Przygotowany przez resort sprawiedliwości projekt, który ma przeciwdziałać lichwie, budzi coraz więcej emocji. Krytykują go legalnie działające instytucje pożyczkowe, przedstawiciele konsumentów i prawnicy. – Wprowadzenie przepisów w takim kształcie może spowodować pojawienie się problemów poważniejszych niż te, z którymi mierzymy się dzisiaj – zauważa Adam Walas, partner w Walas-Legal.

Nieoczekiwany skutek

Tego typu opiniom, regularnie formułowanym w toku konsultacji społecznych, towarzyszy dość zaskakujący wniosek, iż na nowym prawie skorzystają lombardy. Ustawa bowiem o nich nie wspomina.

Przypuszczenia te potwierdza Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Uważa ona, że zaostrzenie przepisów dotyczących udzielania kredytów konsumenckich może skutkować rozwojem form finansowania, do których nie będą miały zastosowania proponowane rozwiązania.

– Popyt na finansowanie przecież się nie zmniejszy, a podaż kredytu zostanie ograniczona. Spowoduje to potrzebę skanalizowania popytu konsumentów na inne usługi– wskazuje.

Adam Walas zauważa, że osoby chwytające się „chwilówek” sięgają po nie w ostateczności, traktując jako sposób na przetrwanie.

– Pozbawieni tej możliwości będą szukali pomocy gdzieś indziej. Pojawia się zagrożenie, że na wołanie o pomoc tak dużej grupy docelowej odpowie szara strefa, wymykająca się jakiejkolwiek kontroli, i podmioty nieuczciwe, które będą miały na celu obejście ustawy. Polacy mogą masowo zacząć wyprzedawać majątek w lombardach, których jest coraz więcej – twierdzi.

W jego ocenie pożyczki pod zastaw przestaną być głównym celem działalności lombardowej, a jak grzyby po deszczu pojawią się przedsiębiorcy, którzy pod przykrywką lombardów za bezcen skupować będą dorobek życiowy potrzebujących.

Lewandowski: 166 tys. samozatrudnionych w Polsce pracuje tylko dla jednego podmiotu

Szara strefa

Już dzisiaj pojawiają się zarzuty odnośnie do niepoprawnej działalności lombardów, co uzasadnia obawy, iż podmioty te mogą się idealnie wkomponować w szarą strefę pożyczkową. Jak zauważa Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych, od stycznia 2018 r. lombardy powinny działać w formie spółek z kapitałem zakładowym co najmniej 200 tys. zł oraz uzyskać wpis do Rejestru Instytucji Pożyczkowych KNF. Tymczasem na ponad 15 tys. działających w Polsce lombardów tylko jeden zarejestrował się poprawnie (Polski Lombard sp. z o.o.).

– Wszystkie pozostałe, jeżeli udzielają pożyczek w dowolnej formie prawnej, a przecież to jest podstawą działalności lombardowej, łamią art. 59e obowiązującej ustawy o kredycie konsumenckim, a więc popełniają przestępstwo zagrożone grzywną do 500 tys. zł i karą pozbawienia wolności do lat dwóch. Nie ma jednak żadnych kontroli, nikt nie ma żadnych zarzutów. Może to wydawać się szokujące, ale tak właśnie jest i dobitnie pokazuje, że to nie z przepisami antylichwiarskimi, ale z ich egzekucją jest problem – uważa Jarosław Ryba.

Dodaje, że w efekcie planowanych zmian wiele legalnie działających firm pożyczkowych zakończy działalność przez brak ekonomicznego uzasadnienia, a ich właściciele: zagraniczne banki, międzynarodowe firmy technologiczne czy fundusze inwestycyjne postawią na polskim rynku krzyżyk i przeniosą kapitał w inne rejony świata.

Jak pączki w maśle

Z powyższymi zarzutami stanowczo nie zgadza się wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Tłumaczy, że analogiczne przepisy w innych państwach nie spowodowały powiększenia się szarej strefy. – We Francji, na Słowacji czy w Niemczech lombardy nie przyszły, po prostu zacisnąć trzeba było pasa. Nic dziwnego, że przedstawiciele branży pożyczkowej protestują, używając nieprawdziwych argumentów. Przez lata żyli jak pączki w maśle. Gdy więc w końcu postanowiono ucywilizować ten rynek, niezadowolenie jest ogromne – mówi Marcin Warchoł.

Podkreśla, że wbrew pojawiającym się opiniom rynek pożyczkowy nie był ostatnio obejmowany restrykcyjnymi regulacjami.

– W poprzednich latach mieliśmy wręcz do czynienia z deregulacją tego sektora, znoszono wszelkie bariery. W 2011 r. w niejasnych okolicznościach z ustawy z 20 lipca 2001 r. o kredycie konsumenckim zniknął przepis karny art. 18a, który karał za lichwę, co przełożyło się na większą liczbę wyroków uniewinniających dla podmiotów udzielających tego typu pożyczki – wskazuje Marcin Warchoł. – Ludzie mają prawo do pożyczki na uczciwych zasadach. W Niemczech przy podobnych ograniczeniach pożyczki są sześć razy tańsze, na Słowacji zaś trzy i pół raza. U nas wszelkiego rodzaju opłaty dodatkowe sprawiają, że tylko na papierze można mówić o kosztach pozaodsetkowych. W rzeczywistości sięgają one niekiedy kilkuset, a nawet kilku tysięcy procent – kwituje wiceminister.

Pomimo licznych zarzutów wobec projektu branża pożyczkowa widzi jednak potrzebę zmian. – Pozytywnie należy ocenić propozycje doprecyzowania przepisów karnych, które umożliwią skuteczniejsze ściganie przestępstw na rynku kredytowym, przy czym niezwykle ważne jest, aby za tymi przepisami stały skuteczne działania organów ścigania i sądów – podkreśla Agnieszka Wachnicka.