Gastronomia tonie w długach, choć Polacy zwiększają wydatki na jedzenie poza domem. Restauratorzy są winni swoim wierzycielom już 245,8 mln zł. To o ponad 3 proc. większa kwota od tej z zeszłego roku. W ciągu ostatnich czterech lat skala zadłużenia wzrosła ponad 160 proc. W 2015 r. długi branży wynosiły 93,2 mln zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów opracowanych na zlecenie DGP.
Reklama
Przybywa też dłużników. Tylko w ostatnim roku przyrosło ich o prawie 1 tys., do 11,42 tys. Od 2015 r. ich liczba wzrosła natomiast o 4 tys. Restauratorzy mają też więcej zobowiązań. W ciągu ostatniego roku ich liczba urosła o 2,5 tys., do 49,5 tys. Natomiast w trakcie ostatnich czterech lat uległa niemal podwojeniu.
Jak zauważają eksperci, kondycja finansowa sektora nie idzie w parze z rosnącym popytem na usługi.
– Tylko w ostatnim roku wartość rynku zwiększyła się o 7 proc., do 30,9 mld zł. W tym roku spodziewamy się kolejnych 6 proc. Tym samym oczekujemy, że Polacy wydadzą w barach i restauracjach 32,9 mld zł – mówi Jarosław Frontczak, analityk firmy badawczej PMR.
Eksperci dodają, że podobne tempo wzrostu było notowane też w poprzednich latach. Koniunkturę od pewnego czasu napędzają rosnąca gospodarka oraz coraz wyższe wynagrodzenia, jak również dodatkowe źródło dochodów w postaci 500+. Co zatem jest powodem słabej kondycji, skoro warunki sprzyjają? – Konkurencja. Restauratorzy muszą walczyć o klienta nie tylko z innymi restauracjami i barami, ale też ze sklepami osiedlowymi, jak Żabka, czy stacjami paliw, które w ostatnich latach masowo zaczęły inwestować w tzw. kąciki gastronomiczne – tłumaczy Jarosław Frontczak.
Do tego w każdym roku wchodzą nowe sieci, a swoje biznesy otwierają kolejni inwestorzy indywidualni. Jak wynika z danych firmy doradczej PROFIT system, tylko w ostatnim roku zadebiutowało w naszym kraju 25 nowych sieci. Obecnie jest ich 223. Trudne warunki sprawiają kłopoty już nawet największym graczom. Przykładem jest choćby sieć Dunkin Donuts i jej druga nieudana próba rozwoju w Polsce, czy Burger King, który planował rozwój poprzez franczyzę, z czego musiał ostatecznie zrezygnować, bo nie było chętnych, i skupił się na otwieraniu własnych lokali.
Do tego dochodzi ogromne rozdrobnienie, które sprawia, że ciągle na polskim rynku jest mało dużych graczy. Natomiast działając w pojedynkę, trudniej przetrwać. Szczególnie że zaczyna liczyć się już wszystko, nie tylko lokalizacja, ale także pomysł i jakość. Dobrą usługę w rozsądnej cenie można zaproponować, dysponując skalą działania. To przepustka do niższych cen u dostawców.
Tłok w branży i mała skala zmusza wielu przedsiębiorców do balansowania na granicy opłacalności.
– Nie jesteśmy Francuzami czy Włochami, dla których jedzenie poza domem to element kultury. U nas jest to raczej rosół i schabowy z ogórkiem w domu – dodaje Andrzej Kulik z KRD. Tym samym wiele konceptów, choć wydaje się strzałem w dziesiątkę, nie sprawdza się, co przejawia się najpierw w rosnących długach ich właścicieli, a potem w bankructwie.
Jak wynika z danych KRD, z największym zadłużeniem borykają się jednoosobowe działalności gospodarcze. Z tej grupy pochodzi 9,7 tys. dłużników, którzy zalegają w sumie na 214 mln zł długu.