statystyki

Depresyjny konformista. Kim jest "dziecko wyczynowego kapitalizmu"?

autor: Tadeusz Klementewicz08.02.2020, 17:00; Aktualizacja: 08.02.2020, 18:13
Rywalizacja rodzi także napięcia w stosunkach z innymi, a środowisko życiowe ulega skurczeniu

Rywalizacja rodzi także napięcia w stosunkach z innymi, a środowisko życiowe ulega skurczeniuźródło: ShutterStock

Bezustanna rywalizacja sprawia, że tkanka społeczna staje się coraz cieńsza i w końcu przestaje chronić jednostkę przed niepowodzeniami.

W spółczesne społeczeństwo oferuje każdemu wiele posad i pozycji do zdobycia. Do tego potrzebne są jednak kwalifikacje, kompetencje, doświadczenie czy siła osobowości. Zgodnie z ideałem liberalnej wolności nikt i nic nie może ograniczać nam prawa do ubijania z życiem zyskownego interesu, do maksymalizacji korzyści własnej, w tym obracania posiadanymi aktywami pieniężnymi czy własną osobą. Ten system, w założeniu, gwarantuje każdemu równe szanse odniesienia sukcesu, choć nie wszyscy potrafią je wykorzystać – na przegranych pozycjach są zwłaszcza ci, którzy wzbraniają się przed ukradzeniem pierwszego miliona lub nie mają odpowiedniej rodziny. Ta ostatnia nie tyle ułatwia udany start, ile go zapewnia, jak choćby w przypadku założyciela Microsoftu Billa Gatesa.

W rachunkowym ujęciu człowieczeństwa jednostka maksymalizuje użyteczność, ale ostatecznie sprowadza się ono do gromadzenia jak największej ilości dóbr: prestiżowej konsumpcji, wysokiej pozycji społecznej, dobrego zdrowia, stanowiska w korporacji, wzrastających kompetencji zawodowych. Puchnące konto w banku, nieruchomości i majątek, co zrozumiałe, najlepiej pieczętują życiowy sukces.

Jednak tak rodzi się racjonalny egoista, któremu nie jest potrzebne solidarne ubezpieczenie na starość, wysoki poziom usług publicznych czy sprawne i opiekuńcze państwo. Nie są mu potrzebne, bo to wszystko kupi na rynku. Podatki to złodziejstwo, gotów jest łożyć tylko na policję, by ta chroniła jego dom pod miastem. Silne więzi emocjonalne z innymi zastępuje narcyzm, kolekcjonowanie przeżyć i miejsc dzięki egzotycznym podróżom. Ostatecznie następuje ekonomizacja nie tylko życia rodzinnego i emocjonalnego, lecz także edukacji, sztuki, nauki. Na tym polega totalitarne urządzenie neoliberalnego kapitalizmu: to przymus odniesienia sukcesu materialnego i konkurowania z innym, co prowadzi do autoeksploatacji.

Skuteczność psychospołeczna tej ideologii sprowadza się do przekonania, że każdy może pokonać drogę jak Jan Kulczyk – od eksportera grzybów do miliardera. Ale w tym ogólnoświatowym wyścigu szczurów tylko milion wygrywa, zaś miliardy przegrywają.

Kapitalizm wyczerpania

Inaczej było w złotych dekadach welfare state (państwa opiekuńczego). Dzień dzielił się na monotonną pracę przy taśmie oraz odpoczynek we wspólnocie rodzinnej czy koleżeńskiej – w pubach i na stadionach. Wszędzie tam kształtowała się świadomość wspólnych interesów i solidarność klasowa. Istniały społeczne ramy pamięci – jednostka wrastała we wspólnotę stopniowo: w domu, w szkole, w zakładzie pracy. W Polsce dodatkowo funkcjonowała we wspólnocie religijnej.

Dziś tę uciążliwą fizycznie i psychicznie pracę dla zysków i chwały jakiejś korporacji wykonuje się albo w montowniach gadżetów przemysłu teleinformatycznego, albo ślęcząc nad klawiaturą przy monitorze. Rozrósł się sektor usług personalnych, w którym pracuje się emocjami – uśmiechem, udawaną empatią, wyglądem. To coraz częściej samotna praca. W tych warunkach, jak pisze prof. Andrzej Szahaj w książce „Kapitalizm wyczerpania?”, „zdematerializowana praca zaciera różnice pomiędzy człowiekiem jako pracownikiem a człowiekiem jako osobą, pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym, pomiędzy prawdziwymi emocjami a emocjami jako towarem do sprzedania”. Etos pracy traci znaczenie, liczy się płaca. Ta ma być zapłatą za oddanie się korporacji ciałem i duszą. Bałwochwalstwo rynku staje się jedyną religią.

Społeczność lokalna, grupy towarzyskie, wspólnota pracy schodzą na dalszy plan, tracą wpływ na życie jednostki. Zastępują je internet, coaching czy trenerzy motywacyjni. Do tego dochodzą celebryci, medialni ekonomiści i niezależni eksperci od wszystkiego. To oni zaczynają pełnić regulacyjne funkcje w systemie. Wszyscy posługują się językiem korporacyjnej nowomowy: wyzwania, potencjał, cel, projekt, zarządzanie, inwestycja, sukces, wynik, pozytywne myślenie, produktywność, zdolność przebranżowienia, praca nad sobą – bo przecież sukcesy w życiu osiągają osoby, które mają wszystko dokładnie zaplanowane. Dokonuje się redukcja życia do potrzeb materialnych kosztem rozwojowych, następuje degradacja kultury.


Pozostało 69% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Komentarze (5)

  • ale(2020-02-08 19:07) Zgłoś naruszenie 75

    Dobry art. Od ludzi zależy jak daleko dadzą się wciągnąć w zbędną rywalizację o prestiż zawodowy, gadżetów i nagromadzenia kapitału. Bardzo wiele zależy od rządzących krajem. Jakie prawo jest uchwalane, jak stosowane, jak rozstrzygane są spory i jakie kary wymierzane. Kasta kapłańska i aktualnie rządzący są ponad prawem. Autor art. porusza tylko aspekt wyścigu szczurów ludzkich. To trochę mało.

    Odpowiedz
  • Niepoprawny(2020-02-09 04:19) Zgłoś naruszenie 69

    Nie zgodzę się z autorem. Wyżej opisane skutki nie są powodowane kapitalizmem, tylko chęcią dorobienia się i pokazania swojej wartości w społeczeństwie (przez nadmierny konsumpcjonizm na pokaz). Widzę, że komuś brakuje takiego ustroju jak choćby komunizm. Wiara i idealizowanie manifestu Karola Marksa, czego podkreśleniem jest fragment "Etos pracy traci znaczenie, liczy się płaca." dobitnie pokazuje jaki stosunek ma autor do wyznawanego przez siebie poglądu ubranego w piękne słowa. Człowiek nie żyje po to żeby pracować, a pracuje po to żeby żyć i powinien czerpać radość z tego co robi. Od kiedy to chęć zwiększania osiąganych zysków ma być czymś egoistycznym, jeśli ktoś chce przyczynić się do rozwoju lokalnej społeczności, chce aktywizować innych wokół siebie i używać majątku do pomocy innym? Dlaczego autor generalizuje postawy osób, które chcą się czegoś dorobić jako takie, które tylko chcą wydawać te środki na konsumpcję? Widać tu jedynie skrzek osoby, której coś w życiu nie wychodzi, chce się usprawiedliwić i dowartościować przez wygłaszanie tez o potrzebie wspólnoty i wspólnocie pracy. Dlaczego autor sam nie chce przyczynić się do poprawy życia ludzi wokół, nie zacznie zarabiać więcej, tylko zrzuca te odpowiedzialność na mistyczne państwo? Brak wiary w ludzkie dobro? Słaby artykuł, zainwestowany w niego czas trzeba było wykorzystać na dokształcenie się i podniesienie swoich kompetencji. Jako jednostki starajmy się być lepsi, budujmy społeczności i pomagajmy nawzajem a nie zrzucajmy tej odpowiedzialności na państwo, które z reguły wykazuje się gorszym gospodarowaniem powierzonymi funduszami. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Non(2020-02-09 11:12) Zgłoś naruszenie 23

    Kocham kapitalizm ten dziki nawet mnie podnieca

    Odpowiedz
  • OK(2020-03-01 01:17) Zgłoś naruszenie 00

    Założę się że autor nawet godziny nie spędził "na monotonnej pracy przy taśmie". Ale za to innym chętnie by tak życie ułożył.

    Odpowiedz
  • Justyna (2020-03-01 14:38) Zgłoś naruszenie 00

    Coś tam dzwoni ale wata w uszach. Autor coś tam przeczytał, ale nie dogłębnie i różne perspektywy mu się mieszają. O współczesnych socjologicznych opisach rzeczywistości późnego kapitalizmu nie wspomnę.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane