państwa. Zakładamy, że ok. 350-400 tys. przedsiębiorstw z niego skorzysta. Jeśli jednocześnie udzielimy przy tym wsparcia kilkudziesięciu podmiotom z domeny Skarbu Państwa, bo tego potrzebują, to będzie to się odbywało na równych zasadach i będzie to w sumie nieznaczna część całego programu. Wzmacniamy tą tarczą cały sektor przedsiębiorstw w Polsce, który zatrudnia w sumie ok. 10 mln pracowników.

Wróćmy do rezydencji podatkowej. Czy to nie jest dyskryminacja przedsiębiorców? Jesteśmy w UE i taka selekcja może być niezgodna z traktatami. Poza tym te firmy tworzą w Polsce miejsca pracy.

My nikogo nie wykluczamy z pomocy. Tylko stawiamy warunek – przenieście płacenie podatków do kraju. Jeśli to polski podatnik pośrednio gwarantuje pieniądze, które mają trafić do firm, to dobrze byłoby, aby beneficjenci tej pomocy również tu płacili podatki.

Co ze spółkami-córkami polskich firm w innych krajach np. Orlenu. Czy mają iść po pomoc do rządu kraju, w którym działają czy polskiego?

Tarcza dotyczy przedsiębiorstw działających w kraju, choć bierzemy pod uwagę sytuację finansową całego grupy.

Czy pomoc od PFR będzie przychodem do opodatkowania?

Podobny problem powstał także w odniesieniu do form wsparcia udzielanych przez Agencję Rozwoju Przemysłu i rozmawiamy z ministrem finansów, by nie były traktowane jako przychód podlegający opodatkowaniu.

Co jeśli przedsiębiorca w marcu lub lutym zwolnił już pracowników? Czy tarcza PFR go wówczas nie osłoni?

Będzie mógł z niej skorzystać. Jednak w przypadku mikro firm kwota subwencji jest obliczana na pracownika, stąd jeżeli pracodawca zatrudnia mniej to dostanie mniej pieniędzy. Chodzi nam przecież o dofinansowanie miejsc pracy. Wiedząc o takim wsparciu może pracownika z powrotem zatrudnić, a kwoty subwencji są duże to 12, 24 lub 36 tys. zł na zatrudnionego w zależności od tego czy obroty spadną o ponad 25, 50 czy 75 proc. Takie same kryteria są dla sektora MŚP, ale tam subwencja – przy odpowiednim spadku przychodów – wyniesie 4, 6 i 8 proc. ich wartości w 2019 r.

Czyli pracodawca może zwalniać i sięgać po pomoc?

Tak, ale otrzyma odpowiednio mniej z subwencji, więc jest bardzo silny bodziec do utrzymywania zatrudnienia.

Jaki będzie mechanizm zmniejszający subwencję w małych i średnich firmach, w mikro to oczywiście mniej na zatrudnionego?

W przypadku MŚP kwota umorzenia zależy w 25 proc. od utrzymania zatrudnienia, a w 25 proc. od wielkości straty. Więc jest zachęta do utrzymania miejsc pracy, bo dzięki temu można liczyć na bezzwrotną pomoc, która pokryje stratę. Jeśli jednak pracodawca musi zredukować liczbę pracowników, wówczas patrzymy na jego przeciętne zatrudnienie przed otrzymaniem subwencji. Jeśli w rok po jej otrzymaniu firm od 10 do 249 utrzyma zatrudnienie to dostanie umorzenie 25 proc. otrzymanego wsparcia, a mikro firma 50 proc. W przypadku mikro firm za każde 10 proc. spadku zatrudnienia, spada o 10 proc. wartość umorzenia. W przypadku MŚP spadek liczby miejsce pracy o 10 proc. zmniejsza subwencję o 5 proc. Ten program jest więc w istocie programem nie tylko wsparcia przedsiębiorstw, ale przeciwdziałania bezrobociu.

Warunkiem otrzymania pomocy jest jednak spadek przychodów o co najmniej 25 proc. w danym miesiącu w ujęciu miesiąc do miesiąca lub rok do roku. Czy nie lepiej dawać wsparcie wszystkim teraz, a później oceniać kto był nieuprawniony?

Szacujemy, że 55-60 proc. przedsiębiorstw doświadcza takiego spadku przychodów. Chcemy rozwiązać problemy płynnościowe, ryzyka niewypłacalność i zwolnień w firmach, które mają realny problem. Dlatego też apelujemy do przedsiębiorców, aby sięgali po to wsparcie w sposób rzetelny i jeżeli rzeczywiście go potrzebują. Musimy zapewnić, że polscy podatnicy będą widzieli, że program oparty jest o przejrzyste reguły i trafia do najbardziej potrzebujących. Oczywiście to jest niezmiernie trudne, jeżeli chce się wdrożyć go w sposób prosty i szybki, niemniej szykujemy w PFR system weryfikacji wniosków zintegrowany z bazami ZUS i Krajową Administracją Skarbową.

Kiedy muszę mieć spadek przychodów, żeby aplikować o subwencję? Jeśli w marcu spadło mi o 22 proc., a w pierwszych dniach kwietnia znacznie głębiej i w sumie łapałabym się na pomoc, to czy ją dostaną?

Przedsiębiorca musi raportować miesięczny spadek przychodów w dowolnym miesiącu po 1 lutego tego roku. Pomoc jest tak obliczona, że powinna zabezpieczyć funkcjonowanie firmy w okresie co najmniej 6-9 miesięcy. Patrzymy jednak miesiącami kalendarzowymi, ponieważ umożliwia to prostą weryfikację.

Jak długo taki wniosek będzie przez PFR rozpatrywany?

Planujemy, że całość procesu wnioskowania będzie on-line, a pieniądze na rachunku były po maksymalnie dwóch dniach. Przedsiębiorca będzie składał wniosek i zawierał umowę poprzez bankowość internetową swojego banku. To powinno zająć od 15 do 30 min. Taki wniosek automatycznie będzie weryfikował PFR we współpracy z KIR, KAS i ZUS-em oraz banki. Co pozytywne, banki bardzo aktywnie zaangażowały się we wdrożenie operacyjne. Już od kilku dni pracuje z PFR non-stop nad wdrożeniem całego systemu zespół ponad 200 osób z kilkunastu instytucji. Jednocześnie przygotowujemy model obsługi wniosków dla dużych firm w PFR.

Banki nie są instytucjami charytatywnymi, ile wyniesie ich prowizja?

Widziałbym poważne uzasadnienie do niepobierania opłat za wypłatę subwencji. Na pewno przedsiębiorcy nie będą obciążani opłatami.

Ile firma ma czasu na ich spłatę?

Na część, która nie podlega umorzeniu, będą dwa lata. Zaczyna się miesiąc po upłynięciu roku od otrzymania pomocy. Raty nie będą oczywiście oprocentowane. Cała subwencja dla mikro i MŚP jest nieoprocentowana.

Dla dużych firm (od 250 pracowników) też pożyczki będą nieoprocentowane?

Dla takich podmiotów mamy trzy rodzaje wsparcia. Finansowanie płynnościowe do 1 mld zł będzie oprocentowane na zasadach rynkowych i koszt wyniesie ok. 2 proc. Chodzi o finansowanie na dwa lata. Do tego mamy preferencyjne pożyczki do 750 mln zł na firmę i one będą podlegały umorzeniu do 75 proc. Kwota umorzenia będzie odpowiadała rzeczywistej stracie firmy przez COVID-19 w okresie 12 miesięcy. Zakładamy, że ta pożyczka nie będzie oprocentowana. To jednak ustalamy z KE. W przypadku instrumentów kapitałowych, gdzie będzie obejmowali udziały czy akcje, może to robić na zasadach rynkowych lub w formie pomocy publicznej. Na zasadach rynkowych możemy działać jeśli w przypadku nowej emisji akcji spółki notowanej na GPW. Wtedy obejmujemy do 50 proc. emisji, a resztę inwestorzy prywatni. Jeśli robimy to poza rynkiem regulowanym to nasze zaangażowanie będzie uzależnione od rzeczywistej straty przedsiębiorstwa.

Kto oceni zdolność kredytową dużej firmy?

Analiza inwestycyjna i kredytowa będzie w PFR. Będą wystandaryzowane formularze, chcemy, aby kryteria były jasne od początku, a cały proces przejrzysty.

Co z pomocą dla grup kapitałowych? Czy zatrudnienie będzie liczone dla grupy, czy poszczególne spółki mogą same aplikować o wsparcie?

Żeby zakwalifikować się do pomocy liczą się przychody i zatrudnienie na poziomie skonsolidowanej grupy. To przepisy UE. Natomiast wsparcie może być udzielone jednej spółce z grupy. W przypadku dużych podmiotów będziemy jednak patrzyli także na to czy wsparcie nie może być udzielone przez właściciela. Jeśli jednak straty są bardzo duże, przekraczają możliwości grupy kapitałowej czy właściciela, to po to jest właśnie mechanizm związany z pomocą publiczną.

Czy PFR będzie kupował akcje notowane już na GPW?

Nie mamy takich planów. Chodzi o nowe emisje akcji lub zakup obligacji zamiennych na akcje.

A jak będzie wyglądała kwestia odkupu akcji i udziałów, które PFR zakupi na giełdzie lub poza nią?

Akcje możemy zawsze zbyć na GPW. Jeśli mówimy o rynku prywatnym to uzgadniamy z podmiotem w umowie formę odkupu udziałów i warunki na jakich się odbywa. Na inwestycje kapitałowe mamy do 7,5 mld zł. Już dzisiaj mamy wnioski firm z prośbą o domknięcie emisji akcji.

PFR ma też kupować wyemitowane już obligacje korporacyjne. Czy nie ma ryzyka moral hazard, że to ratowanie funduszy inwestycyjnych, TFI?

Zdajemy sobie sprawę z tego ryzyka. Dlatego będziemy wyłącznie nabywali obligacje o wysokiej wiarygodności kredytowej. Nie jest naszym celem naprawianie błędów funduszy, które nabywały papiery złej jakości. Chodzi nam o dostarczeniem im płynności, żeby nie musiały zawieszać umorzeń certyfikatów swoich klientów.

Jaki muszą mieć rating takie obligacje?

Oczywiście inwestycyjny, ale de facto mówimy o długu polskich czy zagranicznych tzw. blue chipów, czyli największych notowanych podmiotów.

A co pan sądzi o wykupowaniu naszego zadłużenia za granicą? Czy polskie firmy powinny odkupować swój dług i zamieniać go na zadłużenie w rodzimej walucie?

Szczęśliwe, jeśli chodzi o dług publiczny to zadłużenie za granicą w ostatnich latach spadało. Sytuacja firm nie jest tak komfortowa, by mogły sobie pozwolić na takie operacje, choć liczymy, że gwarancje BGK są mocnym instrumentem, który umożliwia finansowanie przez banki zapadających zobowiązań. Z tego punktu widzenia ważna jest możliwość korzystania z subwencji pod warunkiem, że nie będą przeznaczone na akwizycję czy dystrybucję tych środków do właścicieli. Czyli będzie zakaz przekazywania środków do właścicieli w ciągu 12 miesięcy.

Ja będzie wyglądało finansowanie tarczy. Wy i minister finansów musicie znaleźć po 100 mld zł, do tego BGK około 16 mld. Kto to kupi?

Będziemy emitowali takie koronaobligacje w bardzo dużej skali. Pamiętajmy jednak, że te środki trafią do polskiej gospodarki i te pieniądze pojawią się w firmach. W tym kontekście ważne są deklaracje prezesa NBP, który ma dbać, by była płynność i możliwości finansowania zakupu tych obligacji. NBP deklaruje, że w ramach operacji strukturalnych będzie mógł kupować te obligacje z rynku wtórnego.

NBP będzie więc ostatecznym gwarantem tarczy.

Można tak powiedzieć. To spójne z tym co robią inne kraje np. USA. Wielka Brytania wprost powiedziała, że bank centralny będzie pokrywał wydatki związane z walką z tym kryzysem. Europejski Bank Centralny ogłosił swój program na 750 mld euro. Biorąc od uwagę skalę kryzysu niezbędne są takie niekonwencjonalne działania, zwłaszcza gdy rynki finansowe przestały funkcjonować.

Andrzej Rzońca podnosi zarzut, wobec tego mechanizmu, że w praktyce to przekroczenie konstytucyjnej bariery długu? 


Konstytucyjny limit długu obowiązuje, natomiast nie dotyczy on obligacji PFR. Przypomnę, że w Niemczech odpowiednik PFR, czyli KfW ma 400 mld euro zobowiązań, które nie są wliczane do długu publicznego Niemiec, ale są w praktyce gwarantowane przez rząd niemiecki, czy bank centralny. Mogą być też skupowane przez banki centralne.

Jak będą wyglądały emisje papierów PFR? Czy będą oprocentowane wyżej od obligacji skarbowych?

Myślimy o wychodzeniu na rynki zagraniczne, ale w krótkim okresie skupimy się na rynku krajowym. Planujemy emisję papierów 2-, 3- 4-letnich. Rozmawiamy z rynkiem o warunkach. Wiarygodność finansowa PFR jest zbliżona do Skarbu Państwa. Jak patrzymy na inne przykłady emisji papierów przez podobne do naszej instytucje w Europie, to zwierają małą premię w porównaniu do długu skarbowego.

PFR będzie zabiegał się o rating swoich papierów?

Raczej nie, bardziej będziemy bazować na ratingu państwa. To program rządowy i to ono na koniec jest gwarantem środków dla tego programu, choć zobowiązania na ten cel będzie zaciągał PFR. To o tyle dobry mechanizm, że mamy rok kryzysowy, silny spadek PKB, niedziałające rynki finansowe, a taki mechanizm pozwoli rozłożyć koszty kryzysu na kilka lat w sposób, który nie będzie obciążał finansów publicznych.

Czy są jeszcze jakieś pomysły na kolejne tarcze?

To jest jedna tarcza antykryzysowa. Natomiast premier zapewnił, że jeśli będzie taka potrzeba to jest możliwe zwiększenie kwot czy ich przesuwanie między poszczególnymi pozycjami.

Jakie efekty ma dać rządowy pakiet?

To zależy jak długo gospodarka będzie wracała do normalnego funkcjonowania. Jeśli ponad połowa firm do których jest adresowany program, czyli 350 tys. bardzo mocno odczuwa już ekonomiczne konsekwencje epidemii, 20 proc. firm odczuwa bardzo silny spadek przychodów, nawet o jedną czwarta, co oznacza, że nawet 70 tysięcy firm może być w ciągu tygodni zagrożonych upadłością. Jeśli uratujemy te 70 czy 100 tysięcy firm to, to się przekłada na blisko 2 mln miejsc pracy.

Pomoc rządu to transfer olbrzymiej masy pieniądza. Jak są zabezpieczone przed nadużyciami?

Tarcza to duży kredyt zaufania dla przedsiębiorców. Chcemy, by te procedury naprawdę były proste, ale apelujemy, by korzystali ci, którzy potrzebują wsparcia, by nie było nadużyć. Natomiast będziemy ograniczali ryzyko starając się sprawdzić podane fakty w systemach KAS i ZUS przed wypłaceniem kwot. Także po 12 miesiącach, gdy będą zapadały decyzje dotyczące umorzenia części pożyczek będziemy prowadzili weryfikację. Chcemy w dużej mierze zaufać przedsiębiorcom dając szybką pomoc, ale umorzenia będą dokładniej sprawdzane.

Jak pan ocenia efekty pierwszych rozwiązań wprowadzonych już w ramach tarczy?

Po dziewięciu dniach działania nowych przepisów mamy już 600 tyś wniosków o skorzystanie z różnych form pomocy. Ćwierć miliona osób zostało objęte dotacjami zatrudnienia. Stawiam tezę, że gdyby nie ta pomoc zostałby już zwolnione. To jest konkretny efekt w ochronie miejsc pracy. Widać, że praktycznie wszystkie mikrofirmy będą chciały skorzystać ze zwolnień ze składek na ubezpieczenia społeczne. Skala pożyczek dla mikrofirm z Funduszy Pracy pokazuje jak bardzo brakuje tam pieniędzy i jak ten program dla mikrofirm jest potrzebny. Widać zatory płatnicze, firmy nie mają wpływów. Mamy więc trzy-cztery tygodnie, by wsparcie trafiło do firm.

Jak ma wyglądać gospodarka w tej nowej rzeczywistości, o której mówi rząd?

To będzie dotyczyło nie tylko nas, ale całego świata. W tym wymiarze międzynarodowym trendy globalizacyjne będą się odwracały. Może w średnim terminie to jakaś szansa dla Polski, bo cześć łańcuchów dostaw przesunie się do Europy z Azji. Kryzys je zerwał. Druga kwestia to fakt, że kraje europejskie i USA wyjdą z tego kryzysu bardzo zadłużone z trudną sytuacją na ryku pracy także w sektorze bankowym, co dotyczy zwłaszcza strefy euro. My nie jesteśmy w stanie przewidzieć co to oznacza dla powrotu do normalnego obiegu gospodarczego, przecież Włochy czy Francja nie podźwignęły się jeszcze z poprzedniego kryzysu, a ten jest znacznie głębszy. Jeśli chodzi o nasz kraj musimy się liczyć z istotnym spadkiem w eksporcie, nasz przemysł motoryzacyjny praktycznie stanął, w Europie spadł popyt. Na szczęście mamy popyt wewnętrzny.

Ja będzie wyglądał powrót do tej nowej normalności w gospodarce, o której mówi rząd?

Ten kryzys ma kilka etapów. Pierwszy to panika na rynkach, która została opanowana, choć kilka instytucji było już na granicy kłopotów w skali Lehman Brothers. Teraz rynki są stabilne. Druga etap to realna gospodarka i zabezpieczenie strony podażowej. Stąd ten program na najbliższe trzy miesiące. Chodzi o to, by nie dochodziło do masowych zwolnień i upadłości. Kolejny etap to kryzys popytu. Na etapie powrotu do normalności trzeba będzie pobudzać popyt wewnętrzny przez inwestycje publiczne i zabezpieczenia dochodów gospodarstw domowych. Czyli akurat program 500 plus jest bardzo dobry, a takim nowym instrumentem jest np. postojowe dla samozatrudnionych. I zabezpieczyć się przed tym co na pewno wystąpi w innych krajach, czyli kryzysami fiskalnymi i bankowymi. Chodzi o to, by nie wystąpiły w Polsce.