Rozmowa z Dr Patrykiem Filipiakiem wspólnikiem w kancelarii FilipiakBabicz, kwalifikowanym doradcą restrukturyzacyjnym.
Reklama
Dr Patryk Filipiak wspólnik w kancelarii Filipiak Babicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny / DGP
W rządzie trwają prace nad tarczą antyupadłościową. Założeniem jest wyłączenie obowiązku składania przez dłużnika lub menedżerów dłużnika wniosków o ogłoszenie upadłości w trakcie epidemii. Po jej ustaniu zaś będą oni na to mieli trzy miesiące, a nie 30 dni jak obecnie. To właściwa koncepcja?
Rozumiem dobre intencje i chęć ochrony przedsiębiorców przed upadłością. Tak stało się już w Hiszpanii, Szwajcarii oraz w Niemczech. Wskazują na to też światowi eksperci. Projektodawca chce dać firmom czas na odzyskanie stabilności finansowej. Ciężko jest obecnie rozpoznawać składane wnioski o upadłość oraz zabezpieczać majątek dłużników, gdy sądy upadłościowe w zasadzie nie działają. Ponadto po co ogłaszać upadłość, skoro w dobie kryzysu nie będzie popytu na likwidowane przez syndyka aktywa, ergo odzysk dla wierzycieli będzie znikomy? Z kilku przyczyn propozycja budzi jednak wątpliwości. Jest to bowiem wyjęcie jednej cegiełki z systemu prawnego przy jednoczesnym pozostawieniu innych cegiełek, np. możliwości prowadzenia egzekucji cywilnej czy administracyjnej.
o może zrodzić chaos. Brak konieczności złożenia wniosku o upadłość lub restrukturyzację będzie dawało korzyści szybszym wierzycielom – tym, którzy zdobędą lub mają już tytuły egzekucyjne. A zatem cały system równego i sprawiedliwego traktowania wierzycieli zawali się. Należałoby zatem wprowadzić albo powszechne moratorium płatnicze wraz z zakazem wszelakiej egzekucji albo nie ingerować w system w ogóle.

Reklama
Wierzyciele bardzo na wejściu w życie nowej tarczy ucierpią?
Na pewno ta propozycja naraża część wierzycieli na szkodę. Dłużnik może bowiem selektywnie spłacać wierzycieli oraz wyzbywać się majątku w okresie niewypłacalności. Choć nie znam szczegółów projektu, to kierunkowo projektodawca przyznaje, że system ochrony prawnej, którego emanacją jest sąd upadłościowy i restrukturyzacyjny, przestaje chronić przedsiębiorców: zarówno wierzycieli, jak i dłużników. A przecież mamy w systemie narzędzia, które mogą chronić już tu i teraz.
Moim zdaniem kluczowe jest więc udrożnienie ścieżki restrukturyzacyjnej. Sądy restrukturyzacyjne powinny rozpoznawać wnioski w trybie pilnym, na posiedzeniach niejawnych, również w czasie epidemii z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Dodatkowo samo złożenie wniosku restrukturyzacyjnego powinno skutkować zakazem egzekucji oraz wypowiadania kluczowych umów oraz zwalniać członków zarządu z odpowiedzialności osobistej.
Pytanie, jak udrożnić. Trudno było już w spokojnych czasach i trudno sobie wyobrazić poprawę w dobie pandemii.
Idealnie na pewno nie będzie. Ale kilka kwestii można by rozwiązać w dość prosty sposób. Po pierwsze, trzeba pilnie wydzielić sekcje lub nawet wydziały ds. konsumenckich. I tylko pod takim warunkiem doposażyć te wydziały kadrowo i organizacyjnie. Wydzielenie sekcji leży w gestii prezesa sądu apelacyjnego, więc może być to szybki proces.
Po drugie, należy zlikwidować obowiązkowe rozprawy i dopuścić w maksymalnym stopniu posiedzenia niejawne. Po trzecie, wysyłka pism sądowych dla wielu wierzycieli powinna być przekazywana zarządcy lub nadzorcy na mocy zarządzenia sędziego komisarza. To ograniczy obciążenie pracy sekretariatu wydziału. Po czwarte, konieczne jest dopuszczenie składania przez nadzorców sądowych i zarządów pism do sędziego komisarza za pomocą poczty elektronicznej.
Co do kwestii fundamentalnych: warto zmniejszyć liczbę spraw rozpoznawanych przez sąd lub sędziego komisarza. Tytułem przykładu: po co angażować organ sądowy w sprawy rozpoznane już przez radę wierzycieli lub dotyczące działalności biznesowej dłużnika? Zadaniem sądu jest rozpoznawać spory, a nie zajmować się podejmowaniem decyzji biznesowych. Przy okazji należałoby umożliwić odbywanie wszelkich posiedzeń rady wierzycieli zdalnie lub drogą obiegową.
I wreszcie warto byłoby uprościć wymogi formalne wniosku o wszczęcie restrukturyzacji. Obecne wymogi są kłopotliwe szczególnie dla małych przedsiębiorców, dla których biurokracja może być obecnie zabójcza.