statystyki

Daly: Sytuacja demograficzna Polski zaczęła się poprawiać

autor: Marek Tejchman20.01.2020, 07:41; Aktualizacja: 20.01.2020, 07:46
Duża część wzrostu jest możliwa dzięki Ukraińcom, ale ważne jest też to, że znacznie mniej Polaków decyduje się dziś na emigrację zarobkową - mówi Kevin Daly

Duża część wzrostu jest możliwa dzięki Ukraińcom, ale ważne jest też to, że znacznie mniej Polaków decyduje się dziś na emigrację zarobkową - mówi Kevin Dalyźródło: ShutterStock

Kevin Daly: Moment na zwiększenie wydatków, który wybrał wasz kraj, okazał się zadziwiająco trafny. Po części to efekt polityki i dobrze zaprojektowanych programów, a w dużej mierze po prostu szczęścia.

Inflacja w Polsce okazała się wyższa, niż oczekiwano. Czego możemy się spodziewać w kolejnych miesiącach i jak wypadamy na tle innych rynków wschodzących?

Nie ma żadnego dowodu na przegrzanie polskiej gospodarki – szczególnie jeżeli porównać ją do czeskiej i węgierskiej. Biorąc pod uwagę dużą podwyżkę płac i szybko rosnący PKB, trzeba przyznać, że poziom inflacji nie jest irracjonalnie wysoki. Oczywiście wielu analityków spodziewa się, że jeszcze znacząco wzrośnie on w I kwartale, ale część czynników, które to powodują, jest tymczasowa. Większy skok w 2020 r. jest czymś normalnym. Na przykład ceny energii idą w górę, bo były zamrożone w ubiegłym roku. Wyższa jest też cena ropy, widać jak rosną ceny żywności. Twierdzę jednak, że to czynniki występujące krótkotrwale i z czasem ustąpią. Polska co do zasady znajduje się na liście państw o umiarkowanej presji na inflację bazową.

Uważa pan, że NBP powinien zacząć działać?

Nie ma do tego podstaw. Brak jest związku między polityką monetarną i tym, co obecnie obserwujemy. Działania NBP mają wpływ na długofalową inflację – nie na to, co się dzieje teraz, lecz na to, co się zdarzy w perspektywie dwóch, trzech lat. Reagowanie po jednym kwartale nie byłoby właściwym podejściem. NBP musi zachować spokój. Działania można byłoby podjąć, gdyby inflacja urosła powyżej 4 proc. w skali całego kwartału.

Wspominał pan, że nie ma dowodów na przegrzanie polskiej gospodarki...

W porównaniu z innymi państwami Europy Środkowej – na pewno nie. Wyzwaniem polityki monetarnej w Polsce, ale też na Węgrzech czy w Czechach, jest zapewnienie równowagi między wewnętrzną presją inflacyjną (wynikającą z silnego wzrostu gospodarczego i bodźców fiskalnych) a zewnętrzną presją dezinflacyjną (wynikającą ze słabości strefy euro). Jednak moim zdaniem, w porównaniu z Czechami czy Węgrami, Polska ma mniej problemów z osiąganiem tej równowagi. Tamtejsze banki centralne są w dużo trudniejszym położeniu, ponieważ wewnętrzna presja w tych krajach jest bardziej zaawansowana i pojawiają się pytania o to, czy podnosić stopy procentowe. W Polsce presja inflacyjna ze strony gospodarki krajowej wydaje się bardziej stonowana.

Co wskazuje na przegrzanie gospodarki na Węgrzech i w Czechach?

W Polsce następuje wzrost płac o 6–7 proc. i w dużej mierze jest on podyktowany wzrostem produktywności wynoszącym 3–4 proc. To oznacza, że inflacja kosztów pracy jest relatywnie bezpieczna. Co innego na Węgrzech, gdzie wzrost płac wynosi ok. 11 proc., a wzrost produktywności 2–3 proc., oraz w Czechach, gdzie jest to – odpowiednio – 8–9 proc. i ok. 2 proc. W obu tych krajach inflacja jednostkowych kosztów pracy pozostaje dużo wyższa niż w Polsce.


Pozostało jeszcze 72% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane