Obligacyjny krach

Około 80 proc. wartości emisji firm pożyczkowych kierowane jest do inwestorów instytucjonalnych. W 20 proc. inwestorów indywidualnych mamy jednak najprawdopodobniej kilkanaście tysięcy osób fizycznych. Wielu skusiło oprocentowanie. Przeciętne dla obligacji o terminie zapadalności do dwóch lat wynosi ok. 12 proc. w przypadku emisji kierowanej do inwestorów indywidualnych i do 8,5 proc. w przypadku inwestorów instytucjonalnych.

„Obniżenie limitu maksymalnych kosztów w kształcie zaproponowanym przez resort sprawiedliwości generuje olbrzymie ryzyko niewykupienia kuponów przez instytucje pożyczkowe, a to w konsekwencji doprowadzi do strat inwestorów na kwotę ponad 500 mln zł” – wieszczy Polski Związek Instytucji Pożyczkowych w swym stanowisku do projektu ustawy antylichwiarskiej, której autorem jest właśnie Ministerstwo Sprawiedliwości. I dodaje, że „tak duża jednorazowa strata wiąże się z dużymi kosztami reputacyjnymi dla polskiego rynku kapitałowego, a tak duży jednorazowy wstrząs finansowy może zachwiać przyszłością rynku obligacji Catalyst należącego do Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych”.

– Krach na rynku obligacji? W żadnym razie. Do krachu nie doprowadziły ani upadłość Ganta, ani sprawa GetBacku. Tym bardziej więc nie doprowadzi ewentualna upadłość instytucji pożyczkowych – komentuje Michał Sadrak z branżowego portalu Obligacje.pl. I wyjaśnia, że instytucje pożyczkowe nie są wcale najpopularniejszym wyborem obligatariuszy. Znacznie większy udział w rynku obligacji mają choćby deweloperzy i firmy windykacyjne.

– Trudno zresztą przypuszczać, by wejście w życie nowej ustawy antylichwiarskiej miało uniemożliwić spłatę obligacji. Instytucje pożyczkowe nie mają przecież środków zamrożonych w drogich maszynach, z miesiąca na miesiąc wpływają do nich pieniądze od pożyczkobiorców oraz z windykacji. Być może więc nie byłyby w stanie one spłacić swych zobowiązań w ustalonym czasie i pełnej wysokości, ale nie powinno być tak, że obligatariusze straciliby wszystko – wskazuje Michał Sedrak.

Oczywiście pod warunkiem, że ograniczony zarobek poszedłby w pierwszej kolejności na spłatę obligacji, a nie np. na bieżącą działalność spółki i wypłaty dla menedżerów. Na łamach DGP opisywaliśmy kilkukrotnie działalność instytucji pożyczkowych, które z jednej strony pożyczały pieniądze na rynku na bieżącą działalność, a z drugiej miały ulokowane po kilka milionów złotych w nieoprocentowanych pożyczkach udzielonych członkom zarządu, których nie kwapiły się odzyskać. W większości opisywanych przez nas przypadków obligatariusze stracili pieniądze.

Odpowiedzialność za pieniądze

– Wierzę, że instytucje pożyczkowe zachowają się odpowiedzialnie. Każdy emitent obligacji musi zdawać sobie sprawę z tego, że emisja nie stanowi parasola ochronnego przed działaniami ustawodawcy. Nie trafia zatem do mnie argument, że ustawodawca nie powinien przyjmować ustawy, bo instytucje pożyczyły pieniądze od ludzi. Skoro pożyczyły, to powinny oddać – uważa Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.

– Przedstawiciele instytucji pożyczkowych doskonale wiedzą, że pożyczkodawcę tłumaczenia pożyczkobiorcy średnio interesują, istotne jest odzyskanie pieniędzy. A tu mamy do czynienia ze szczególnym przypadkiem, gdy pożycza się od obywateli, którzy zaufali danemu przedsiębiorcy. Liczę na to, że branża pożyczkowa uczyni wszystko, by tego zaufania nie nadszarpnąć – dodaje Warchoł.

Najboleśniejsze dla biznesu pożyczkowego może być jednak nie to, co się stanie z dokonanymi już emisjami obligacji, lecz z przyszłymi. A w zasadzie: co się nie wydarzy. Dziś dla wielu firm rynek obligacji jest niezbędnym elementem prowadzenia biznesu. Bo choć pozyskanie kapitału jest drogie, to możliwe. W przypadku mniejszych firm to często być albo nie być – emisja jest jedynym wyjściem. Tymczasem – na co zwraca uwagę Michał Sadrak – dla instytucji pożyczkowych dużym kłopotem może być to, że po wejściu nowej ustawy antylichwiarskiej nie pozyskają one już finansowania z emisji obligacji.

– Skoro bowiem – jak zgodnie przyznaje branża – działalność pożyczkowa nie będzie się opłacać, trudno przypuszczać, by inwestorzy chcieli ulokować w niej swoje pieniądze – spostrzega Sadrak.

Kluczowy element projektu ustawy, nad którym teraz pracować będą posłowie, dotyczy obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych, na którym zarabia biznes pożyczkowy. Przy chwilówkach odsetki są bowiem w wartościach bezwzględnych śmiesznie niskie, raptem kilka złotych za 1000 zł pożyczony na 30 dni. Dziś limit kosztów pozaodsetkowych wynosi 55 proc. wartości pożyczki w skali roku. Po zmianie przepisów ma wynosić 20 proc. Eksperci uważają, że tak rygorystyczny próg spowoduje upadek większości instytucji pożyczkowych. Na rynku pozostaną największe.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy trafił do Sejmu

Czy ustawa antylichwiarska rozwiąże patologie istniejące na rynku?